Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Anegdoty i podsumowanie

Żeby nie kończyć w takim smutnym nastroju, myślę, że warto przytoczyć kilka anegdot z Corbattą w roli głównej.

Często swoim znakomitym dryblingiem wyprowadzał przeciwników z równowagi. W meczu z Urugwajem tak kręcił obrońcą Pepe Sasíą, że ten, kiedy go sfaulował i powalił na ziemię, uderzył go w twarz, wybijając mu przedniego zęba. Innym razem w meczu z Independiente urugwajski obrońca Alcides Silveira tak bardzo dawał mu się we znaki swoją ostrą grą, że Corbatta w pewnym momencie schował się za kordon służb porządkowych otaczających boisko.

Kiedy przed jednym z meczów dowiedział się, że Héctor Sosa obchodzi w tym dniu urodziny, powiedział mu, że nie ma prezentu, ale dogra mu dwie bramki. I rzeczywiście Sosa strzelił dwa gole po wypieszczonych centrach Omara. W czasie jednego z przedmeczowych zgrupowań uciekł, żeby spotkać się z dziewczyną i wrócił o 6:00 rano całkowicie pijany na kilka godzin przed meczem z Independiente. Kiedy Tita Mattiusi zobaczyła go w tym stanie, wrzuciła go pod zimny prysznic, ale niewiele to pomogło, więc powtórzyła tę czynność jeszcze dwukrotnie. Mimo to kiedy Corbatta się ubierał, ciągle kręciło mu się w głowie i miał problem z zawiązaniem sznurówek. Kiedy wychodził na boisko, powiedział do Beléna, żeby mu nie podawał, bo nie widzi piłki.

Ale on mnie zignorował. Ciągle dogrywał mi piłkę, a ja przysięgam, widziałem ją podwójnie, próbowałem ją zatrzymać klatką piersiową… Zatrzymałem jedną piłkę, a druga, ta prawdziwa, minęła mnie obok. Po chwili nie wiem jak, założyłem siatkę kryjącemu mnie obrońcy i nagle się obudziłem i wszystko minęło. Strzeliłem dwie bramki, grałem jak bestia, wygraliśmy – opowiadał Corbatta po latach.

W czasie jego pobytu w General Roca wybrał się z kolegami do Buenos Aires. Po drodze zatrzymali się, żeby w jednym z barów obejrzeć mecz Racingu, który grał z Vélez. Kiedy weszli do środka i kiedy ludzie zorientowali się, że w lokalu zjawił się wielki Corbatta, to nie przestawaili go witać i przytulać. Wszyscy chcieli go zobaczyć i dotknąć.

Corbatta był zdenerwowany wśród fanów. Poprosił mnie o papierosy i moczył śliną palce, żeby zwilżyć włosy i założyć ja za ucho. Zawsze miał ten tik. W pewnym momencie Racing dostał rzut karny, a ludzie zaczęli do niego krzyczeć „Wejdź, Loco!”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ten facet był naprawdę świetny – opowiadał Fernando Bertuzzi.

***

Podobnych historii jest całe mnóstwo. Wszędzie, gdzie się pojawiał, wzbudzał wielki entuzjazm wśród miłośników futbolu. Każdy, kto spotkał go na swojej piłkarskiej drodze, wspomina go jako wybitnego gracza. Wielu zwracało uwagę na jego precyzję i niesamowitą kontrolę nad piłką, którą porównał kiedyś do kobiety:

Jeśli masz kobietę i ją uderzysz, to co się stanie? Pewnie pomyślisz, że już więcej z tobą nie zostanie… Dlatego zawsze ją pieściłem, to była moja miłość, jak mógłbym ją uderzyć… Dlatego zawsze miałem ją przy sobie, robiłem z nią szalone rzeczy, ale nikt nie mógł mi jej zabrać. Inne rzeczy opuszczały mnie dość łatwo, ale nie piłka.

Dzisiaj czasy są zupełnie inne i na alkohol w sporcie już dawno nie ma miejsca. Świadomość społeczna problemu też jest coraz większa. Coraz więcej jest miejsc, gdzie można szukać pomocy. Istnieją różnego rodzaju poradnie, grupy wsparcia czy wspólnoty AA. Kiedy Corbatta zmagał się z nałogiem, to wszystko dopiero przebijało się do świadomości zwykłych ludzi.

Podobnych do Corbatty było wielu piłkarzy. Zastanawiające jest też to, że wśród zawodników, którzy popadli w alkoholizm tak wielu było skrzydłowymi. Mieli ogromny talent i często pochodzili ze społecznych nizin. Gra w piłkę pozwalała im poznać inny, nie zawsze lepszy świat. Często osamotnieni nie do końca radzili sobie z presją otoczenia. Szukali pocieszenia w alkoholu i stopniowo popadali w uzależnienie. Kiedy otoczenie starało się im pomóc, to niestety często bywało już za późno. Choć z drugiej strony przecież na trzeźwość nigdy nie jest za późno. Jest ona jednak dużym darem i nie każdemu jest dane jej dostąpić.

Ale warto próbować.

***

Na koniec tym, którzy są zaznajomieni z językiem hiszpańskim polecam film dokumentalny o Omarze, który wyreżyserował Martín Elordi:

Polecam też zajrzeć na stronę na Facebooku poświęconą Omarowi, gdzie znajdziecie wiele archiwalnych zdjęć.

BARTOSZ DWERNICKI

Źródła

Przy pisaniu posiłkowałem się następującymi publikacjami: