Złote czasy reprezentacji Indii

Złoty sen na Jawie

Mimo wzlotów i upadków przez wszystkie te lata na stanowisku trenera drużyny narodowej dzielnie trwał Syed Abdul Rahim. Po stosunkowo niezłym występie w Rzymie w kraju znowu żywiono nadzieje na dobre wyniki w igrzyskach azjatyckich. Kolejna ich edycja miała się odbyć na przełomie sierpnia i września w Dżakarcie. Termin tym razem był bardziej sprzyjający dla Hindusów i wielu kibiców z nadzieją czekało na wieści z Indonezji.

Poziom sprawności zespołu był wzorowy i prawdopodobnie najlepszy dla drużyny z Indii. Rahim położył również duży nacisk na trening siłowy, sprawność i pewność siebie. Jego wielką umiejętnością było stworzenie klubowej atmosfery w reprezentacji. Jego sesje treningowe były zawsze intensywne, ale interesujące z wieloma wariacjami. Zmusił zawodników do przyzwyczajenia się do różnych pozycji i położył duży nacisk na indywidualny trening z piłką – oceniał po latach przygotowanie zespołu do turnieju Novy Kapadia.

Początkowo na starcie stanęło jedenaście ekip, które podzielono wstępnie na cztery grupy. Jednak po wycofaniu się Birmy i odmowie wydania wiz przez indonezyjski rząd dla reprezentacji Tajwanu i Izraela, na starcie pozostało osiem drużyn. Po ponownym losowaniu, które odbyło się 24 sierpnia Indie trafiły do grupy z Japonią, Tajlandią i Koreą Południową. Do dalszych gier awansowały po dwa zespoły.

Mecz otwarcia Hindusom jednak nie wyszedł. W starciu z Koreańczykami, którzy w 1960 r. świętowali mistrzostwo Azji przegrali 0:2. Szanse na awans mocno się skomplikowały i nie było już miejsca na błędy. Trener Rahim nie tracił wiary w swoich podopiecznych i odpowiednio potrafił ich zmotywować przed bardzo ważnym meczem z Tajlandią. Mimo że Tajowie byli najsłabsi w stawce, to nie można ich było lekceważyć. Hindusi zagrali koncertowo i pewnie pokonali rywali 4:1. Znakomitą partię rozegrała wielka trójca indyjskiego futbolu z tamtych czasów. Dwie bramki strzelił Banerjee, a po jednej dołożyli Balaram i Goswami. Ten ostatni pełnił na turnieju funkcję kapitana i mimo że nie imponował siłą i warunkami fizycznymi, to jego przeszywające podania wprowadzały sporo zamieszania w szeregi rywali.

Chuni Goswami był chłopcem z plakatu indyjskiego futbolu. Był zawodnikiem najwyższej klasy z dryblingiem i podaniami, miał lepszą kontrolę nad piłką niż ktokolwiek inny. Jego podania i przerzuty były doskonałe. Dzięki temu mógł pomagać napastnikom takim jak Neville D’Souza i sprawić, że zdobędą punkty dzięki swoim pięknym podaniom – wyjaśniał Gautam Roy.

Dzień po wygranej nad Tajlandią Hindusów czekał kolejny ważny test. Ewentualna wygrana z Japonią jeszcze nie gwarantowała im awansu, ale znacznie do tego przybliżała. Indyjscy zawodnicy nie zawiedli oczekiwań swoich kibiców i pokonali Samurajów 2:0. Gole strzelili Banerjee w 54. i Balaram w 70. minucie. W ostatnim grupowym pojedynku Koreańczycy 1:0 wygrali z Japonią i to oni razem z Hindusami zameldowali się w półfinałach.