Wywiad: Michał Mormul

Porozmawiajmy trochę o historii. Co jakiś czas publikujemy na naszej stronie cykl złotych jedenastek. Czy chciałbyś się podzielić swoją?

Od razu zaznaczę, że wskażę zawodników, których dobrze pamiętam z boiska, inaczej ten wybór nie miałby sensu. O fenomenie Besta, Lawa, Charltona czy tragicznie zmarłego Edwardsa oczywiście wiem, ale ich ocenianie byłoby dalece nieobiektywne.

W bramce David de Gea. Tutaj zastanawiałem się pomiędzy nim a van der Sarem, bo na czasy Schmeichela jeszcze się nie załapałem. Raz, że wiedziałem go raptem w kilku meczach, a dwa, że jak grę może oceniać dzieciak z podstawówki? Liczą się przecież gole!

W obronie od prawej: Gary Neville, Nemanja Vidić, Rio Ferdinand i Patrice Evra. Ach, japa sama się cieszy, gdy przypomni się ten blok defensywny. Neville końcówkę kariery miał już nieco słabszą, ale to w żaden sposób nie może przekreślać tego, co przez wiele lat zrobił dla United. Nazwiska Vidicia i Ferdinanda mówią same za siebie. United mając ich na środku obrony, biło przecież rekordy minut bez straty gola. A Evra? Absolutnym fenomen zarówno na boisku, jak i poza nim. Bardzo żałuję, że kilka lat temu nie wrócił na Old Trafford. Ponoć sprawa była już przesądzona, ale transfer zablokował jeden z członków zarządu. Mam nadzieję, że te osobnika nie ma już w klubie. Dodam, że bardzo chciałbym zmieścić tutaj Wesleya Browna, który jest moim ulubionym „Diabłem”, ale zwyczajnie był na to za słaby.

W drugiej linii Beckham, Scholes, Carrick i Giggs. No i ponownie wracają fantastyczne wspomnienia. Zaczynając od Giggsa. Absolutna legenda. Rekordzista klubu pod względem ilości rozegranych spotkań. Strzelec decydującego gola w serii jedenastek w finale Ligi Mistrzów z Chelsea, a także bramki pieczętującej mistrzostwo w sezonie 2007/08. Jego zasługi mógłbym wymieniać długo, ale i tak nie oddałoby tego, co Walijczyk zrobił dla United. Paul Scholes, niezwykle skromny i cichy chłopak. Jego geniusz niech oddadzą słowa wielu kolegów z boiska, niekoniecznie z United czy Premier League. Naprawdę wielu z nich właśnie rudowłosego pomocnika wskazywało jako najbardziej kompletnego środkowego pomocnika. Wspomnę choćby Xaviego Hernandeza. To naprawdę wiele mówi. Idąc dalej, Michael Carrick. W moim odczuciu najbardziej niedoceniany piłkarz ligi ostatnich lat. Niesamowity walczak z ogromnym wpływem na drużynę. Jak ktoś ma czas i możliwość, to polecam obejrzeć jakiś archiwalny mecz pod kątem gry Anglika. Wówczas można naprawdę wiele dostrzec. Bardzo się cieszę, że trafił to sztabu szkoleniowego. No i David Beckham. Tutaj nie trzeba wiele mówić. Szkoda, że skończyło się jak się skończyło i odszedł do Realu. Długo miałem nadzieję na jego powrót, zwłaszcza gdy trafiał na wypożyczenia do Milanu. Niestety, nie udało się. Pozostaje radość, że wiedziałem go w czerwonej koszulce podczas Testmonialu Gary’ego Nevilla.

Atak to Rooney i Ronaldo. Pierwszy, mimo że za nim nie przepadam, to już legenda Manchesteru United. 253 gole i rekord klubowy pod względem ilości trafień mówią same za siebie. O Ronaldo powiedziano i napisano już wszystko. Bardzo się cieszę, że na szerokie wody wypłynął właśnie w United. Kilka dni temu Patrice Evra powiedział to, o czym spekulowano od dawna. W 2013 roku był szykowany jego powrót do domu. Wszystko było już w zasadzie ustalone, ale ten zatrzymało odejście na emeryturę sir Alexa Fergusona. Żal jest podwójny, pożegnania Szkota i brak transferu Portugalczyka.

Skoro już jesteśmy przy CR7 – wśród kibiców trwa ciągły spór pomiędzy fanami Portugalczyka a zwolennikami Messiego. Ty do której grupy należysz? Wolisz Cristiano, czy Leo? A może jednak jest trzecia droga?

Zdecydowanie kibicuję Ronaldo. Na moją decyzję na pewno wpływ na fakt, że grał w United. Ważne jest także podejście CR7. Mam tutaj na myśli tytaniczną wręcz pracę. Niektórzy mówią, że Messi to przede wszystkim talent, a Ronaldo praca. Oczywiście nie twierdzę, że Messi nie zasuwa na treningach, ale z doniesień medialnych wydaje się, że to urodzony na Maderze zawodnik zasuwa mocniej.

Tiki taka, Catenaccio, gegenpressing czy kick and rush? A może jednak polska myśl taktyczna i centrostrzały?

Nigdy nie byłem taktycznym maniakiem, a tych wszystkich nowinek i nazewnictw często wręcz nie ogarniam. Nie chodzi już o to, że nie umiałbym spojrzeć na futbol w taki sposób, jak robią to analitycy, ale często ich nie ogarniam, bo tych detali jest za dużo. Nie ukrywam, że nie podoba mi się to. Wolałem lata, w których futbol był prostą grą. Zauważ, że taktyka pojawia się już także na najniższych szczeblach. To już nie są te czasy, gdy zdecydowana większość meczów była wesoła. Na szczęście tam jest tego znacznie mniej.

Twoja osobowość w social mediach jest bardzo wyraźna. Jaki jest Michał Mormul prywatnie?

(śmiech) Chyba nie mogę do końca zdradzić, bo jeszcze rodzina przeczyta i będzie przypał. A mówiąc poważnie, to myślę, że moja aktywność w SM dość mocno odzwierciedla mnie, jaki jestem na co dzień. Nie ma sensu przecież udawać kogoś innego, kreowanie jakiegoś sztucznego wizerunku nic nie daje.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Gdybyś mógł coś zmienić, to co by to było?

Lidera Premier League.

Dzięki za rozmowę!

Dzięki! Czy mogę kogoś pozdrowić?

Jasne!

Pozdrawiam siebie.

Te teksty także powinny Cię zainteresować: