Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Rok 1963 będzie moim rokiem

Doniesienia o jego przejściu do drużyny mistrza kraju wkrótce się potwierdziły. Corbatta odzyskał wiarę we własne możliwości i odbudował swoją pewność siebie. Tę dodatkowo umocniły informacje o kwocie, jaką Boca miało za niego zapłacić, a chodziło o dwanaście milionów peso.

Jeśli oczekują dwunastu milionów peso, to dlatego, że jestem coś wart – twierdził.

Kwota, jakiej oczekiwał Racing była wówczas równowartością 140 tys. dolarów. Boca spełniło te życzenia, a klub z Avellaneda zarobione pieniądze zainwestował w rozbudowę infrastruktury. Dzięki sprzedaży Corbatty powstało pięć nowych basenów i oddano do użytku nową siłownię. Jego transfer był wówczas jednak tylko jednym z elementów wyścigu zbrojeń, jaki podjął prezydent Boca Alberto J. Armando. Chciał, żeby to jego klub był pierwszym argentyńskim triumfatorem Copa Libertadores. W tym samym czasie ściągnięto też José Sanfilippo, który w latach 1958-61 cztery razy z rzędu zdobywał w lidze koronę króla strzelców. San Lorenzo miało za niego otrzymać dwa razy wyższą kwotę niż zapłacono za Omara.

Corbatta Boca
Corbatta na okładce El Gráfico w lutym 1963 r. Już po dołączeniu do Boca;
źródło: Wikimedia Commons/El Gráfico z 27 lutego 1963 r., wydanie 2264.

Corbatta, jak się miało wkrótce okazać, był już jednak cieniem samego siebie. Ciągle jednak nazywał się Corbatta i to w dużej mierze za samo nazwisko i wspomnienie dawnej chwały Boca musiało tak słono zapłacić. Sam piłkarz łudził się jeszcze, że jest w stanie odzyskać utracony blask i odważnie zapowiadał, że rok 1963 będzie jego rokiem.

Boca Juniors dysponowało wówczas naprawdę klasową ekipą. Bramki strzegł Antonio Roma, którego koledzy nazywali Tarzanem, przed nim dostępu do własnego pola karnego bronili znakomici Silvio Marzolini i Carmelo Simeone. W środku pola błyszczał rewelacyjny Antonio Rattín, a o zdobycze bramkowe mieli dbać Alberto González, Norberto Menéndez i Brazylijczyk Paulo Valentim. Towarzystwo rzeczywiście doborowe, ale Corbatta dobrze wkomponował się w zespół. Duża w tym zasługa trenera José D’Amico, z którym spotkali się wcześniej w Racingu.

Swój pierwszy mecz w nowych barwach rozegrał 9 lutego 1963 r. Boca rozgrywało tego dnia towarzyskie spotkanie z trzecioligowym zespołem Villa Dálmine. Zgodnie z planem wygrali 2:1, a Corbatta debiut uświetnił bramką. W kwietniu rozpoczęła się rywalizacja w Copa Libertadores. Boca co prawda przegrało pierwszy mecz w Asunción z Olimpią, ale w rewanżu wygrali 5:3, a jedną z bramek strzelił Corbatta.

Dwa tygodnie później startowały zmagania ligowe. Tu również Omar pokazał się z całkiem dobrej strony. Boca pewnie wygrało z Argentinos Juniors 4:1, a Corbatta popisał się celnym uderzeniem z rzutu wolnego. Początek był więc całkiem obiecujący. To były jednak tylko przebłyski, a kibice po piłkarzu, którego sprowadzono za tak duże pieniądze, spodziewali się dużo więcej. Wkrótce pojawiły się głosy, żeby przesunąć go do rezerw, a sam zawodnik spotykał się z coraz większą niechęcią trybun.

Jednak w niedzielne popołudnie 19 maja zaliczył występ, którym choć na chwilę zamknął usta krytykom. Boca wygrało na własnym boisku 3:0; Vélez Sarsfield, a Corbatta strzelił wszystkie gole (w tym dwa z rzutów karnych). Zanim jednak wpisał się na listę strzelców, musiał znosić wrogie reakcje kibiców za każdym razem, gdy dotykał piłkę. Wzniósł się ponad to i będąc najlepszym na boisku, stał się jednym z architektów wygranej.

Wierzcie lub nie, ale Boca, które poczyniło milionowe inwestycje, potrzebowało gry swojego łysego środkowego napastnika Rojasa i pomocy prześladowanego Corbatty, żeby pokonać Vélez – pisano na łamach Clarín.

Niestety był to ostatni dobry występ Omara w barwach Boca. Po kolejnych dwóch ligowych kolejkach, w których drużyna rozczarowała, Alberto J. Armando podziękował za pracę José D’Amico, po którym stery przejął Adolfo Pedernera. Corbatta zdołał jeszcze rozegrać parę spotkań i strzelił nawet gola w meczu z Independiente, ale wkrótce został odstawiony na boczny tor. Sanfilippo po latach zwracał uwagę, że Pedernera nie potrafił właściwie zarządzać ludźmi i przez to wielu graczom brakowało pewności.

Corbatta w bawrach Boca

Rok 1963 miał być rokiem Corbatty, ale skończyło się na szumnych zapowiedziach i rozczarowaniu. Kolejne miesiące wcale nie przyniosły poprawy. Dość powiedzieć, że w następnych dwóch sezonach Corbatta ledwie sześć razy wybiegał na ligowe boiska i raz tylko trafił do siatki. Co prawda miał dzięki temu swój minimalny wkład w dwa tytuły mistrzowskie, ale nie po to tutaj przychodził. Miał być jednym z liderów. Kiedy Rattína zapytano o wspomnienia związane z Omarem, ze smutkiem przyznał, że nie ich zbyt wiele.

Był świetnym graczem, ale miał problemy. Tym, który bardzo się nim zaopiekował, był Carmelo Simeone – mówił.

Kiedy w grudniu 1963 r. Boca Juniors wybierało się na tournée po Europie, wszyscy w zespole mieli świadomość, z jakimi problemami zmaga się Corbatta. W Hiszpanii w ambasadzie argentyńskiej wydano specjalne przyjęcie, na które zaproszono całą delegację. Do jedzenia podano wino, co okazało się zgubne dla Omara. Upił się i stracił nad sobą kontrolę do tego stopnia, że rezerwowy José María Silvero musiał go wyprowadzić. Od tej chwili Simeone zaczął go pilnować jak oka w głowie. Był dwa lata starszy od Corbatty, ale polubił go i chciał mu pomóc. Nie odstępował go na krok i do końca wyjazdu pilnował, żeby Corbatta trzymał się z daleka od alkoholu.

Wszyscy go kochali. Loco czerpał czystą radość z gry na boisku. Ale kiedy rozmawiałeś z nim o jego problemach, nie słuchał. Obserwowałem go w hotelach, w których mieszkaliśmy i zawsze był zdenerwowany. Corbatta był geniuszem z sąsiedztwa, nie lubił komfortu – wspominał Sanfilippo.

Mimo że do końca tournée nie przydarzyła mu się już żadna wpadka, to u Pedernery był już skreślony. Po powrocie do kraju został odsunięty od drużyny i musiało minąć sporo czasu, zanim wrócił na boisko.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…