Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Corbatta staje się El Loco

Rok po jego debiucie nikt już nawet nie próbował z niego żartować. Czarował na prawym skrzydle i nic nie robił sobie z rywali. Kiedy przejmował piłkę, to praktycznie nie szło mu jej odebrać. Przesuwał się między przeciwnikami dzięki swoim szybkim, elektrycznym ruchom, przez co nigdy nie wiedzieli oni, w którą stronę ruszy Corbatta.

„Loquito” Corbatta ma wszystko, żeby dołączyć do grona największych – pisał o nim Carlos Fontanarrosa w El Gráfico z 8 listopada 1957 r.

Loquito możemy przetłumaczyć jako szalony czy zwariowany. Rzeczywiście Corbatta taki był. Sam przyznawał, że nie miał nic przeciwko takiemu określeniu. Przyjął je dość naturalnie i wiedział, że nazywający go tak kibice, tak naprawdę są w nim zakochani. Kiedy jednak ktoś miałby tak na niego wołać na ulicy, wierząc, że rzeczywiście jest szalony, to wtedy by go to zmartwiło.

Nazwali mnie „szalonym”, ponieważ moja gra doprowadzała ich to do szaleństwa. Potrafiłem wziąć piłkę w jednym miejscu i pobiec z nią na drugą stronę. A oni biegli za mną, tak jak chciałem. Nikt nie robił tak szalonych rzeczy, jak ja – oceniał w wywiadzie z 1980 r.

Corbatta na okładce El Gráfico
Corbatta w koszulce klubowej Racingu na okładce El Gráfico w sierpniu 1956 r.;
źródło: Wikimedia Commons/El Gráfico z 31 sierpnia 1956 r., wydanie 1932.

Wśród wielu anegdot, które opisują jego boiskowe dokonania, jedna jest powtarzana szczególnie często. Niedługo po jego debiucie Racing grał spotkanie z Club Atlético Chacarita Juniors. Corbatta w pewnym momencie dostał piłkę na środku boiska i nieoczekiwanie pobiegł z nią w kierunku własnej bramki. Dobiegł do linii, zatrzymał się i ruszył w przeciwną stronę, po drodze ogrywając jeszcze dwóch graczy, którzy próbowali mu odebrać futbolówkę i na koniec dokładnym podaniem obsłużył Maschio. Nie był to odosobniony przypadek, bo Pedro Mansilla, który w 1961 r. razem z Corbattą był najlepszym strzelcem zespołu, przypomniał sobie podobną sytuację z meczu z Independiente.

Ruszył z piłką w kierunku ich bramki, ale kiedy znalazł się w polu karnym, to zawrócił. Federico Sacchi musiał go powstrzymać. Ale on zawsze tak robił. Był naprawdę szalony – wspominał po latach z uśmiechem Mansilla.

Sezon 1956 zakończył jako najlepszy strzelec zespołu z czternastoma golami na koncie. W tym samym roku do Racingu powrócił doświadczony Juan José Pizzuti, z którym Corbatta znakomicie rozumiał się na boisku. Wielce prawdopodobne, że to właśnie Pizzuti jako pierwszy określił Omara mianem El Arlequín. Nawiązywał w ten sposób do postaci błazna z włoskiej commedii dell’arte, który wykazywał się wielkim sprytem i zwinnością, zupełnie jak Corbatta z piłką przy nodze.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…