Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Przedwczesny powrót

Trener Fonnegra również pilnował, żeby jego podopieczni zbyt często nie pojawiali się w barach. Oszczędności w klubie spowodowały, że przed meczami u siebie zawodnicy nie zbierali się już razem w hotelu, ale spali w swoich domach. Spotykali się w dniu meczu i po wspólnym posiłku udawali się na stadion. Szkoleniowiec, żeby mieć pewność, że zawodnicy poprzedni wieczór spędzają grzecznie, dzwonił do nich i sprawdzał w ten sposób, czy są w domu. Początkowo dzwonił o 21:00, ale po pół godziny niektórzy i tak wychodzili na miasto. W końcu więc zaczął dzwonić o 23:00, kiedy już było zbyt późno na wyjście. Ale i na to piłkarze znaleźli sposób. Prosili wtedy żony albo matki, żeby powiedziały, że ci już śpią, a trener nie chcąc ich budzić, wierzył w te zapewnienia.

Canocho Echeverry powiedział mi dużo później, że tak robili, ale to był mój jedyny sposób na utrzymanie ich pod kontrolą, nie miałem innego wyjścia – mówił po latach trener Fonnegra.

Dodatkowo w każdy wtorek po poniedziałkowym wolnym zbierał zawodników na środku boiska i jeśli któryś z piłkarzy podpadł przed meczem lub spóźnił się na trening, musiał zapłacić karę. Trzeba ją było uregulować przed końcem tygodnia, a pieniądze były przeznaczane na mięso, które miało później trafić na grill.

Pierwszy swój sezon po powrocie Corbatta z kolegami zakończyli w środku tabeli. Jak na klub borykający się ze sporymi kłopotami finansowymi, wynik ten był całkiem niezły. W 1969 r. trener Fonnegra ustąpił ze stanowiska i zastąpił go Hector Molina. To właśnie z Moliną w roli trenera Corbatta zaliczył jeden ze swoich najbardziej spektakularnych występów w Kolumbii. 25 maja 1969 r. w Ibagué DIM rozbiło Deportes Tolima aż 8:3. Jak pisał Wall, Corbatta tym meczem zbudował swoje wielkie dzieło sztuki w Kolumbii i to ten występ jest pierwszym skojarzeniem z grą Omara w DIM.

Powiedział mi, że nie chce biegać i grać na jako „ósemka”. Ale w końcu go przekonałem i się przełamał. Potem przyszedł do hotelu, żeby ze mną porozmawiać, a ja mu powiedziałem „Widziałeś, jakie to łatwe?”. Dzięki temu przekonałem go, żeby dalej grał na tej pozycji. Ale budowa ciała już mu nie pomagała. Nie nadawał się już wtedy, żeby grać jako „ósemka” ani „siódemka” – wspominał Molina.

Niestety wkrótce później zespół zaczął grać coraz słabiej. Nie potrafił wygrywać ani na swoim terenie, ani tym bardziej na wyjeździe. Najbardziej bolesna była porażka 0:6 z Deportes Quindío. Wkrótce potem Molina musiał pożegnać się z posadą, a Alfonso Arriola za wszelką cenę próbował z powrotem ściągnąć Fonnegrę. Oliwy do ognia dolał syn prezesa – Mauricio, który pomagał w rozwiązaniu problemów finansowych i który jako głównego winowajcę słabej postawy drużyny wskazał Omara.

Rak zespołu nazywa się Orestes Omar Corbatta – powiedział Mauricio dziennikarzom.

Dodatkowo zapewnił dziennikarzy, że piłkarz zostanie zwolniony z klubu. Corbatta dowiedział się o tym od żony, która przeczytała o tym w prasie. Wściekły na takie potraktowanie Omar udał się do biura Arrioli i zaczął się z nim wykłócać. Razem z nim była też Silvia, która również nie przebierała w słowach. Krzyki i obelgi były tak głośne, że całe towarzystwo trzeba było rozdzielać, żeby nie skończyło się na rękoczynach.

To był skandal, na który instytucja taka jak DIM nie zasługuje – oburzano się na łamach El Colombiano.

Arriola zagroził, że albo on odejdzie, albo Corbatta. Dla Omara był to ostateczny koniec pobytu w Medellín. Opuścił drużynę pod koniec sierpnia 1969 r. Kilkanaście miesięcy później klub popadł w jeszcze większe kłopoty i wkrótce przestał być własnością rodziny Arriola.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…