Hasan Salihamidžić – od kelnera do dyrektora

Jako 15-latek uciekał ze swojego kraju przed wojną. Dziś jest dyrektorem sportowym w najlepszym niemieckim klubie i zna pięć języków – Hasan Salihamidžić przeszedł długą drogę, by znaleźć się w miejscu, w którym jest teraz. Poznajcie jego historię.

Zapewne większość czytelników widziała mecze z udziałem Hasana Salihamidžicia i zawsze nasuwały się te same określenia charakteryzujące jego grę – determinacja i zaangażowanie. Nie ma w tym żadnego przypadku, ponieważ Braco (tak nazywany był od dziecka, potocznie „brat” – przyp. red.) do wszystkiego doszedł ciężką pracą, nie zważając przy tym na przeciwności losu.

Urodził się w Jablanicy – miejscowości w Hercegowinie, która kojarzona przede wszystkim jest z tego, że odbyła się tam jedna z najbardziej znanych walk w historii południowych Słowian, tzw. Bitwa nad Neretwą. W czasie II wojny światowej partyzanci odparli tam atak Niemców, ale zniszczeniu uległ m.in. most, który dziś jest pomnikiem narodowym Bośni i Hercegowiny.

Most w Jablanicy dzisiaj

Miasteczko wypuściło także w świat kilka znanych w świecie sportu postaci – wystarczy wymienić takie nazwiska jak: Vahid Halilhodžić, Senad Lulić (piłka nożna) czy Mirza Teletović (koszykówka). Jednak to nasz bohater ma z nich wszystkich najcięższe nazwisko. Jak miało pokazać życie – wojna i piłka nożna wywarły olbrzymi wpływ na jego dalsze losy.

Ostatni pasażer

Jako junior grał dla Jugosławii, ale jeden wyjazd na zgrupowanie kadry na zawsze zmienił jego życie. W 1992 roku został powołany do reprezentacji Jugosławii U-16 i udał się na lotnisko w Sarajewie, aby polecieć do Belgradu. Wsiadł do samolotu jako ostatni i tym samym na najbliższe cztery lata stał się również ostatnim pasażerem na trasie Sarajewo-Belgrad. Trenował z Crveną Zvezdą, ale po miesiącu pobytu w stolicy Serbii udało mu się wrócić bez szwanku do rodzinnej Jablanicy. Tak wspomina swój czas spędzony w Belgradzie:

To nie było miejsce dla mnie. Jednego dnia zdobyłem kawę i cukier, spakowałem swoje rzeczy i ruszyłem w drogę powrotną, która trwała w sumie dwa dni.

Kelner

Po powrocie był zdeterminowany, żeby wyjechać na zachód Europy. Przez sześć miesięcy pracował jako kelner, chcąc zarobić na zagraniczny wyjazd. W tym samym czasie jego ojcu udało się skontaktować z przyjacielem, Ahmedem Halilhodžiciem, który mieszkał w Niemczech. Hamburger SV zaprosił go na testy i 15-letni Braco wyruszył w kolejną podróż. Tak dziś opisuje tamten wyjazd:

Trzeba było wielkiej odwagi, żeby w tamtym czasie wsiąść do autobusu. Myślałem, że po drodze mnie zabiją – jedenaście razy chorwacka armia zatrzymywała nasz autobus i sprawdzała nam dokumenty. Jako jedyny miałem paszport Bośni i Hercegowiny, pozostali natomiast mieli paszporty Chorwacji. Podczas jednej z takich kontroli chorwaccy żołnierze okrążyli mnie i zaczęli przesłuchiwać. Długo to trwało, ale w końcu uwierzyli, że jestem piłkarzem. Wtedy jeden z nich powiedział do mnie: „Idź i graj w tę piłkę”.

Życie napisało dalszy scenariusz do tej sytuacji – autorem pierwszego gola w historii reprezentacji Bośni i Hercegowiny był właśnie Salihamidžić, a przeciwnikiem… Chorwacja. Mecz odbywał się w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata 1998 – gospodarzem formalnie była BiH, lecz ze względów bezpieczeństwa spotkanie rozegrano we włoskiej Bolonii.

Hasan w swoich ukochanych barwach. Źródło: uefa.com

Więcej na temat futbolu w Bośni i Hercegowinie pisaliśmy niedawno.

Płacz w telewizji

Wracając jednak do Hamburga, przez jakiś czas mieszkał w domu Francisco Copady, który później został jego… szwagrem. Trenerem Hasana był natomiast Felix Magath, od zawsze kojarzony z morderczymi treningami i wymagający niesamowitej pracy oraz zaangażowania od swoich podopiecznych. Dla młodego Salihamidžicia nie był to żaden problem, ponieważ te cechy aż do końca kariery charakteryzowały jego grę. Stał się jednym z ulubieńców trenera i zbierał bardzo dobre noty. W całych Niemczech coraz bardziej go szanowano i dostrzegano.

Hasan Salihamidžić przez sześć lat grał dla HSV. Źródło: MANschaftsbus.de

Przełomowym meczem na niemieckich boiskach był ten we Frankfurcie przeciwko Eintrachtowi w ostatniej kolejce sezonu 1995/96 – strzelił wtedy dwa gole i przy dwóch kolejnych asystował. Do historii przeszło zdarzenie, które miało miejsce następnego dnia – telewizja ARD zaprosiła go do studia i przygotowała mu niespodziankę: materiał video z jego rodzinnej Jablanicy. Jego matka powiedziała do kamery:

Wyjechało dziecko, a teraz widzę dorosłego człowieka, mojego Braco…

Popłakał się na antenie – zobaczył swoich rodziców po raz pierwszy od czterech lat, a wcześniej udawało im się jedynie słyszeć za pośrednictwem radiostacji.

Pracuś w FC Hollywood

Jego występy najbardziej doceniono w Barcelonie i Monachium. Ostatecznie zdecydował się na ofertę Bayernu. W klubie nazywanym często FC Hollywood dalej prezentował ogromne zaangażowanie i świetną formę, co pozwoliło mu na kolekcjonowanie przez lata ogromnej liczby trofeów – zwycięstwo w Lidze Mistrzów i Pucharze Interkontynentalnym, sześć razy mistrzostwo Niemiec, pięciokrotnie Puchar Niemiec i cztery razy Puchar Ligi. Co ciekawe, Bayern był jedynym klubem (grał jeszcze w Juventusie i Wolfsburgu), z którym wywalczył jakiekolwiek trofea w dorosłej piłce.

Hasan Salihamidžić z pucharem Ligi Mistrzów w 2001 roku. To on podszedł w serii jedenastek do drugiego rzutu karnego, kiedy pierwszego nie trafił Paulo Sergio. Bośniak wlał nadzieję w serca fanów Bayernu.

Reprezentacja, czyli rozczarowanie

Niczego nie udało mu się natomiast osiągnąć z reprezentacją Bośni i Hercegowiny, mimo ponad dziesięciu lat gry dla „Smoków”. Jeszcze raz przypominamy tekst o trudnych losach bośniackiej piłki.

Najbliżej awansu na turniej finałowy byli w eliminacjach do Mistrzostw Europy 2004, gdzie zabrakło im zwycięstwa w ostatnim meczu z Danią, zakończonym wynikiem 1-1. Do tego momentu największym sukcesem reprezentacji było pokonanie w 1996 roku aktualnych wtedy wicemistrzów świata, Włochów, 2-1 w meczu towarzyskim – jedną z bramek dla BiH zdobył Salihamidžić.

Reprezentacja Bośni i Hercegowiny w eliminacjach ME 2004. Między innymi trzeci u samej góry Sergiej Barbarez (grał w BVB i HSV) 

Zarówno zawodnicy jak i ówczesny selekcjoner Blaž Slišković do dziś są zdania, że gdyby zamiast w Sarajewie, mecz z Duńczykami odbył się (tak jak wcześniejsze) w Zenicy, to pojechaliby po raz pierwszy w historii na turniej finałowy wielkiej piłkarskiej imprezy. Bilety na ten mecz na czarnym rynku kosztowały 100 euro, a odnośnie frekwencji na stadionie żartowano, iż obiekt był tak wypełniony, że można było na nim zrobić spis powszechny mieszkańców Sarajewa.

Halo, babcia?

Kilka miesięcy po tym meczu w reprezentacji zadebiutował pewien 22-latek, którego osobiście polecał Braco po tym, jak zobaczył go na treningu Bayernu. Zadzwonił w tej sprawie do Babci (przydomek trenera Sliškovicia – przyp. red.) i tak miała przebiegać rozmowa telefoniczna na linii piłkarz-selekcjoner:

– Babcia słuchaj, jest tu taki jeden młody. Jego rodzice pochodzą z Bośni, mógłby dla nas grać.
– Dawaj go tu natychmiast. Jak się nazywa?
– Zvjezdan Misimović.

Miske grał w reprezentacji BiH przez kolejne dziesięć lat i wylądował w pierwszej trójce graczy, którzy mają zarówno najwięcej występów w kadrze, jak i strzelonych bramek.

Dyrektor

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Hasan Salihamidžić był przekonany, że zostanie trenerem, jednak życie napisało mu (po raz kolejny) niespodziewany scenariusz – został dyrektorem sportowym w Bayernie Monachium. Do miasta, w którym urodziła się trójka jego potomstwa wraca po dziesięciu latach. Dziś zna (podobnie zresztą jak jego dzieci) pięć języków i jednego można być pewnym – po raz kolejny da z siebie sto procent i swoim zaangażowaniem znów udowodni, że można w taki sposób wejść na szczyt.

Jako epilog opowieści o Hasanie Salihamidžiciu niech posłuży zakończenie każdego listu jego autorstwa, który wysyłał swojej rodzinie, gdy grał jeszcze jako junior w Hamburgu:

Chcę być najlepszy. Będziecie dumni ze swojego syna. Jest mi ciężko, ale uda mi się.

MATEUSZ WOŹNIAK

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl