Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Kolumbijska codzienność

Razem z Silvią zamieszkali w piętrowym domu z szarego kamienia w dzielnicy Calasanz, gdzie swoje mieszkania mieli też inni Argentyńczycy grający w DIM. Corbatta lubił przesiadywać na balkonie, gdzie przy piwie i papierosie obserwował biegające za piłką dzieci z sąsiedztwa. Często motywował maluchy do lepszej gry, mówiąc, że drużynie, która wygra, rzuci kilka peso. Innym razem zachętą były gazowane napoje, albo ciasteczka. Mimo że w okolicy mieszkali też inni piłkarze, to żaden nie miał tak dobrego kontaktu z dzieciakami, jak Corbatta. Kiedy wracał ze sklepu ze skrzynką piwa, czasami przystawał i sam dołączał do gry. Przeważnie dogrywał im piłki na głowę, a jak uderzał ze stojącej piłki, to zawsze mówił, gdzie trafi futbolówka. Jednak pewnego popołudnia jego precyzja i dokładność zawiodły.

Był róg i poprosiliśmy Corbattę, żeby go wykonał. Uderzył piłkę i trafił w okno swojego sąsiada, Don Enrique, człowieka z Bogoty, którego nie chcieliśmy w sąsiedztwie. Wszyscy zaczęliśmy się chować przestraszeni, a on razem z nami uciekał, żeby się ukryć – opowiadał William Builes, który mieszkał w tym samym budynku, co Corbatta.

Silvia również dobrze czuła się w ich towarzystwie, a w upalne dni przygotowywała napoje, którymi razem z Omarem częstowali bawiące się dzieci. Czasem dorzucili też parę drobnych na jakieś słodycze. Wielu sąsiadów Corbatty z tamtych czasów zapamiętało go jako bardzo miłego i wesołego człowieka.

Corbatta z dziećmi na okładce El Gráfico
Dobry kontakt z dziećmi miał już w Argentynie. Tutaj Corbatta na okładce El Gráfico w marcu 1959 r.;
źródło: Wikimedia Commons/El Gráfico z 12 marca 1959 r., wydanie 2061.

W czerwcu 1966 r. w parafii San José de Calasanz w Medellín Silvia i Omar się pobrali. Przed ślubem pojawiły się wątpliwości, czy Corbatta jest ochrzczony. Sam piłkarz twierdził, że nie, więc ksiądz Carmelo García udzielił mu kilku lekcji, które miały go przygotować do sakramentu. Zauważył jednak, że Corbatta całkiem dobrze orientuje się w kwestiach wiary i wysłał zapytanie do La Platy, czy Omar został tam ochrzczony. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi nie było już przeszkód na drodze do małżeństwa i udzielił parze sakramentu.

Ten sam ksiądz pomógł im też w adopcji dwójki dzieci, które trafiły do nich krótko po przyjściu na świat. Dziewczynce dali na imię Iliana, a chłopcu Omar. Ich sąsiedzi potraktowali to jako akt wielkiej miłości i cieszyli się razem z nimi. Sami niestety nie mogli mieć dzieci przez problemy ze zdrowiem Silvii. To ona także nie chciała, żeby dzieci wiedziały, że są adoptowane i zawsze im mówiła, że urodziły się w domu przy asyście położnej. Mimo że nie było żadnych zdjęć Silvii w ciąży, a dzieci nie miały żadnych cech rodziców, to przez lata nikomu nie przyszło do głowy temu zaprzeczać (choć Omar wspominał o adopcji w jednym z wywiadów już w 1980 r.). Prawda wyszła na jaw dopiero po wielu latach i była dla Iliany i Omara niemałym szokiem.

W Medellín rodzina Corabttów wiodła dość spokojne i skromne życie. Mimo że Omar był gwiazdą, to wolał spędzać czas w domu. Od czasu do czasu odwiedzali go też koledzy z drużyny, a wtedy wspólne biesiadowanie nieraz przeciągało się do rana. Silvia nie miała z tym problemu i chętnie przygotowywała gościom gulasz z makaronem, albo grillowane steki. Zdecydowanie bardziej wolała mieć męża przy sobie, niż żeby włóczył się po mieście. Lubiła przyjmować gości, ale przede wszystkim liczyła się dla niej bliskość Omara. Corbatta bardzo rzadko też wychodził wieczorami. Głównie dlatego, że pieczę nad pieniędzmi sprawowała w domu Silvia, która zapobiegała w ten sposób marnotrawstwu męża.

Piłkarz znalazł jednak sposób, żeby odłożyć trochę drobnych, które chował przed żoną w bucie schowanym w szafie. Gdy już uzbierał wystarczającą sumę, ruszał w miasto razem z kolegami z drużyny. Najczęściej wybierali się do popularnej dzielnicy Guayaquil w centrum Medellín, gdzie pełno było nocnych lokali i prostytutek. Widok piłkarzy siedzących w oparach dymu i popijających piwo nikogo wtedy nie dziwił. Na Corbattę zawsze jednak patrzono z szacunkiem, na jaki zasługują idole.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…