Latający Holender między słupkami – Edwin Van der Sar

Zdjęcie główne: www.theguardian.com

Miał dwadzieścia pięć lat, kiedy z Ajaksem Amsterdam sięgnął po najważniejsze trofeum w klubowych rozgrywkach, czyli po Puchar Mistrzów. Zapewne sam wówczas nie spodziewał się, że po raz drugi taki sukces osiągnie dopiero na niedługo przed czterdziestymi urodzinami. Oto historia Edwina Van der Sara, który od sir Aleksa Fergusona otrzymał w Manchesterze United drugie piłkarskie życie.

Dziś Holender jest żywą bramkarską legendą i jednym z najlepszych golkiperów XXI wieku, którego śmiało można wymieniać jednym tchem obok takich zawodników jak Olivier Kahn czy Gianluigi Buffon. Jednak wcale nie musiało tak być – kiedy z Buffonem przegrał rywalizację o miejsce między słupkami w Juventusie, odszedł do przeciętnego Fulham, gdzie przez wielką piłkę został zapomniany. Z otchłani wyciągnął go dopiero Ferguson, a Van der Sar odwdzięczył się szkockiemu szkoleniowcowi w najlepszy z możliwych sposobów.

Złoci chłopcy z Amsterdamu

Urodził się w 1970 roku w miasteczku Voorhout, a swoje pierwsze futbolowe kroki stawiał w miejscowym klubie Foreholte, z którego przeniósł się do VV Noordwijk. Swoimi występami zwrócił uwagę samego Louisa Van Gaala, od 1988 roku związanego z Ajaksem Amsterdam (początkowo jako asystent trenera, później już jako menedżer pierwszego zespołu). W ten sposób, w wieku dwudziestu lat, dołączył do najbardziej znanego holenderskiego klubu, z którym pod koniec XX wieku odnosił pasmo samych sukcesów. Cztery tytuły mistrzowskie, trzy krajowe puchary i trzy Superpuchary Holandii (znane także jako Tarcza Johana Cruffya) – to trofea zdobyte w tamtym okresie tylko na rodzimym podwórku, a do tego doszły przecież rozgrywki europejskie. Najważniejszy z nich – Puchar Mistrzów – Van der Sar podniósł 24 maja 1995 roku.

Podopieczni Van Gaala byli sprawcami jednej z największych sensacji w historii Ligi Mistrzów, pokonując w finale wielki AC Milan prowadzony przez Fabio Capello, naszpikowany takimi gwiazdami jak Franco Baresi, Paolo Maldini czy Marcel Desailly. W tamtym czasie całemu światu zaprezentowali się m.in. Clarence Seedorf, Danny Blind, Edgar Davids i bracia de Boer. Długo wydawało się, że do wyłonienia zwycięzcy w tym spotkaniu potrzebna będzie dogrywka, jednak wprowadzony w drugiej połowie 19-letni Patrick Kluivert zdobył dla Holendrów bramkę na wagę złota pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Młody zespół Ajaksu zatriumfował, a między słupkami cały mecz rozegrał Van der Sar, popisując się bardzo dobrymi interwencjami przy dwóch strzałach Marco Simeone.

Amsterdamczycy chcieli udowodnić, że sukces z 1995 roku nie był dziełem przypadku i dwanaście miesięcy później ponownie znaleźli się w finale Ligi Mistrzów. Tym razem zmierzyli się z Marcello Lippim i jego Juventusem Turyn, gdzie w ataku biegali Alessandro Del Piero oraz Gianluca Vialli. Po dziewięćdziesięciu minutach zmaganiach na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1 (bramki Litmanena oraz Ravanellego), a w dogrywce również nie poznaliśmy zwycięzcy. W konkursie rzutów karnych po stronie Ajaksu spudłowali Davids i Sonny Silooy, natomiast Włosi strzelali bezbłędnie. Tytułu nie udało się obronić i puchar pojechał do stolicy Piemontu. Van der Sar nie popisał się żadną skuteczną interwencją w serii ,,jedenastek’’.

van der Sar
Źródło: Daily Mail

Włoska przygoda i angielska degradacja

Mimo że Edwin pojechał z kadrą narodową na mistrzostwa świata w 1994 roku do Stanów Zjednoczonych, to na debiut w dorosłej reprezentacji musiał czekać jeszcze dwanaście miesięcy. Swój pierwszy mecz w barwach Oranje rozegrał przeciwko Białorusi, niedługo po pokonaniu Milanu w Champions League. Udało mu się pojechać z kadrą Holandii na trzy kolejne ważne piłkarskie imprezy, ale… na każdej z nich odpadali po porażkach w rzutach karnych! Euro 1996 – pokonani przez Francuzów w ćwierćfinale, mundial 1998 – w półfinale lepsi okazali się Brazylijczycy, Euro 2000 – w półfinale zwyciężyli Włosi po słynnej podcince Francesco Tottiego. Trudno powiedzieć, co musiał czuć Van der Sar, który w ciągu trzech przegranych konkursów na trzynaście uderzeń obronił… tylko jedno, w wykonaniu Paolo Maldiniego.

Dlaczego zaczął nosić swoje słynne okulary? Czy był najlepszym środkowym pomocnikiem swojej epoki? Poznaj historię Edgara Davidsa.

Niepowodzenia w drużynie narodowej wynagradzał sobie jednak w piłce klubowej. W 1999 roku został wykupiony przez Juventus za około pięć milionów funtów. Z Amsterdamu odchodził jako czterokrotny zdobywca nagrody dla Bramkarza Roku w Holandii (na przestrzeni lat 1994-1997; co ciekawe, bezpośrednio po bohaterze artykułu w tym plebiscycie dwa razy triumfował… Jerzy Dudek!). Jeszcze przed transferem do Turynu jego usługami zainteresowany był sir Alex Ferguson, który już wówczas szukał następcy dla odchodzącego z Manchesteru United Petera Schmeichela. W tamtym momencie swojej kariery Edwin wybrał jednak słoneczne Włochy, zamiast deszczowej Anglii.

Van der Sar był najlepszym bramkarzem, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Przez dwadzieścia lat utrzymywał się na światowym topie, zaliczył ponad sto występów w kadrze, a rzadko kiedy wiedzieliśmy go popełniającego jakiś błąd. Był diamentem koronie piłki nożnej – Hans van Breukelen, legendarny holenderski bramkarz

Na Stadio delle Alpi przez dwa sezony był niepodważalnym numerem jeden w bramce. Wszystko zmieniło się wraz z rekordowym transferem Gigi Buffona, który został sprowadzony z Parmy za około trzydzieści dwa miliony funtów. Miejsca między słupkami było zdecydowanie za mało dla dwóch tak dobrych bramkarzy, dlatego w 2001 roku Van der Sar postanowił opuścić Italię. Jego licznik ligowych występów zatrzymał się na sześćdziesięciu sześciu grach, a w historii Juventusu zdołał się zapisać jako pierwszy cudzoziemski golkiper. W ciągu dwóch lat w barwach Starej Damy wygrał tylko Puchar Intertoto (1999 rok).

van der Sar
Źródło: getcookie.com

Tym razem Edwin wybrał już angielską Premier League, ale nie trafił do żadnego czołowego klubu. Stał się bohaterem bardzo zaskakującego transferu do Fulham, które wówczas było świeżo upieczonym beniaminkiem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kosztował londyński klub siedem milionów funtów, a w jego barwach zadebiutował osiemnastego sierpnia 2001
w starciu z… Manchesterem United.

Bardziej zaskakujące od transferu Van der Sara do Fulham jest to, że w tym typowym ligowym średniaku spędził aż cztery lata, notując sto dwadzieścia siedem meczów w Premier League. Jego występom cały czas uważnie przyglądał się Ferguson, który w 2005 roku w końcu dopiął swego i sprowadził go na Old Trafford za… dwa miliony funtów. Gdyby wówczas władze Fulham wiedziały, ile dla Manchesteru znaczyć będzie holenderski bramkarz, to zażądałyby za niego kwoty przynajmniej dziesięciokrotnie wyższej. Edwin stał się Czerwonym Diabłem
w wieku trzydziestu pięciu lat, a w ostatnim sezonie w barwach Wieśniaków wsławił się tym, że w pojedynku z Aston Villą obronił dwa rzuty karne wykonywane przez Juana Pablo Angela.

Moskiewska noc

Nie wiadomo, kto bardziej potrzebował tego transferu. Z jednej strony Van der Sar po latach ligowej szarzyzny mógł znów poczuć smak walki o najwyższe trofea, a z drugiej – Manchester United przeżywał bardzo trudne chwile z kolejnymi nietrafionymi następcami Petera Schmeichela. W buty Wielkiego Duńczyka próbowali wejść m.in. Mark Bosnich, Massimo Taibi, Fabien Barthez, Tim Howard czy Roy Carroll. Jednak każdy z nich w czasie przygody z Czerwonymi Diabłami prędzej czy później zaliczył boiskową wpadkę, która całkowicie skreślała go w oczach Fergusona. Na pewno nie pomagało im również to, że lata przed przyjściem Edwina nie obfitowały w trofea.

To nie przypadek, że transfer 35-letniego Holendra na Old Trafford zapoczątkował pasmo sukcesów podopiecznych sir Aleksa Fergusona. Jego pierwszy sezon zakończył się wicemistrzostwem – United musieli uznać wyższość Chelsea prowadzonej przez Jose Mourinho. Kolejna kampania jednak została już okraszona odzyskaniem krajowego tytułu po trzech sezonach, do którego walnie przyczynił się Van der Sar – dwie kolejki przed końcem ligi obronił rzut karny w starciu z Manchesterem City, co pozwoliło Czerwonym Diabłom na świętowanie długo wyczekiwanego sukcesu.

Edwin to najlepszy bramkarz, jakiego mieliśmy od czasów Petera Schmeichela. Jest zwycięzcą. Wniósł ze sobą niesamowitą siłę charakteru; naprawdę o siebie dba i bardzo dobrze trenuje. Jego profesjonalizm i oddanie się pracy zapewniły mu długowieczność w tej grze – sir Alex Ferguson

Rok 2008 był zdecydowanie najlepszym w jego karierze na Old Trafford. Zawodnikom Fergusona udało się wówczas nie tylko obronić tytuł mistrzowski, lecz także dołożyli do niego triumf w Lidze Mistrzów, której nie wygrali od pamiętnego starcia z Bayernem Monachium w 1999 roku. W deszczową środową noc 21 maja, trzynaście lat po zwycięstwie z Ajaksem, Van der Sar po raz drugi w swojej karierze wzniósł do góry najcenniejszy europejski puchar. Tym razem jednak odegrał o wiele ważniejszą rolę. Po dziewięćdziesięciu minutach zmaganiach Czerwonych Diabłów z londyńską Chelsea i kolejnych trzydziestu w dogrywce, wynik meczu wciąż nie był rozstrzygnięty (bramki Cristiano Ronaldo oraz Franka Lamparda). Po raz kolejny w karierze holenderskiego bramkarza o jego sukcesie zadecydować miał konkurs rzutów karnych, w których do tej pory zupełnie nie miał szczęścia. Fart sprzyjał mu jednak przed serią „jedenastek” – piłkarze The Blues dwukrotnie obijali obramowanie jego bramki, trafiając w słupek i poprzeczkę.

Długo wydawało się, że to znów nie będzie noc Van der Sara. Piłka po strzałach Lamparda i Ashleya Cole’a dwa razy prześlizgnęła mu się przez mokre rękawice. Kiedy Petr Cech obronił uderzenie Ronaldo, porażka United wyglądała na nieuniknioną. Wtedy decydującego karnego zmarnował John Terry, dzięki czemu Czerwone Diabły dostały kolejną szansę. Szansę, której z rąk Van der Sar już nie wypuścił – został bohaterem czerwonej części Manchesteru, broniąc strzał Nicolasa Anelki. Edwin, mając trzydzieści osiem lat, po raz drugi w karierze został mistrzem Europy. Pół roku później dołożył do tego sukcesu triumf w Klubowych Mistrzostwach Świata. Na Old Trafford zdobył w sumie jedenaście trofeów w ciągu sześciu sezonów.

Edwin van der Sar
Źródło: AFP PHOTO / Franck Fife

Rekordzista

Mierzący prawie dwa metry imponował przede wszystkim grą na przedpolu i spokojem. Na pewno w swoich interwencjach nie był tak efektowny, jak David De Gea, ale był niesamowicie efektywny. Świetnie radził sobie z piłką przy nodze, przez co często był wykorzystywany przy rozgrywaniu piłki od tyłu. Był inspiracją dla samego Manuela Neuera, który w ostatnim czasie na nowo definiuje fach bramkarski. W osobie Van der Sara Manchester otrzymał potężną dawkę doświadczenia i pewności.

W sezonie 2008/2009, kiedy Czerwone Diabły kroczyły po trzecie z rzędu mistrzostwo kraju, Edwin zapisał się w historii nie tylko piłki brytyjskiej, lecz także europejskiej. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale od piętnastego listopada do osiemnastego lutego nie wpuścił ani jednego gola w Premier League! Czternaście czystych ligowych kont, czyli 1311 minut (liczone od ostatniego straconego gola w starciu z Arsenalem). Holender skapitulował dopiero czwartego marca po strzale Petera Lovenkrandsa (w poprzednim ligowym spotkaniu, kiedy Manchester stracił bramkę, bronił Tomasz Kuszczak). Ten niesamowity wyczyn Van der Sara jest oczywiście bramkarskim rekordem minut bez wpuszczenia bramki. Niewiele zabrakło mu do zajęcia pierwszego miejsca w tej klasyfikacji na arenie międzynarodowej – do tej pory niedościgniony pozostaje Dany Verlinden, który w barwach Club Brugge nie dał sobie strzelić gola przez szesnaście spotkań (od trzeciego marca do dwudziestego szóstego września 1990 roku). Pozycja wicelidera jest jednak fantastycznym osiągnięciem. Edwin dodatkowo może pochwalić się rekordem czystych kont zachowanych w jednym sezonie Premier League, który dzieli z Peterem Cechem – obaj zagrali na zero z tyłu w dwudziestu jeden meczach.

Pierwszym, który wniósł nowe spojrzenie na sztukę bramkarską, był Edwin Van der Sar, który grał bardzo dużo nogami i pozwolił naszej pozycji wejść w nową fazę. Jego styl gry mnie zainspirował – Manuel Neuer

To nie jedyne indywidualne osiągnięcia, które wyróżniają Van der Sara. Ma za sobą najwięcej występów w reprezentacji Holandii (sto trzydzieści), jest pierwszym zawodnikiem spoza Wielkiej Brytanii, który grał w najwyższej klasie rozgrywkowej po czterdziestych urodzinach, jako pierwszy bramkarz w historii dobrnął do pięćdziesięciu czystych kont w Lidze Mistrzów, a dodatkowo był też drugim najstarszym uczestnikiem finału tych rozgrywek (wyprzedził go tylko Dino Zoff). Jeśli chodzi o same zdobyte trofea, to jest drugim najbardziej utytułowanym bramkarzem w historii, ustępując jedynie Vitorowi Baii z Portugalii. Bez wątpienia zasługuje na miano jednego z najlepszych golkiperów wszech czasów.

Powrót króla

Karierę piłkarską zakończył 28 maja 2011, parę dni po przegranym finale Champions League przeciwko Barcelonie. Odchodząc z Manchesteru United powiedział:

Żałuję tylko, że nasze drogi nie skrzyżowały się wcześniej

Z piłki nie odszedł jednak na długo – w 2012 roku został ogłoszony jako dyrektor marketingu Ajaksu Amsterdam. Na futbolowej emeryturze stara się działać aktywnie – bierze udział w charytatywnych spotkaniach i meczach towarzyskich, a także próbuje swoich sił w maratonach.

Źródło: Marca
Źródło: Marca

W marcu tego roku zaliczył niespodziewany powrót na boisko. W wieku czterdziestu pięciu lat stanął w bramce Noordwijk, czyli klubu, w którym się wychował. Występujący obecnie na poziomie amatorskim zespół nie mógł w jednym meczu wystawić swojego podstawowego bramkarza. Zarząd zdecydował się poprosić o pomoc Van der Sara, a ten nie mógł odmówić. Stanął między słupkami, pojedynek z Jodan Boys zakończył się remisem 1:1, a nowy-stary golkiper… obronił rzut karny! Prawdziwy Latający Holender, który jest jak wino – im starszy, tym lepszy.

KUBA GODLEWSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZEINSTAGRAMIE.

Kuba Godlewski
O Kuba Godlewski 21 artykułów
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.