Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Corbatta w Patagonii

Położone w prowincji Río Negro miasto General Roca znajdowało się na peryferiach wielkiego futbolu. Piłkarskie życie kraju koncentrowało się wokół Buenos Aires, a jeśli jakaś klasowa drużyna trafiła w te strony, to przeważnie podczas przedsezonowych przygotowań. Kierownictwo klubu było bardzo podekscytowane, że udało im się sprowadzić gracza z tak dużym nazwiskiem. Liczyli, że Corbatta stanie się lokalną gwiazdą, przyciągnie na stadion więcej kibiców i zwróci uwagę krajowej prasy na ten region. Dla miejscowych piłkarz stał się namiastką wielkiego futbolowego świata. Mimo że nie mieli telewizji, to doskonale wiedzieli, kim jest Omar i wielu znało jego historię. Kiedy dowiedzieli się, że Corbatta przybył do miasta, to niemal oszaleli ze szczęścia i nie mogli w to uwierzyć.

Corbatta zamieszkał w pensjonacie, który prowadziła Corina Navarro. Była ona wdową i po śmierci męża na tyłach domu zbudowała kilka pokoi do wynajęcia, co miało zapewnić utrzymanie jej i ósemce jej dzieci. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba było zapewnić Omarowi, były piłkarskie buty, bo tradycyjnie już swoich nie posiadał. Jego prezentacja w nowej drużynie odbyła się w siedzibie klubu przy ulicy Tucumán. Corbatta wyjaśniał, że ustalił z trenerem Mirandą, że nie będzie grał na skrzydle, ale w środku. Powiedział też, że oprócz gry na boisku będzie pomagał w szkoleniu. Dodatkowo opowiadał o najlepszych latach kariery, występach w reprezentacji i znakomitym turnieju w Limie.

Corbatta, kiedy przybył, był bardzo zniszczony, ale zaczął grać i zajął moje miejsce – wspominał Norberto Berlatto.

Trener Miranda dobrze jednak zdawał sobie sprawę ze słabości Corbatty i poprosił Berlatto, żeby zawsze był gotowy do gry, bo nie wiadomo było, kiedy Omar zgłosi niedyspozycję. Czasami grał całą połowę, a innym razem już po pół godziny nie był w stanie dalej grać i konieczna była zmiana.

Pierwszy raz w błękitno-białej koszulce nowego klubu zagrał w miniturnieju, który zorganizowano z okazji przybycia nowych graczy. W niedzielę 16 maja 1971 r. ulice General Roca się wyludniły i wszyscy udali się na stadion. W imprezie oprócz Tiro Federal wzięły też udział zespoły Italia Unida, Círculo Italiano i Pacífico. Tiro najpierw wygrało z Pacífico 3:0, a potem w finale rozbiło 5:1 Italię Unida, która wcześniej 1:0 pokonała Círculo Italiano. Corbatta bramki co prawda nie zdobył, ale swoją grą wzbudził zachwyt kibiców i miejscowej prasy.

Corbatta, fundamentalny element zespołu. Wielkie otwarcie. Zawsze bez krycia. Grał i tworzył grę. Kiedy uderzał, to jego strzały były jak pół gola, a kiedy chciał wejść z głębi, to robił to od ręki. Do tego wszystkiego dołożył dwa lub trzy genialne zagrania, które uświetniły ten znakomity występ – pisano po meczu na łamach kroniki Río Negro.

Ciągle jednak brakowało oficjalnego potwierdzenia, że cała trójka dołączy do klubu. Piłkarze oczekiwali regularnej pensji, a także premii i nagród dla siebie. Bez tego nie zamierzali zostać w General Roca. Prezes Himerio Martínez nie mógł im jednak tego zapewnić. Jedyne, co mógł zaoferować to zakwaterowanie, wyżywienie i kilka diet. Żeby przekonać ich do pozostania, zaproponował im normalną pracę. Musieli tylko się zdecydować, co chcieliby robić. Mieli do wyboru pracę na dworcu kolejowym, gdzie liczyliby skrzynki jabłek przygotowywane do transportu, mogli też jako cywile wykonywać prace biurowe na komisariacie albo pracować jako kasjerzy w banku. Zawodnicy stwierdzili jednak, że jeśli mają pracować, to wolą wrócić do Buenos Aires. Wtedy Martínez wymyślił, że w trójkę mogą prowadzić sklep obuwniczy, gdzie głównym magnesem dla klientów miał być oczywiście Corbatta, ale ten pomysł też szybko upadł. Wreszcie prezes zaprosił ich do swojego biura, żeby podjęli ostateczną decyzję.

Rosciglione i Zagari poszli tam sami, bo Corbatta wyjaśnił im, że nie może im towarzyszyć, ponieważ musiał zjeść przygotowanego dla niego indyka na farmie. Kiedy obaj stanęli przed prezesem, ten zapytał, czemu wreszcie się nie zgodzą zostać, tak, jak Omar, który podjął już decyzję. To dlatego Corbatta nie poszedł z nimi – już wcześniej dogadał się z prezesem. Rosciglione i Zagari jeszcze tej samej nocy udali się na dworzec, żeby wrócić do stolicy. Omar ich odprowadził, a na pytanie dlaczego chce zostać, odpowiedział, że oni obaj mają przecież rodziny, a on sam praktycznie nie ma do czego wracać.

Tito Federal było amatorskim zespołem, choć zdyscyplinowany i bardzo ambitny trener Jorge Miranda próbował narzucić zawodnikom nieco bardziej profesjonalny rygor. Dbał o przygotowanie fizyczne i dietę piłkarzy, a także bardzo dużą wagę przywiązywał do meczowej taktyki. Drużyna trenowała jednak tylko dwa razy w tygodniu, wieczorami, kiedy większość zawodników skończyła swój dzień pracy, więc szkoleniowcowi ciężko było wykrzesać maksimum z piłkarzy.

Corbatta na treningach się nie przemęczał. Trochę pobiegał i pograł z kolegami, a potem ruszał w swój rajd po miejscowych barach i knajpach. W klubach grywały lokalne zespoły, a na parkietach królowały tango, milonga, bolero, cumbia i rock’n’roll. Omara jednak najczęściej można było spotkać przy barze, gdzie raczył znajomych swoimi opowieściami. Obojętnie czy odwiedzał akurat cukiernię, kawiarnię czy kręgielnię, to zawsze znajdował się ktoś, z kim mógł porozmawiać o piłce i kto zapraszał go na jedzenie czy drinka.

Miranda starał się pilnować swoich graczy i często incognito przechadzał się po barach, a kiedy spotkał jakiegoś swojego zawodnika, natychmiast odsyłał go do domu. Pomagało mu w tym dwóch niepijących napastników Carlo Carosanti i Cacho Montoto, którzy szczególną uwagę mieli zwracać na Corbattę. Kiedy któryś z nich spotykał Omara, to odwoził go do pensjonatu Coriny Navarro. Nie zawsze było to proste, bo czasami piłkarz się upierał, żeby jeszcze chwilę zostać. Koledzy jednak pozostawali niewzruszeni i zabierali kolegę do domu. Miranda kontrolował Corbattę nawet w pensjonacie. Często pilnował go wieczorami, próbując nie spać, ale Omar nawet wtedy potrafił się wymknąć. Czekał, aż trener zaśnie lub samochód, który go odstawił, odjedzie i wtedy ponownie wychodził. Trener próbował go przekonać do zmiany zachowania. Uświadamiał go, że musi być bardziej odpowiedzialny, jeśli chce dalej grać w drużynie. Jednak uzależniony Corbatta nawet jeśli wiedział, że robi źle, nie był w stanie przeciwstawić się nałogowi.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…