Futbol nie dla baletnic, czyli filozofia Claudio Gentile

Temat będzie wyjątkowo bliski mojemu sercu, historia rodem z wiejskich boisk B i C klasy. Zanim przekwalifikowałem się na (całkiem solidnego) bramkarza, kochałem kopać po kostkach wszystkich przeciwników, jakich napotkałem na swojej futbolowej drodze. Już słyszę jak ktoś z oddali zawoła „Psychopata”, ale częściej jednak słyszałem: „Ty chu…, zaraz Ci oddam”. Rzadko kto oddawał. Podobnie jak włoskiemu stoperowi – Claudio Gentile.

Mój tata, gdy jeszcze żył, wspominał kiedyś: Pamiętam jak raz zastanawiałem się, co robi mój syn. Po chwili usłyszałem przez okno, jak ktoś wyje z bólu, a za chwilę drze się wniebogłosy: „Kosiara, Ty skur….” Od razu wiedziałem, co robi mój Kuba. Piękny miałem pseudonim, prawda? Wychowałem się na topornym angielskim oraz włoskim futbolu lat 90-tych, stąd moje krzywe fascynacje i złe przyzwyczajenia. Wiecie kogo kochałem najbardziej? Nie, nie Vinniego Jonesa. Nic nie wzbudzało we mnie takiego podniecenia, jak historia „wyczynów” Claudio Gentile. Sergio Ramos i spacyfikowanie Mohameda Salaha w finale Ligi Mistrzów w porównaniu do gry Włocha to jak (zostając w duchu włoskim) zestawienie ciapowatego Fredo Corleone z krwiożerczym Lucą Brasim. Poznajcie zatem historię życia Claudio Gentile – człowieka, którego nazwisko w wolnym tłumaczeniu brzmi… „miły” lub „uprzejmy”. Cóż za piękna ironia.

Uważaj na nogi

Gentile jest trochę jak świętej pamięci Jan Himilsbach. Każdy, kto go choć raz spotkał na swej drodze, ma na jego temat jakąś ciekawą anegdotę do opowiedzenia. Włoski piłkarz był diabłem na boisku, ale zanim zagłębimy się w jego losy, przytoczmy pewną historię. Koniec lat 70., gala wręczenia Złotej Piłki. Parafrazując znanego komentatora: „Eleganckie panie, panowie w garniturach, leją się trunki”. Gdy wyczytano w końcu nazwisko zwycięzcy, ten wstał dumny i ruszył po swoje trofeum. Był nim Anglik Kevin Keegan, znany (wówczas) z fryzury w stylu Thomasa Andersa z zespołu Modern Talking. Kevin, dumny i elegancki, jak zawsze zaczął się przeciskać w kierunku sceny, aby odebrać nagrodę.

Kiedy jednak Keegan mijał krzesło zajmowane przez Claudio Gentile, runął jak długi na podłogę. Dlaczego? Gentile… podłożył mu nogę, powodując natychmiastowy upadek Kevina. Gdy skonsternowany Anglik zaczął się podnosić, Włoch szepnął mu do ucha:

Nie zdobyłbyś jakiejkolwiek nagrody, gdybym to ja cię krył.

Keegan zaniemówił, nie wiedział czy iść po swoją Złotą Piłkę, czy potulnie wrócić i usiąść na wcześniej zajmowanym stołku. Cały Claudio.

Opus Magnum

29 czerwca 1982, mundial w Hiszpanii. Mecz życia Claudio oraz najlepszy, a zarazem jeden z najgorszych pokazów w dziejach futbolu, jeśli chodzi o grę obronną. 43 tysięcy ludzi zgromadzonych na Estadio Sarria było świadkami, jak Gentile czapką nakrył samego Diego Maradonę, a Włosi pokonali w starciu drugiej rundy Argentyńczyków 2:1 po golach Tardellego i Cabriniego. Honorowe trafienie dla Los Albicelestes zanotował Pasarella. Defensor nie zrobił tego jednak do końca uczciwie… Zwyczajnie polował na nogi Argentyńczyka. Wiecie co jest wielkim paradoksem futbolu, od którego większość z nas nie potrafi uciec? Zawsze gloryfikujemy to, co działo się w przeszłości. Dawni herosi murawy urastają dziś do rangi postaci monumentalnych, których bohaterskie czyny opisywane są w artykułach takich jak ten. Gdy myślę o Maradonie, Linekerze lub nawet Gentile, bardziej do głowy przychodzą mi epickie dzieła Homera, aniżeli proste artykuły dotyczące dzisiejszej piłki nożnej i „popisów” piłkarzy Jagiellonii czy Piasta.

Dlaczego tak jest? Może to te oldskulowe stroje Adidasa ze starym logo? A może śmieszne wąsy, połączone z bujnym afro? Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie ma na dnie szafy choćby jednej futbolowej relikwii, przywołującej na myśl odległe piłkarskie czasy. Dla takich uczuć między innymi powstał przecież portal „Retro Futbol”. Wracając do tematu – gloryfikujemy stare czasy, ale prawda jest okrutna. Piłka nożna jest dziś zwyczajnie ładniejsza, bezpieczniejsza, mniej brutalna. Sergio Ramos został niedawno odsądzony od czci i wiary, ale przy mordercach pokroju Gentile jest łagodny jak baranek. Spójrzmy na mecz Włochów przeciwko Argentynie w 1982 roku.

Gentile ganiał za Maradoną przez cały mecz, niczym rozwścieczony pitbull za ofiarą. Szarpał, faulował, wybijał piłkę, rzucał go na murawę – wszystko w imię zwycięstwa i zgodnie z doktryną religii powszechnie znanej jako catenaccio. Boiskowe popisy oraz fajerwerki Gentile zostawiał innym – jego zadaniem było jedynie wyłączenie z gry Diego. W sumie sfaulował go aż 23 (!!!) razy, od 1. minuty grając z żółtą kartką na koncie. Nie wiadomo jakim cudem dograł do końca meczu bez czerwonej kartki. Do dzisiaj wydaje się to niepojęte. Co ciekawe, był to pierwszy raz, kiedy Włoch krył nie napastnika, a pomocnika drużyny przeciwnej. By dobrze przygotować się do meczu, przez dwa (!) dni studiował taśmy video z grą Maradony. Po spotkaniu na Claudio spadła wielka fala krytyki, zarzucano mu bowiem chamstwo, brutalność oraz zabijanie piękna gry, którego symbolem był przecież Diego Armando Maradona. Gentile miał to jednak gdzieś. Kiedy po meczu dziennikarze przekrzykiwali się jeden z drugim, atakując włoskiego stopera, ten jedynie uśmiechnął się i załatwił sprawę tak, jak zrobił to z Maradoną. Popatrzył przed siebie, jakby chciał wszystkich zagryźć, po czym wypowiedział jedno z najsławniejszych zdań w historii piłki nożnej:

Futbol nie jest dla baletnic.

Gentile nie dawał spokojnie oddychać Maradonie.

Duet marzeń i tragiczny finał

Włoch przez 11 lat (1973 – 1984) reprezentował barwy Juventusu, a lista jego osiągnięć jest imponująca: aż sześć tytułów mistrza Włoch, dwa puchary kraju, po jednym Pucharze UEFA oraz Pucharze Zdobywców Pucharów, dodatkowo wygrany mundial w roku 1982. Jako trener prowadził włoską młodzieżówkę przez sześć lat (2000 – 2006), zdobywając w roku 2004 mistrzostwo Europy do lat 21. Przez dekadę (1974 – 84) tworzył w Juventusie niezapomniany duet obronny z Gaetano Scireą, stoperem obdarzonym kapitalną techniką, wyczuciem i elegancją w grze, do tego grającym bardzo fair. Dwójka ta przez 10 lat rządziła włoską ligą, a podział ról był jasny – Gaetano był dobrym gliną, a Gentile tym złym, a nawet… najgorszym. Dwa totalne przeciwieństwa. Ktoś kiedyś napisał, stoperzy Juventusu są jak „Jedwab plus Stal”. Nie trzeba nawet tłumaczyć, kto w tym zestawieniu był „Stalą”, a kto „Jedwabiem”. Co ciekawe, obaj byli niewielkiego wzrostu, czyli 178 centymetrów (Gentile nawet niepełne 178). Piszę byli, ponieważ Claudio żyje, ale Scirea zmarł tragicznie w wypadku samochodowym w Polsce w 1989 roku. Gaetano przyjechał do Polski jako obserwator, ponieważ Juve miało zmierzyć się z Górnikiem Zabrze w ramach Pucharu UEFA.

Działacze Juventusu wiedzieli, że lepiej grać z nim niż przeciwko niemu.

3 września 1989 roku na trasie Łódź – Warszawa doszło do wypadku, w którym zginęli tłumaczka Barbara Jarnuszkiewicz, kierowca Henryk Pająk oraz właśnie Scirea, wtedy drugi trener Juventusu. Samochód, którym podróżowali, zderzył się z ciężarówką. Zderzenie było tak silne, że wybuchły cztery kanistry z benzyną. Uratował się tylko Andrzej Zdebski, działacz Górnika Zabrze, który wyleciał przez szybę, bo miał niezapięte pasy. Pozostali spłonęli żywcem, a milicji zajęło kilkanaście godzin, by zidentyfikować zwłoki. Historia ta ma zresztą dalszy, tragiczny ciąg. Kilka dni po śmierci Gaetano na zawał zmarł jego ojciec, nie mogąc pogodzić się z utratą syna. Scirea był postacią kultową, do dzisiaj wspomina się go jako legendę, a kibice oraz bliscy wciąż za nim tęsknią i pamiętają o jego dokonaniach. Dino Zoff, najlepszy przyjaciel Scirei, a w 1989 roku pierwszy trener Juve, wielokrotnie mówił, że Scirea był jego największym przyjacielem i po jego śmierci się załamał. Podobnie jak żona Gaetano, która po śmierci męża, już nigdy nie związała się z innym mężczyzną.

„Ten skurw… Libijczyk”

Wróćmy jednak do Gentile, głównego bohatera tego tekstu. O co chodzi z przytoczonym wyżej cytatem? W taki właśnie sposób odpowiedział jeden z piłkarzy Serie A w połowie lat 70-tych, spytany przez kolegę z zespołu: „Kto rozwalił Ci korkami udo„? Claudio to był boiskowy pies obronny. Przedstawmy jednak Gentile nie tylko jako oprawcę z Trypolisu (tam właśnie przyszedł na świat), ale przede wszystkim jako genialnego obrońcę. Mizerne warunki fizyczne (wspomniane wcześniej niepełne 178 centymetrów wzrostu) niwelował ogromną wolą walki, zaciętością oraz nieustępliwością. Nie był stoperem z rodzaju tych eleganckich, jak wspomniany wcześniej Scirea, czy później np. Paolo Maldini. Gentile przeważnie nie wyprowadzał pięknych piłek, nie podawał jak Beckenbauer, za to bronił dostępu do własnej bramki, niczym Cerber wrót do świata zmarłych.

Myślicie, że „popis” przeciwko Argentynie i Maradonie był finałem dokonań Claudio na mundialu w 1982 roku? Skąd. Podobnie jak „boskim” Diego, tak samo zajął się w meczu przeciwko Brazylii (3:2) innym z wirtuozów lat 80-tych, czyli Zico. Brazylijczyk bał się tego meczu i jego obawy potwierdziły się w 200%. Gentile nie ustępował mu nawet na krok, faulując go i uprzykrzając mu życie przy każdej możliwej okazji. Claudio odbierał mu piłki, deptał i szturchał, całkowicie dominując kolejnego wybitnego gracza na drodze do zwycięstwa w całym turnieju. Po jednym z wejść Włoch dosłownie zdarł z Zico koszulkę. Dziennikarze śmiali się, że kwestię pomeczowej wymiany trykotów Gentile załatwił po swojemu. Co ciekawe, sytuacja ta miała miejsce w… polu karnym Włochów. W piłce jak w życiu – trzeba też mieć szczęście. Ciekawostką jest natomiast to, iż w całej swojej karierze Włoch nigdy (!) nie został ukarany czerwoną kartką za przewinienia. Niewiarygodne.

Jak wcześniej Maradoną – podobnie zajął się inną genialną dziesiątką – Brazylijczykiem Zico.

Claudio Gentile już na zawsze pozostanie synonimem boiskowego brutala, chociaż trzeba uczciwie przyznać, że oprócz tego był genialnym stoperem. Przeciwnicy nie wypowiadali się jednak nigdy o nim dobrze, żeby zacytować chociażby świętej pamięci Włodzimierza Smolarka:

Po faulu zawsze podawał rękę i pomagał wstać, ale równocześnie stawał korkami na nodze.

Pisało się często, że Włoch był sprawcą klaustrofobii u wielu swoich oponentów. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy osaczał swoich rywali, to powodował, że nagle świat się kurczył. Nie można było się od niego uwolnić. Na temat swojego odwiecznego wroga wypowiedział się także sam Maradona w roku 2010, komentując jeden z fauli na Leo Messim:

Nie jesteśmy już w czasach takich boiskowych morderców jak Gentile.

Sam Claudio nie pozostał dłużny, odpowiadając ówczesnemu selekcjonerowi reprezentacji Argentyny:

Maradona to bardziej bufon niż trener (…) Ja nigdy nie zostałem usunięty za agresywną grę. On ma prawo do swojej opinii, ale ja jej nie szanuję i się z nią nie zgadzam.

Niezłą traumę musiał Gentile spowodować w głowie Maradony, jeśli ten nadal próbował się odgryźć Włochowi i to po… 28 latach. Kevin Keegan też coś pewnie chętnie by dodał, Co ciekawe, Maradona wtedy skrytykował Włocha, ale znowu w swojej autobiografii pisał:

Za każdym razem, gdy dochodziłem do piłki, on już polował na moje kostki. Nie wyrzucili go jednak z boiska (…) To nie była jedak jego wina, to była jego praca. To wina sędziów.

Dziś już takich nie ma

Sam Claudio Gentile nigdy nie robił tajemnicy ze swojej piłkarskiej filozofii, a w jednym z wywiadów ujął to tak:

Moim celem nie było zastraszanie przeciwników, a pokazanie, że ja tutaj rządzę. Trzeba być ostrym i zdeterminowanym, a czasem po prostu trzeba wiedzieć, jak sfaulować rywala”. I wiecie co? Ja to kupuję, ponieważ taka kiedyś po prostu była piłka, zawodnikom na więcej pozwalano.

Był jednym z najważniejszych postaci mundialu w 1982 roku. Gdyby nie jego brutalna gra i uprzykrzanie życia Maradonie czy Zico, to Włosi nie sięgnęliby po tytuł mistrzów świata.

Dziś futbol się zmienił. Bardzo dobrze. Więcej jest samej gry, a mniej agresji i chamstwa. Oczywiście jako miłośnik oldskulowego grania patrzę z pewną dozą nostalgii na przypadki pokroju Gentile, ale raczej trudno byłoby mu odnaleźć się w dzisiejszej piłce. Co chwilę wylatywałby z boiska i dostawał kary zawieszenia. Szukając ciekawej puenty odnośnie Gentile, natrafiłem na takową u jednego z angielskich dziennikarzy, więc ja przytoczę. Przekaz brzmiał mniej więcej tak:

Odwieczne pytanie brzmi, czy Claudio przetrwałby w dzisiejszym futbolu? Ale lepsze pytanie będzie takie: Czy dzisiejszy futbol przetrwałby spotkanie z Claudio Gentile?

Nic dodać, nic ująć.

KUBA MACHOWINA

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl