Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Szwedzkie rozczarowanie

Napisać, że występ Argentyny na mistrzostwach świata w Szwecji był rozczarowujący, to jak nic nie napisać. Po rewelacyjnej postawie w Limie wielu miłośników futbolu spodziewało się, że ich ulubieńcy potwierdzą swoją klasę na światowym czempionacie. Argentyńczycy wracali na tę imprezę po 24 latach nieobecności, więc tym mocniej liczono na dobry występ. Niestety w międzyczasie Sívori, Maschio i Angelillo przenieśli się do Włoch, żeby tam kontynuować karierę, co równocześnie oznaczało dla nich koniec przygody z reprezentacją. Z tych, którzy pamiętali peruwiański sukces zostali tylko Corbatta, Cruz, Rossi, Dellacha i Vairo.

W grupie ich rywalami były RFN, Irlandia Północna i Czechosłowacja. Każda z tych ekip prezentowała twardy, pełen fizycznej walki futbol. Argentyńczycy swoją grę opierali na swobodnym operowaniu piłką w ofensywie i na wyszkoleniu technicznym. W zderzeniu z siłowym, europejskim futbolem nie wróżyło im to za dobrze.

Pierwsze pół godziny meczu z RFN w Malmö jednak tego nie zapowiadało. Wynik już w 3. minucie otworzył Corbatta, który wdarł się w pole karne i sprytnym strzałem obok krótkiego słupka pokonał Fritz Herkenratha. Niemcy się tym nie przejęli i konsekwentnie grali swoje. Ich dyscyplina taktyczna i przewaga fizyczna przyniosły wreszcie oczekiwane skutki i wkrótce wyrównali, a jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Potem wbili Argentynie jeszcze jednego gola i pewnie wygrali 3:1. Stábile tłumaczył, że nie są przyzwyczajeni do aż tak brutalnej gry, ale gołym okiem było widać, że Europa wyraźnie odjechała Argentynie.

Corbatta tuż po oddaniu celnego strzału, którym otworzył wynik meczu z RFN

W meczu z Irlandią Północną Albiceleste spodziewali się różnicy klas, oczywiście na swoją korzyść. Szybko jednak musieli zrewidować swoje przewidywania, bo to zespół z Europy pierwszy strzelił gola. Tym razem jednak fortuna sprzyjała Argentynie i po dość przypadkowym zagraniu ręką w polu karnym Irlandczyków szwedzki sędzia Sten Ahlner wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł oczywiście Corbatta i chwilę później było już 1:1. W drugiej połowie Menéndez wyprowadził Argentynę na prowadzenie, a chwilę później Avio ustalił wynik na 3:1.

Corbatta razem z Norberto Boggio na mundialu w Szwecji

Wydawało się, że wszystko wraca do normy, ale 15 lipca 1958 r. to jedna z najczarniejszych dat w argentyńskim futbolu. W Helsingborgu nie mająca już szans na wyjście z grupy Czechosłowacja zdemolowała Argentynę, wygrywając 6:1. Do przerwy było już 3:0, ale kiedy w 64. minucie Corbatta wykorzystał rzut krany, można było się łudzić, że jeszcze nie wszystko stracone. Chwilę później jednak Carrizo po raz czwarty musiał wyciągać piłkę z siatki, a w ostatnich dziesięciu minutach pokonano go jeszcze dwukrotnie. To był szok. Do dzisiaj jest to najwyższa porażka w historii Argentyny.

Konieczny jest fundamentalny rewizjonizm piłkarzy i liderów. Od teraz argentyńska piłka nożna musi łączyć ulepszenia techniczne z siłą fizyczną, której obecnie brakuje – pisano na łamach La Nación.

Po powrocie do kraju zaczęło się szukanie winnych, a federacja koniecznie chciała znaleźć przyczyny tak słabego występu. Powstawały kolejne raporty, w których zwracano uwagę na problemy logistyczne z podróżą do Szwecji. Narzekano na wyżywienie, duże zainteresowanie młodych Szwedek, które oblegały ośrodek i w końcu na samo miejsce zakwaterowania. To wszystko było jednak tylko tłem. Argentyńczycy przez długi czas nie mieli kontaktu z europejskim futbolem i nie potrafili dotrzymać kroku reszcie świata. Utrzymywali się przy piłce, ale nie umieli się przebić pod bramkę rywali. Przeciwnicy zaś grali prosto i dokładnie. I to wystarczyło. Po paru tygodniach zastanawiania się nad przyczynami tego występu media doszły do wniosku, że trzeba zmienić wszystko.

Należy jednak wspomnieć, że jednym z niewielu jasnych punktów zespołu był Oreste Osmar Corbatta. Trafiał do siatki rywali w każdym meczu, czym zapisał się w annałach jako pierwszy Argentyńczyk, któremu się to udało. Osiągnięcie to wyrówna dopiero 56 lat później Leo Messi, którego przodkowie wyemigrowali z tej samej części Włoch, co dziadkowie Omara i to mniej więcej w podobnym czasie.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…