Chorwacki blamaż Anglików

N a zeszłorocznych mistrzostwach świata reprezentacja Anglii zaprezentowała się z jak najlepszej strony i po raz pierwszy od 1996 roku awansowała do półfinału wielkiej piłkarskiej imprezy. Przy swoim potencjale drużyna Garetha Southgate’a znajduje się dziś w gronie ekip, które mogą powalczyć o medal na boiskach Euro 2020. Jeśli cofniemy się jednak o przeszło dekadę, to daje się zauważyć jaką niesamowitą transformację przeszła kadra Synów Albionu. Wtedy to ,,złote pokolenie” angielskiego futbolu z Gerrardem, Lampardem i Beckhamem na czele odniosło swoją najbardziej spektakularną porażkę.

Pomundialowe porządki Trzech Lwów

Po nieudanych dla Anglii mistrzostwach świata w Niemczech w 2006 roku z posadą selekcjonera pożegnał się Sven-Göran Eriksson. Już pięć miesięcy przed tym turniejem w orbicie zainteresowań angielskiej federacji znajdowało się pięć nazwisk, z których miał zostać wybrany przyszły selekcjoner Synów Albionu. Najwięcej szans na objęcie tej funkcji media na Wyspach dawały trzykrotnemu z rzędu pogromcy Szweda na wielkich turniejach, czyli Luizowi Felipe Scolariemu. Ten odmówił, twierdząc, że rola ta oznaczałaby nadmierną ingerencję mediów w jego życie osobiste. Ostatecznie następcą ustępującego Erikssona został jego asystent Steve McClaren, który w pokonanym polu oprócz Brazylijczyka zostawił Sama Allardyce’a, Alana Curbishleya oraz Martina O’Neilla.

Taki sposób wyboru na selekcjonera byłego trenera Middlesbrough przyniósł mu przydomek ,,Drugi wybór Steve”. Decyzja o mianowaniu McClarena sternikiem kadry została pozyt ywnie oceniona między innymi przez legendę West Hamu Sir Trevora Brookinga, który powiedział:

Jako trener Middlesbrough pokazał, że jest innowacyjny oraz że dąży do tego, aby wprowadzać utalentowanych młodych angielskich graczy i dawać im szansę na najwyższym poziomie.

Jednymi z pierwszych decyzji nowego selekcjonera było dobranie sobie odpowiedniego sztabu szkoleniowego oraz wybór nowego kapitana. Asystentem McClarena został dobrze znany fanom na Wyspach Terry Venables, który doprowadził Anglików do półfinału mistrzostw Europy dziesięć lat wcześniej. Opaska kapitana kadry została natomiast przejęta przez legendę The Blues Johna Terry’ego. Wybór ten McClaren skwitował następująco: ,,Jestem przekonany, że okaże się jednym z najlepszych kapitanów jakiego Anglia kiedykolwiek miała”.

Kolejnym krokiem Anglika było zrezygnowanie z kilku wiekowych zawodników, do których zaliczali się między innymi były kapitan David Beckham, obrońca Sol Campbell oraz bramkarz David James. Dwaj pierwsi w niedługim czasie mieli okazać się jednak bardzo potrzebni.

Steve McClaren z Pucharem Ligi Angielskiej po wygranym 2:1 przez jego Middlesbrough finale z Boltonem w 2004 roku. W tamtym momencie Anglik nie spodziewał się na pewno, że za dwa lata zasiądzie za sterami kadry narodowej. Źródło: Twitter

Miłe złego początki…

Debiut nowego selekcjonera przypadł na towarzyski mecz z mistrzami Europy w Manchesterze. W Teatrze Marzeń Grecja nie nawiązała jednak do formy ze swojego najlepszego turnieju w historii i już po czterdziestu pięciu minutach przegrywała różnicą czterech bramek. Dorobkiem strzeleckim podzielili się między sobą nowy kapitan John Terry, obecny szkoleniowiec Chelsea Frank Lampard oraz zdobywca dwóch bramek Peter Crouch. Po przerwie wynik nie uległ już zmianie, a świeżo upieczony selekcjoner mógł cieszyć się z udanej inauguracji na nowym stanowisku.

Miesiąc później Anglia miała już na swoim koncie sześć punktów po zwycięstwach ze słabeuszami z Andory oraz Macedonii w dwóch pierwszych meczach eliminacji Euro 2008. Pierwsze oznaki kryzysu dało się jednak wyczuć już w zremisowanym bezbramkowo meczu rewanżowym z tą drugą ekipą na Old Trafford. Media uznały ten wynik za klęskę, a opinię publiczną w ojczyźnie futbolu najbardziej szokowało to, że długimi fragmentami gry to goście przeważali i stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia gola.

Symptomy zbytniej pewności siebie nie zostały odpowiednio rozpoznane przez sztab kadry, co udowodnił rozegrany cztery dni później mecz z Chorwatami w Zagrzebiu. Eksperyment McClarena z ustawieniem 3-5-2 oraz ulokowaniem w roli skrzydłowych obrońców Gary’ego Neville’a oraz Ashleya Cole’a dość szybko spalił na panewce. Ogniści obnażyli wszystkie słabości Synów Albionu. Najgorzej mecz ten wspominać może bramkarz Paul Robinson, który zawinił przy obydwu straconych bramkach. Najpierw nie potrafił zatrzymać niegroźnego wydawałoby się loba Eduardo da Silvy, a później minął się z piłką, którą podawał do niego wspomniany Neville. Zwłaszcza druga z wymienionych sytuacji sprawiła, że media zgotowały mu prawdziwe piekło przez kilka następnych tygodni.

Trzybramkowa zasłona dymna

Na początku następnego roku humory angielskich kibiców wcale się nie poprawiły. Podopieczni McClarena najpierw przegrali 0:1 w towarzyskiej potyczce z Hiszpanią, a później nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną defensywę Izraelczyków, co skutkowało już drugim bezbramkowym remisem z jednym z niżej notowanych rywali w meczu eliminacyjnym. Słabość angielskiej kadry w tamtym okresie najlepiej obrazuje fakt, że pomiędzy paździenikiem 2006, a marcem 2007 roku Synowie Albionu zdołali wbić przeciwnikom tylko jedną bramkę w pięciu kolejnych meczach. Na efekty tak słabej gry nie trzeba było długo czekać. Trzy Lwy spadły na czwarte miejsce w grupie. Widmo braku awansu na Euro zaczęło zaglądać Anglikom w oczy.

Wygrana 3:0 nad Andorą na wyjeździe wcale nie rozwiała wątpliwości wokół przyszłości kadry. Już przed meczem angielscy fani obrzucili obelgami swoich ulubieńców, na co selekcjoner zareagował dość impulsywnie na pomeczowej konferencji. Po zaledwie dwóch minutach pytań od dziennikarzy wypalił:

Panowie, jeżeli chcecie coś napisać, to napiszcie. Nie mam nic więcej do powiedzenia, dziękuję.

Był to jasny sygnał, że atmosfera wewnątrz reprezentacji jest zła. Kolejnym przeciwnikiem Anglików była reprezentacja Brazylii, która przyjechała do Londynu, aby uświetnić inaugurację nowego Wembley. Wydarzenie to było wyjątkowe również z powodu powrotu do kadry jej byłego kapitana Davida Beckhama, który był wymuszony głównie przez niezadowolonych dziennikarzy i kibiców. Decyzja ta poważnie nadwyrężyła autorytet selekcjonera. Popularny Becks zdawał się jednak nie przejmować szumem wokół własnej osoby i rozpoczął mecz w pierwszym składzie, a po jego asyście z rzutu wolnego Terry zdobył bramkę głową na 1:0. Kiedy wydawało się, że Anglia odniesie zwycięstwo, w ostatnich sekundach piłkarz Werderu Brema Diego wyrównał stan rywalizacji.

Wynik sierpniowej potyczki z odwiecznym angielskim rywalem również nie napawał optymizmem. Reprezentacja Niemiec przyjechała wtedy do Londynu jak po swoje i po emocjonującym meczu wywiozła stąd zwycięstwo 2:1. Dało się zauważyć, że kadra gości stanowiła kolektyw, a gospodarze zlepek indywidualności. Po spotkaniu prasa po raz kolejny skupiła się jednak przede wszystkim na słabej grze bramkarza Paula Robinsona, który zawinił przy ostatnim golu w reprezentacyjnej karierze Kevina Kurányi’ego. Golkiper Trzech Lwów zamiast wybić na rzut rożny dośrodkowaną przez rutyniarza Bernda Schneidera piłkę, wypiąstkował ją przed siebie, a pozostawiony bez opieki snajper Schalke wbił ją do pustej bramki. Cierpliwość angielskich fanów zaczęła ulegać wyczerpaniu.

McClarena zaczęły jednak bronić wyniki osiągane w eliminacjach. Pięć kolejnych meczów, wliczając w to spotkanie z Andorą, jego kadra wygrała po 3:0. Najcenniejsza wydawała się wiktoria nad bezpośrednim przeciwnikiem do awansu, czyli reprezentacją Rosji. Najlepszym zawodnikiem spotkania uznano Michaela Owena, który zdobył dwie bramki. Wyczyn ten sprawił, że stał się on dopiero czwartym angielskim piłkarzem, który strzelił dla reprezentacji przynajmniej czterdzieści goli (poprzednimi byli Jimmy Greaves, Sir Bobby Charlton i Gary Lineker). Sytuacja w tabeli zmieniła się diametralnie. Wydawało się, że awans będzie już tylko formalnością.

Michael Owen strzelający gola na 1:0 w meczu z Rosją na Wembley. Po zwycięstwie nad drużyną Guusa Hiddinka wydawało się, że Anglicy mogą już spokojnie bukować sobie bilety na finały Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. Źródło: Canadian Content

Pozdrowienia z Rosji

Spotkanie rozegrane na moskiewskich Łużnikach wywoływało olbrzymie emocje już na długo przed pierwszym gwizdkiem. W stolicy Rosji doszło do kilku starć z udziałem fanów, w wyniku których pięciu Anglików musiało zostać odwiezionych do szpitala. Piłkarze McClarena byli natomiast źli na organizatorów, że muszą rozegrać mecz na sztucznej murawie. Jeden z zawodników Sbornej Aleksandr Kierżakow na przedmeczowej konferencji skomentował to następująco: ,,Nie bardzo rozumiem, czemu Anglicy są niezadowoleni z boiska. Być może boją się nas i szukają wymówki w przypadku porażki”. Atmosfera stawała się tak gęsta, że można ją było kroić za pomocą noża.

Od pierwszego gwizdka Rosjanie rzucili się na gości z Wysp Brytyjskich. Najlepszą okazję do objęcia prowadzenia zmarnowali w dwudziestej piątej minucie, gdy piłkę po strzale Konstantina Zyrianowa odbił na słupek słabo dysponowany w tych eliminacjach Robinson. Co nie udało się Rosjanom, przypadło w udziale Anglikom. Trzy minuty później po akcji Wayne’a Rooneya piłka zatrzepotała w siatce. Trzy Lwy schodziły na przerwę w szampańskich nastrojach.

Po zmianie stron dogodne sytuacje do podwyższenia prowadzenia zmarnowali Micah Richards oraz Steven Gerrard, a ponieważ niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to już po niedługim czasie Rosjanie wyrównali. Po dyskusyjnym faulu w polu karnym strzelca pierwszej bramki do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł snajper lokalnego Spartaka Roman Pawluczenko i z zimną krwią wykorzystał okazję. Anglicy nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć,
co skrzętnie wykorzystali piłkarze Sbornej. Po upływie czterech minut zwycięską bramkę zdobył ponownie przyszły zawodnik Tottenhamu, który najszybciej doskoczył do sparowanej przez Robinsona piłki. Oprócz niego błąd popełnił duet środkowych obrońców, który w tym meczu tworzyli grający drugi mecz po powrocie do kadry Sol Campbell oraz Joleon Lescott.

McClaren próbował jeszcze ratować sytuację poprzez wprowadzenie doświadczonych Lamparda oraz Croucha, ale w ostatecznym rozrachunku ze zwycięstwa cieszyli się podopieczni Hiddinka. Holenderski szkoleniowiec miał szczególne powody do radości, gdyż w dziesięciu poprzednich meczach żadna z prowadzonych przez niego reprezentacji nie uporała się z Synami Albionu.

Wayne Rooney przeszedł w meczu z Rosją drogę od bohatera do jednego z głównych winowajców porażki. Źródło: Stuff

Awans zaczął wisieć na włosku. Szczęście uśmiechnęło się jednak do Anglików, gdyż Rosja przegrała w arcyważnym wyjazdowym meczu z Izraelem. Wynik ten sprawił, że sprawa awansu miała rozstrzygnąć się w ostatniej kolejce eliminacji w meczu na Wembley z Chorwatami.

…lecz koniec żałosny!

Choć McClaren posiadał wszelkie możliwe środki do przypieczętowania awansu, nie uchroniło go to przed podjęciem kilku irracjonalnych decyzji. Na około dwa tygodnie przed wygranym 1:0 towarzyskim meczem z Austrią w Wiedniu szkoleniowiec udał się do Stanów Zjednoczonych obejrzeć w akcji Davida Beckhama, który wystąpił w meczu przeciwko drużynie aktorów z Hollywood. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie na Wyspach miał miejsce szlagier Premier League, jakim bez wątpienia jest spotkanie Arsenalu z Manchesterem United. Jak się później okazało, trener spotkał się z Becksem tylko na sobotnim treningu, a następnie udał się na zwiedzanie zachodniego wybrzeża. Na złośliwości ze strony angielskich bulwarówek nie trzeba było długo czekać. ,,The Sun” w nawiązaniu do słynnej amerykańskiej kreskówki nazwał szkoleniowca ,,Maccy Mouse”.

Kolejna wpadka miała nadejść w najważniejszym meczu jego kadencji. Czterdzieści osiem godzin przed rozpoczęciem gry McClaren ogłosił, że Beckham rozpocznie spotkanie na ławce, a w bramce wystąpi Scott Carson, który miał wtedy na koncie zaledwie jeden mecz w barwach narodowych. Selekcjonerowi Trzech Lwów nie pomagały także kontuzje, które wykluczyły z gry Terry’ego, Ferdinanda, Owena i Rooneya. Presja z minuty na minutę rosła.

W trakcie prezentacji drużyn doszło do zabawnej sytuacji. Śpiewak operowy Tony Henry, który wykonywał hymn gości, pomylił się i zamiast słów ,,Mila kuda si planina” zaśpiewał ,,Mila kura si planina”. Zmienienie zaledwie jednej literki sprawiło, że tekst można było przetłumaczyć jako… ,,Moja droga, mój penis jest górą”! Piłkarze Slavena Bilicia nie mogli powstrzymać się od śmiechu, a nieodwracalne fatum tego dnia coraz mocniej pchało Anglików w czeluści piłkarskich piekieł.

W tych Synowie Albionu rozsiedli się po niecałych piętnastu minutach gry. Najpierw katastrofalny błąd popełnił Carson, który w ósmej minucie przepuścił strzał z trzydziestu pięciu metrów Niko Kranjcara. Zaledwie sześć minut później Ogniści wyprowadzili drugi celny cios, który jeszcze bardziej zamroczył Anglików. Po podaniu Eduardo da Silvy, między obrońcami do piłki doskoczył Ivica Olić, który dzięki swojej szybkości minął bezradnego Carsona i strzelił do pustej bramki. W tym momencie kibice zgromadzeni na Wembley zdawali się tęsknić za nieobecnym tego dnia w meczowej kadrze Paulem Robinsonem. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Możliwość gry na boiskach Austrii i Szwajcarii zaczęła poważnie się oddalać.

Ostatnie czterdzieści pięć minut McClarena w roli selekcjonera Trzech Lwów zaczęło się od mocnego uderzenia. Ponieważ gospodarze musieli ruszyć do ataku, to wprowadzeni z ławki zostali Jermain Defoe oraz David Beckham. Pierwszy z nich po dziesięciu minutach wywalczył rzut karny, który na bramkę zamienił Lampard. Drugi doskonałym dośrodkowaniem obsłużył wbiegającego w pole karne Croucha, który z bliskiej odległości nie mógł się pomylić. W tym momencie Anglia znów była na Euro 2008!

Chorwaci nie poddali się i pomimo pewnego awansu starali się walczyć o każdy metr boiska. Przemoknięta do ostatniego źdźbła murawa londyńskiego stadionu nie oszczędzała jednak ani jednych, ani drugich. Decydujący cios padł na początku ostatniego kwadransa gry. Precyzyjny strzał z lewej nogi Mladena Petricia ledwo musnął lewą rękawicę angielskiego golkipera. Po tej sytuacji szał radości zapanował w sztabie szkoleniowym gości. Trener Bilić podskakiwał ze szczęścia, jakby zdobył co najmniej medal na mistrzostwach kontynentu, co notabene rok później niestety mu się nie udało.

Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego Petera Fröjdfeldta w całej piłkarskiej Anglii zapanowała rozpacz. Związane było to ze zwycięstwem Rosji nad Andorą, które przypieczętowało ich jednopunktową przewagę nad kadrą Trzech Lwów. 21 listopada już na zawsze zapisał się jako jeden z najtragiczniejszych dni w historii angielskiej piłki. Czarny scenariusz sprawdził się w stu procentach, a reżyser tej piłkarskiej tragedii dzień później został zwolniony przez angielską federację. Na swojej ostatniej konferencji prasowej nie uciekał już przed dziennikarzami. Powiedział między innymi:

Dzień mojego zwolnienia jest smutny, ale rozumiem decyzję FA. Ogromnie rozczarowałem cały naród oraz fanów. Wyciągnę jednak wnioski z mojej porażki.

Anglicy nie awansowali na Euro po raz pierwszy od 1984 roku. Dla wielu zawodników starej daty miał być to pożegnalny turniej. Źródło: Sina.com

Holenderski sukces i odkupienie Southgate’a

Bulwarówki nie szczędziły McClarenowi słów krytyki, nazywając go ,,McClownem” czy ,,Głupkiem z parasolem”, co było związane z tym, że śledził on spotkanie pod wielkim parasolem w niebiesko-czerwonych barwach. Do pracy powrócił rok później, obejmując posadę szkoleniowca w holenderskim Twente Enschede. W ciągu dwóch lat ze średniaka stworzył drużynę, która potrafiła zdobyć wicemistrzostwo oraz mistrzostwo kraju. Później pracował w Wolfsburgu, Nottingham Forest, ponownie w Twente, Derby County, Newcastle, ponownie w Derby i w Queens Park Rangers. Tylko podczas pierwszej przygody z drużyną Baranów udało mu się zagrzać miejsca dłużej niż sezon. Obecnie pozostaje bez pracy.

Nieudana przygoda z reprezentacją Anglii ciągnie się za McClarenem przy każdej możliwej okazji po dziś dzień. Źródło: Daily Mail

Nowym selekcjonerem Trzech Lwów został Fabio Capello, który podczas eliminacji do mistrzostw świata w 2010 roku dwukrotnie pokonał reprezentację Chorwacji, odpowiednio 4:1 i 5:1. Na samym turnieju Anglicy po raz kolejny się jednak skompromitowali. Włoch podał się do dymisji jednak dopiero niedługo przed finałami Euro 2012. Dziś szkoleniowcem Synów Albionu jest były ,,syn marnotrawny” Gareth Southgate, który półfinałem mundialu w Rosji zdołał odkupić swoje winy związane z niestrzelonym karnym w półfinale Euro 1996. Dobre wyniki osiągane przez jego reprezentację oraz rozsądne wprowadzanie młodych zawodników dają duże nadzieje, że na Euro 2020 lub na mistrzostwach świata 2022 Anglicy zdobędą nareszcie upragniony tytuł. W końcu wszyscy fani futbolu na południu Wysp Brytyjskich wierzą, że ,,Football’s coming home” nie jest tylko utartym frazesem.

Źródła
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4779133.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4782197.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4937826.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4949118.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4955490.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/4973416.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/6498347.stm
  • http://news.bbc.co.uk/sport2/hi/football/internationals/7100393.stm
  • https://sportowefakty.wp.pl/ms-2018/765467/mundial-2018-chorwacja-anglia-11-lat-od-wielkiego-upokorzenia
  • http://sport.tvp.pl/38039102/glupek-z-parasolem-jak-chorwacja-upokorzyla-anglie#!
  • https://www.rmf24.pl/sport/news-w-srode-rosja-zagra-z-anglia-przegrany-nie-pojedzie-na-me,nId,194943
  • https://eurosport.tvn24.pl/archiwum,133/anglia-w-moskwie-na-kolanach,37554.html
  • http://www.zczuba.sport.pl/Zczuba/1,138263,4647453.html
  • http://redlog.pl/2007/11/22/cztery-grzechy-glowne-mcclarena/
  • https://www.telegraph.co.uk/sport/football/teams/england/2319579/Agony-for-Paul-Robinson-as-England-fall-apart.html
  • https://www.skysports.com/football/england-vs-russia/87776

DAWID KOWALCZYK

#wspieramretro
O Redakcja 432 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl