Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Zmiany w drużynie narodowej

Po upokorzeniu z Czechosłowacją stało się jasne, że konieczna jest przebudowa reprezentacji. Zaczęto szukać nowych kandydatów do gry w kadrze, ale takich, którzy zamiast indywidualnych popisów, woleliby się poświęcić dla dobra zespołu. Z czasem też w argentyńskim futbolu pojawiło się więcej nowoczesności. Trenerzy większą wagę zaczęli przykładać do przygotowania fizycznego, higieny i zdrowia. Oprócz kondycji pochylano się też nad aspektami gry obronnej, którą wcześniej mało kto się przejmował. Czasu na naprawę i mentalną odbudowę zespołu nie było jednak zbyt wiele, bo już w marcu 1959 r. Argentyna gościła najlepsze ekipy Ameryki Południowej na kolejnym mistrzowskim turnieju.

Stábile, który pożegnał się z posadą po mundialu, został zastąpiony przez Victorio Spinetto, któremu pomagali José Della Torre i José Barreiro. Spinetto dzięki swojemu pragmatycznemu podejściu do piłki, miał sprawić, że ból po porażce w Szwecji choć trochę zostanie złagodzony. Nie obchodził go spektakl czy artystyczne popisy. Liczyło się dla niego tylko zwycięstwo. Dlatego też po raz pierwszy zabrał piłkarzy na zgrupowanie w górach nieopodal Mendozy. Warunki klimatyczne sprzyjały naładowaniu akumulatorów, a ciężka, metodyczna praca, którą wykonano na treningach miała przynieść owoce na samym turnieju.

Zmienił się praktycznie cały skład. Z ekipy, która pamiętała klęskę w Szwecji została tylko czwórka zawodników. Byli to doświadczeni Juan Lombardo i Eliseo Mouriño oraz grający w Independiente pomocnik José Varacka i oczywiście Corbatta, który był jednym z liderów zespołu. Turniej był dość mocno obsadzony. Oprócz gospodarzy swoje drużyny przysłali świeżo upieczeni mistrzowie świata Brazylia, a także Boliwia, Chile, Paragwaj, Peru i Urugwaj. Wszystkie znalazły się w jednej grupie, gdzie grano każdy z każdym.

Corbatta i Raúl Belén

Argentyna zaczęła od efektownego zwycięstwa 6:1 nad Chile. Zgromadzeni na Estadio Monumental kibice mieli więc z czego się cieszyć i liczyli na kolejne dobre występy. W drugim starciu z Boliwią wynik już w 2. minucie celnym strzałem otworzył Corbatta. Festiwalu strzeleckiego tym razem jednak nie było, bo na drugie trafienie, którego autorem był Callá czekano aż do 82. minuty. W trzecim pojedynku, w którym rywalem Argentyny było Peru, po pierwszej połowie było 1:1. Kilka minut po przerwie znów dał o sobie znać geniusz Corbatty, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W końcówce Sosa podwyższył na 3:1 i takim wynikiem zakończyło się spotkanie.

Kolejną przeszkodą na drodze do sukcesu był Paragwaj. Zespół ten potrafił wówczas grać jak równy z równym z najlepszymi na kontynencie. Jednak Argentyńczycy byli bardzo dobrze przygotowani i wybiegani. Do tego dochodziła duża mobilizacja wewnątrz drużyny i wsparcie płynące z trybun. Corbatta, który z Garrinchą rywalizował wówczas o miano najlepszego dryblera w Ameryce, potrzebował ledwie kwadransa, żeby ukłuć rywala. Co prawda jeszcze przed przerwą Paragwaj wyrównał, ale dwa gole Sosy i Capa z drugiej części gry nie pozostawiły złudzeń, kto jest lepszy.

Następnym przeciwnikiem był Urugwaj. Przed turniejem był wymieniany w gronie faworytów, ale wewnętrzne problemy sprawiły, że nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z sąsiadami. Atmosfera w argentyńskiej szatni była na tyle dobra, że krótko przed wyjściem na boisko zawodnicy dodali sobie otuchy chóralnym śpiewem przy akompaniamencie akordeonu. Corbatta tym razem nie wpisał się na listę strzelców, ale wyręczyli go jego koledzy z Racingu. Raúl Belén i Rubén Héctor Sosa dwukrotnie trafiali do siatki rywali i Argentyna wygrała 4:1.

W ostatnim meczu, który decydował o końcowym triumfie, Argentynie wystarczał remis. Brazylia, która na samym początku zanotowała potknięcie z Peru, musiała wygrać. Corbatta został w tym meczu zastąpiony przez Osvaldo Nardiello z Boca Juniors, który już wcześniej wchodził za niego z ławki i dla którego turniejowe występy były pierwszymi w narodowych barwach. Starcie wielkich rywali zakończyło się skromnym wynikiem 1:1. Dla Argentyny przed przerwą trafił Pizzuti, a dla Canarinhos w drugiej połowie 18-letni Pelé, dla którego była to ósma bramka w turnieju, czym zapewnił sobie koronę króla strzelców.

Argentyna zdobyła trofeum, co pozwoliło nieco ukoić ból po porażce z Czechosłowacją. Styl gry nie każdemu może się podobał, ale Spinetto potrafił w tym dość krótkim czasie zbudować całkiem solidną drużynę, której największymi atutami była właśnie gra zespołowa i przygotowanie fizyczne.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…