Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Sprzedawca książek

Corbatta z żoną i dziećmi znowu zamieszkał w dzielnicy Calasanz, ale w nieco innej okolicy niż poprzednio. Wiedli spokojne życie, Silvia nie nawiązywała bliższych relacji z żonami innych piłkarzy, a Omar większość czasu spędzał w domu. Zaprzyjaźnił się też z sąsiadem o imieniu Guillermo, z którym często popijali razem piwo. Nydia – żona Guillermo – przygotowywała im sancocho, czyli tradycyjną kolumbijską zupę z kurczakiem, kukurydzą i ziemniakami, która była przysmakiem Omara.

Silvia była piękna, miała piękne ciało. Omar był wyjątkową osobą, bardzo dobrą. Byli bardzo swojscy i dobrze się dogadywali, nigdy nie traktowali się źle. Naprawdę się kochali. Omar i Silvia nigdy nie traktowali się źle i nigdy nie byli wplątani w żadne skandale. Nie mieli luksusów. Nie mieli samochodu. Czasami przyjeżdżał tu klubowy autobus – wspominała po latach swoich dawnych sąsiadów Nydia.

W Medellín nigdy nie opływali w luksusy, ale problemy finansowe klubu sprawiły, że musieli żyć skromniej niż wcześniej. Wielu piłkarzy szukało jakiś dodatkowych zajęć poza futbolem, żeby zwyczajnie sobie dorobić. Rodolfo Ávila i Edgardo López otworzyli restaurację, Perfecto Rodríguez i Héctor Molina założyli sklep sportowy, a Ramón García z Germánem Acerosem sklep obuwniczy. Z kolei Corbatta, który nie umiał czytać i pisać, zaczął sprzedawać książki. W ten biznes wkręcił go Molina, który początkowo sam się tym zajmował. Jego kolega zajmował kierownicze stanowisko w wydawnictwie Plaza & Janés i zapewniał towar, a Molina miał się zająć wynajęciem biura i znalezieniem sprzedawców.

Po jakimś czasie wpadł na pomysł, że dzięki swojej popularności w tej roli dobrze sprawdziłby się Corbatta. Z każdej sprzedanej książki otrzymywał dziesięć procent, a sprzedawał ich całkiem sporo. Wielu klientów przychodziło głównie ze względu na niego, chcąc też przy okazji zrobić sobie razem z nim zdjęcie. W pracy nie przeszkadzał mu fakt, że sam nigdy żadnej książki nie przeczytał, bo zawsze obok był inny sprzedawca, który mógł udzielić bardziej szczegółowych informacji na temat konkretnej pozycji. Corbatta miał tylko ładnie wyglądać i być miłym dla ludzi. Praca pozwoliła mu nieco podreperować domowy budżet, ale nie trwało to zbyt długo. Omar nie chciał mieć zbyt dużo zobowiązań poza piłką, a dodatkowo źle się czuł na spotkaniach z innymi sprzedawcami, gdzie wręczano mu długopis i notatnik, żeby mógł notować to, co było na nich omawiane.

Znowu bardzo dobrze prezentował się na treningach. Często urozmaicał je sobie i kolegom różnymi konkursami czy popisami. Lubił wieszać ręczniki na poprzeczce i potem trafiać w nie futbolówką. Swoimi umiejętnościami przyciągał na treningi nie tylko fanów DIM, ale zdarzało się też, że chętnie podziwiali go kibice Atlético Nacional. Darzyli go dużym szacunkiem i cieszyli się, że piłkarz tej klasy gra w Medellín. Widok Corbatty w barze Atlenal, który był miejscem spotkań fanów Atlético, nikogo wówczas nie dziwił.

Jednak do barów Corbatta nie zaglądał zbyt często, bo żona ciągle go kontrolowała. To ona rządziła w domu pieniędzmi i pilnowała, żeby mąż nie przesiadywał zbyt długo poza domem. Wolała go mieć pod kontrolą, nawet pijanego, ale w domu niż na mieście. W oczach kolegów Omara z zespołu była bardzo zaborczą kobietą, a niektórzy zarzekali się nawet, że uprawiała czary, żeby kontrolować męża.

Doświadczyłem tego pewnego popołudnia, kiedy graliśmy w bilard. Byliśmy razem z Gallego i Santamaríą, a Omar zaczął się niepokoić i chciał wracać. „Poczekaj stary, skończymy grać” – powiedzieliśmy mu. Ale to do niego nie docierało i w końcu wyszedł. Mówiono, że Silvia zapaliła papierosa i wypuszczając dym, powiedziała „za pół godziny mam go w domu”. To go prześladowało – opowiadał Alfonso Jaramillo.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…