Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Dojrzewanie

Po opuszczeniu Estudiantes Corbatta ponownie zaczął pokazywać się na rozrywanych w La Placie mniej lub bardziej oficjalnych turniejach. Swoimi występami zwrócił uwagę dwóch mężczyzn z Chascomús, którzy szukali wzmocnień do swojego klubu. Byli to Héctor Noya, który był właścicielem sklepu rowerowego i prezesem Juverlandii oraz jego szwagier Osvaldo Diani. Corbatta zrobił na nich duże wrażenie swoim dryblingiem i gołym okiem widać było, że ma nieprzeciętny talent.

Matka Corbatty powiedziała nam, że syn nie ma obuwia, więc musieliśmy to załatwić. Kupiliśmy mu też spodnie i koszule – opowiadał Alejandro Wallowi Osvlado Diani.

Corbatta zmienił klub, ale nie zmienił miejsca zamieszkania. Ciągle mieszkał z matką i wolał co tydzień dojeżdżać 80 kilometrów do Chascomús. Mecze rozgrywano w niedziele, więc Omar wyjeżdżał z domu już w sobotę. W Chascomús miał zapewniony nocleg u brata prezesa, a po niedzielnych zawodach wracał do La Platy. Funkcjonował tak przez dwa lata. W nowym zespole dość szybko znalazł wspólny język z jednym z chłopaków, który też nocował u Noyi. Wkrótce obaj coraz więcej czasu zaczęli spędzać w miejscowych barach. Corbatta pozbawiony matczynej kontroli po raz pierwszy poczuł namiastkę wolności i skrzętnie starał się ją wykorzystać. Razem z kolegą często wymykali się wieczorami, więc włodarze klubu, żeby ukrócić te występki, przyprowadzali im na noc psa, który miał ich pilnować.

Juverlandia brała udział w rozgrywkach lokalnej Ligi Chascomunense. Nigdy wcześniej nie odnosiła sukcesów, ale zmieniło się to w 1954 r. Wtedy to grająca w zielono-białych koszulkach drużyna po raz pierwszy w historii wygrała ligę. Dla Corbatty był to pierwszy poważny sukces, który co prawda zblednie przy innych triumfach, ale to po nim stało się jasne, że Omar musi trafić do lepszej ekipy, żeby móc się rozwijać.

Niedługo później uwagę na młodego skrzydłowego zwrócił jeden z największych klubów w kraju – Racing Club de Avellaneda. Zespół La Academia, jak określają go kibice, trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Argentyny w latach 1949-51. 3 września 1950 r. oddano do użytku nowy stadion, który był wówczas jednym z największych i najnowocześniejszych obiektów w kraju. Estadio Presidente Perón nazwany tak na cześć prezydenta kraju rok później był areną ceremonii otwarcia pierwszej edycji igrzysk panamerykańskich. Mimo posiadania tak zacnego patrona stadion wśród kibiców najczęściej funkcjonował jako El Cilindro de Avellaneda, lub po prostu El Coliseo. Połowa lat pięćdziesiątych to dla klubu czas przebudowy i odmłodzenia zespołu. W przyszłości jednym z liderów budowanej drużyny miał zostać właśnie Corbatta.

Okoliczności jego dołączenia do Racingu również jednak nie są całkowicie jasne i w całej tej historii pojawia się kilka nazwisk. Najbardziej rozpowszechniona wersja mówi, że Corbatta wpadł w oko człowiekowi o nazwisku Aparicio. Był on miłośnikiem klubu i często śledził mniejsze, bardziej prowincjonalne rozgrywki, szukając tam kandydatów do gry w klubie. Inna wersja mówi, że odpowiedzialnym za transfer Corbatty był Juan Silverio Oroz. Był piłkarzem i pochodził z Chascomús. W trakcie swojej kariery oprócz lokalnych drużyn grał też w Estudiantes, w Gimnasia y Esgrima i w Racingu. Raz pojawił się też na okładce prestiżowego El Gráfico. Oroz pragnął zakończyć karierę w rodzinnym mieście i wtedy właśnie zauważył Corbattę. Trzecim człowiekiem, który miał przyczynić się do zmiany klubu przez Omara był Julio Federico Vila. Był farmaceutą, mieszkał w Chascomús, a w Avellanedzie prowadził aptekę. Jako zapalony kibic nie opuszczał żadnego meczu i kiedy tylko zobaczył w akcji Corbattę, to bez wahania polecił chłopaka Racingowi. To on też miał prowadzić transferowe negocjacje. Racing zapłacił za młodego skrzydłowego 20 tys. peso, co odpowiadało ówczesnym 750 dolarom.

Całkiem możliwe, że wszyscy trzej panowie odegrali swoją rolę, każdy na innym etapie. Swoje trzy grosze do tej historii dorzucił też sam Corbatta. W 1963 r. w wywiadzie przeprowadzonym przez Osvaldo Ardizzone opowiadał, że po zdobyciu mistrzostwa był źle traktowany w klubie. Zgodził się na grę pod warunkiem, że po roku pozwolą mu odejść, ale bez jego wiedzy mieli go sprzedać za 14 tys. peso. Dodał też, że kiedy Apracio po niego przyjechał, żeby podpisać umowę, to uciekł na tyły domu matki. Szybko go jednak znaleźli i zabrali siłą, nie płacąc przy tym obiecanych dwóch tysięcy peso, które miał otrzymać z transferu. W tej samej rozmowie twierdził też, że kiedy razem z Racingiem przyjechał na mecz do Chascomús, to udał się do sklepu rowerowego prezesa. Miał tam w ramach rewanżu narobić szkód i zniszczyć sprzęt o wartości dokładnie dwóch tysięcy peso i dopiero po tym się uspokoił. Nikt jednak z osób, które pamiętają tamte czasy, nie potwierdza, że taka sytuacja miała kiedykolwiek miejsce.

Prowadziłem interesy i nic takiego się nigdy nie wydarzyło. Co więcej, za każdym razem, gdy wracał, zawsze był bardzo dobrze ubrany i przychodził, żeby z nami wyjść. Nie wiem, skąd to wziął – wspominał Osvaldo Diani.

Diani potwierdza jednak, że Corbatta faktycznie miał otrzymać dwa tysiące peso z transferu, ale miał się tym zająć już jego nowy klub.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…