Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Racing wraca na tron

Po zajęciu przez klub czwartego miejsca w lidze w 1956 r. i trzeciego w kolejnym sezonie, włodarze uznali, że nadeszła pora na zmianę trenera. Tym, któremu powierzono opiekę nad zespołem był José Della Torre. Nie było to jego pierwsze zetknięcie z Racingiem, bo to właśnie on został zastąpiony w 1955 r. przez Saúla Ongaro, który wprowadzał Omara do zespołu.

Młody Corbatta razem z trenerem José Della Torre

Corbatta miał wówczas 22 lata i wchodził w swój najlepszy wiek. Nowy trener potrafił uwypuklić jego atuty i tak poukładać wszystkie klocki w drużynie, że Racing wszedł na wyższy poziom. Mimo że w 1957 r. po znakomitym występie w mistrzostwach kontynentu w Limie z klubem pożegnali się Maschio i Angelillo, którzy wyjechali do Włoch, to w 1958 r. zespół w niczym nie ustępował największym rywalom. Najlepszym tego dowodem są pewne wygrane nad takimi ekipami jak Newell’s (3:0 i 4:1), Independiente (4:1) Huracán (4:1), Lanús (4:0), Tigre (4:0), Argentinos (5:2), Gimnasia (4:1), River (3:2) i San Lorenzo (3:1). Mało kto potrafił wówczas znaleźć sposób na Corbattę i jego kolegów, a kibice jeszcze wiele lat później bez zająknięcia potrafili wymienić skład ataku drużyny, która na koniec sezonu okazała się najlepsza w stawce. W skład tego ofensywnego kwintetu wchodzili Corbatta, Juan José Pizzuti, Pedro Manfredini, Rubén Héctor Sosa i Raúl Belén.

Piątka grająca z przodu zawsze była wymienia z nazwiska, ponieważ wszyscy byliśmy dobrymi graczami. Belén był niezwykły. Corbatta pochodził z innej planety. Ale mieliśmy też niesamowity kręgosłup zespołu: Mario Negri w bramce, Norberto Anido i Juan Carlos Murúa jako obrońcy, a także Héctor Bono, Vladislao Cap i Julio Gianella. Byliśmy świetnym zespołem – wspominał po latach Pizzuti.

Odniesiony triumf był trzynastym tytułem mistrzowskim w historii klubu i pierwszym z czterech, jakie na argentyńskich boiskach święcił Corbatta. Jego wkład w wygranie ligi był nie do przecenienia. Grał bez kompleksów, ciągle z opuszczonymi getrami, które były dla niego na swój sposób wyrazem wolności. Wielu genialnych dryblerów w ferworze walki na boisku często zapomina, że futbol jest grą zespołową i na pierwszym miejscu stawiają własne korzyści. Corbatta potrafił jednak wykorzystać posiadany dar dla dobra zespołu.

Corbatta był inny. Był człowiekiem, który spieniężył swój talent i oddał go w służbie zespołowi – pisał Wall.

Jego wpływ na wyniki zespołu nie ograniczał się jedynie do dryblingów. Potrafił też znakomicie dogrywać kolegom, a z jego podań wiele bramek zdobywali Manfredini i Sosa. Sam też zdobywał gole, których w mistrzowskim sezonie uzbierał dziesięć. Cztery z nich padły po jego uderzeniach z rzutów karnych. To właśnie z tego elementu piłkarskiego rzemiosła uczynił swój kolejny wielki atut. Według statystyk magazynu El Gráfico Corbatta 45 razy podchodził do jedenastek. Pomylił się tylko sześć razy, co daje imponującą skuteczność na poziomie 86 procent. Nic więc dziwnego, że fani cieszyli się już z samego faktu podyktowania karnego, bo praktycznie pewne było, że padnie gol.

Sposobu na niego nie potrafił znaleźć nawet znakomity bramkarz River Plate Amadeo Carrizo. Na jednym z reprezentacyjnych zgrupowań obaj panowie urządzili sobie mały pojedynek. Zwycięsko z niego wyszedł Corbatta, który na 25 prób spudłował tylko raz, uderzając w słupek.

Zawsze zakładaliśmy się po treningach, a Corbattita uderzał dwa lub trzy razy. Był niezwyciężony. Posyłał piłkę wysoko, nigdy nie uderzał jej na średniej wysokości, przez co bramkarzowi bardzo trudno było ją sięgnąć, nawet jeśli właściwie udało mu się odgadnąć, w którą stronę poleci – opowiadał Carrizo.

Kiedy po karierze zapytano go w czym tkwił sekret tej skuteczności, odpowiedział, że zawsze zwracał uwagę na nogi bramkarza. Kątem oka starał się zauważyć, na której z nich rywal mocniej się opiera i w którą stronę się przechyla, a potem słał piłkę w przeciwny róg. Jeśli bramkarz się stał nieruchomo, to Corbatta mocnym uderzeniem kierował futbolówkę w okienko, gdzie golkiper nie był w stanie jej sięgnąć.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…