Złote czasy reprezentacji Indii

Pierwsze złoto

Meczem otwarcia było starcie Iranu z Birmą. Irańczycy dość pewnie wygrali 2:0, a zaraz po zakończeniu ich meczu na murawę wybiegły jedenastki Indii i Indonezji. Gospodarze grali na boso, dzięki czemu lepiej mogli panować nad piłką. Wynik na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy otworzył Sahu Mewalal. W 42. minucie meczu zrobiło się już 2:0 po samobójczym trafieniu Chaeruddina Siregara. Niektóre ze źródeł jako strzelca gola wskazują jednak Mewalala, bo to po jego dośrodkowaniu w pole karne z rzutu rożnego piłka odbiła się od Siregara i wpadła do siatki. Indonezyjskiemu obrońcy ten mecz musiał się śnić po nocach, gdyż na dziesięć minut przed końcem próbował zablokować uderzenie Pansanttoma Venkatesha, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że piłka wpadła do siatki. Również tutaj źródła nie są jednomyślne – większość jako strzelca bramki wskazuje Venkatesha, ale niektórzy zapisują je jako gola samobójczego.

Półfinałowym rywalem Indii był zespół Afganistanu. Niesieni dopingiem kibiców gospodarze pewnie wygrali 3:0. Afgańczycy nie potrafili sobie z nimi poradzić i często uciekali się do fauli. Ostatecznie kończyli mecz w dziewiątkę. Wynik już w 10. minucie otworzył Venkatesh, a sześć minut później na 2:0 podwyższył Mewalal. Strzelcem trzeciej bramki na pięć minut przed końcowym gwizdkiem był Santosh Nandy. W drugim półfinale Iran bezbramkowo zremisował z Japonią i do wyłonienia drugiego finalisty konieczne było rozegranie drugiego meczu dzień później. W powtórzonym starciu Irańczycy dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale Japończycy nie odpuszczali i doprowadzali do wyrównania. Ostatecznie to jednak Iran przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a gola na wagę awansu na dwie minuty przed końcem strzelił Masoud Boroumand.

Finał zaplanowano 10 marca. Indie miały jeden dzień więcej odpoczynku niż Iran, ale na boisku nie było tego widać. Mecz był bardzo zacięty i długo utrzymywał się bezbramkowy remis. W takich spotkaniach, które rozgrywane są przy dużej presji kibiców, często wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie bramkę. Tak też było tym razem. Krótko po przerwie w 34. minucie gry bramkarza Iranu pewnym uderzeniem z woleja pokonał niezawodny Sahu Mewalal, dla którego było to już trzecie (lub czwarte) trafienie w turnieju. To wystarczyło, żeby Indie mogły świętować sukces. Hindusi wygrali wszystkie mecze i nie stracili żadnej bramki. Po raz kolejny pokazali, że potrafią grać w piłkę.

Niewiele jednak brakowało, a strzelec gola na wagę tytułu nie wystąpiłby w finale. Dzień przed decydującym pojedynkiem z Iranem Mewalal otrzymał telegram, w którym informowano go o żałobie w rodzinie. Piłkarz jak najszybciej chciał wrócić do Kalkuty, ale trener Syed Abdul Rahim próbował go zatrzymać. Napastnik zgodził się zostać dopiero po zapewnieniach premiera Jawaharlala Nehru, który poinformował Mewalala, że na płycie lotniska Safdarjung będzie na niego czekał gotowy do startu samolot indyjskich sił powietrznych, który zaraz po zakończeniu meczu przetransportuje go do Kalkuty. Tak też się stało i wieczorem po finale Mewalal był już z rodziną.