Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Analfabetyzm

Drugim wielkim osobistym dramatem Omara obok pogłębiającego się uzależnienia od alkoholu był analfabetyzm. Corbatta, który porzucił z konieczności szkołę w drugiej klasie, nigdy nie nauczył się czytać i pisać. Nigdy jednak nie wspomniał o tym w wywiadach, a na dodatek, żeby wyglądać poważniej, często nosił ze sobą gazetę.

Pierwszym, który pochylił się nad tym problemem i zechciał pomóc Omarowi, był Pedro Dellacha. Dowiedział się o tym od innego kolegi z zespołu Manuela Blanco. Dellacha jako kapitan zespołu czuł odpowiedzialność za młodszych kolegów. Postanowił, że porozmawia z żoną i spróbuje ją przekonać, żeby im pomogła. Zgodziła się i Corbatta przez kilka dni po treningach zjawiał się u niej na lekcjach. Szybko jednak znudził się szkolną rutyną i coraz częściej zaczął szukać wymówek, żeby nie przychodzić.

Pedro bardzo go kochał. Był kapitanem i go szanował. Ale Corbatta zignorował jego rady. Razem z moim ojcem i matką też z nim rozmawialiśmy. Próbowaliśmy go nakłonić do nauki. Mówiliśmy, że ta umiejętność w życiu bardzo mu się przyda. Jednak w tamtym czasie wszystko przychodziło mu łatwo i dopiero później zdał sobie sprawę, że życie nie jest takie proste – wspominał Angelillo.

Corbatta razem z Pedro Dellachą

Cantera opowiadał, że kiedy Corbatta mieszkał razem z nim na stadionie, to też próbowali mu pomóc. Razem z innymi próbował go zapisać do wieczorowej szkoły, radził, żeby za zarobione pieniądze zatrudnił jakiegoś nauczyciela, ale wszystko na nic. Omar niezbyt się tym wówczas przejmował. W sprawach kontraktowych pomagał mu Dellacha, który zawsze był z nim przy podpisywaniu umowy.

Również Horacio Rodríguez Larreta próbował coś w tej sprawie zmienić. Wytłumaczył przyjacielowi, że umiejętność pisania i czytania jest niezbędna w dzisiejszym świecie. Corbatta początkowo dał się przekonać i przez jakiś czas matka Larrety Adela Leloir prowadziła z nim zajęcia. Znowu jednak nie wytrzymał zbyt długo w roli ucznia. Podobnie zakończyła się próba pomocy ze strony ojca Mugica. Kapłan poprosił swoją przyjaciółkę Lucíę Cullén, żeby udzieliła piłkarzowi paru lekcji, ale gdy tylko pojawiła się w umówionym barze, Corbatta uciekł.

Analfabetyzm Omara ujawniał się w najmniej spodziewanych momentach. Kiedy w 1961 r. poleciał z reprezentacją do Ekwadoru, dostał w samolocie do wypełnienia kartę pokładową. Poprosił o pomoc młodego Waltera Jiméneza.

Wypełniłem swoje papiery, ale jego nie ruszyłem. „Za kogo on się uważa?” – pomyślałem. Nie miałem pojęcia, że nie potrafi pisać. Potem przyszedł do mnie Sosa i opieprzył mnie, że mu nie pomogłem – mówił po latach Jiménez.

W późniejszym czasie również inne osoby próbowały mu pomóc w tej kwestii. Wygląda jednak na to, że jedyne, czego przez całe te lata nauczył się Corbatta, było rozpoznanie swojego nazwiska w gazecie i złożenie własnoręcznego podpisu. Choć i tutaj pojawiało się mnóstwo wątpliwości i dopiero po grafologicznych ekspertyzach udało się potwierdzić, że złożony na podpisanym w 1962 r. kontrakcie podpis rzeczywiście jest jego autorstwa.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…