Oreste Osmar Corbatta – szalony czarodziej dryblingu, który przegrał z alkoholem

Corbatta

Sam talent niepoparty ciężką pracą nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces w piłce nożnej. W całej historii futbolu bez problemu znajdziemy wielu piłkarzy, którzy mimo posiadania ogromnego daru, z różnych względów nie potrafili w pełni go wykorzystać. Część z nich nie poradziła sobie z presją na najwyższym poziomie, innych osiągane sukcesy poniosły w mocno imprezową stronę lub zwyczajnie nie byli gotowi mentalnie na grę na najwyższym poziomie. Niektórym z kolei rozwój uniemożliwiły kontuzje. Swoje żniwo w świecie futbolu zbierał też alkohol, po który często sięgano, żeby uciec od problemów. To właśnie z alkoholem nierówną walkę toczył Oreste Osmar Corbatta, którego grę z rozrzewnieniem wspomina się w Argentynie do dzisiaj. Ale jego historię warto też poznać ku przestrodze.

Corbatta był postacią tyleż genialną, co tragiczną. Na boisku potrafił z piłką zrobić wszystko. Kiedy dostawał ją przy linii, to nie było sposobu, żeby mu ją odebrać. Imponował skutecznością z rzutów karnych, w ciągu całej swojej kariery przestrzelił z jedenastu metrów ledwie kilka razy. Potrafił też strzelać gole prosto z rzutów rożnych. Niejednokrotnie w swoich rajdach po skrzydle mijał rywali niczym slalomowe tyczki, czym wielu obrońców doprowadzał do rozpaczy. Doskonale umiał również obsłużyć kolegów podaniem, dzięki czemu zaliczał sporo asyst, których jednak nikt wówczas nie liczył.

Był jednym z motorów napędowych genialnej argentyńskiej reprezentacji, która w 1957 r. na turnieju w Limie nie pozostawiła rywalom złudzeń, kto jest najlepszy na kontynencie. W 1958 r. na szwedzkich mistrzostwach świata Corbatta jako pierwszy Argentyńczyk trafiał do siatki przeciwników w każdym grupowym meczu. Czterokrotnie zostawał mistrzem Argentyny. Swoją grą potrafił tak zachwycać, że na jego mecze przychodzili nawet kibice innych drużyn, tylko po to, żeby zobaczyć go w akcji. Na szczycie nie utrzymał się długo, bo ledwie parę lat, ale wystarczyło to, żeby oczarować swoimi umiejętnościami rzesze kibiców. Do dzisiaj jest wymieniany w gronie najlepszych prawoskrzydłowych argentyńskiej piłki, a dla wielu tych, którzy widzieli go w akcji, na zawsze pozostanie tym największym.

Jeśli w pierwszych dziesięcioleciach zorganizowanej gry w piłkę utrwaliła się idea osobistego stylu, wizerunek zwinnego, wolnego i cnotliwego piłkarza jako antyteza angielskiej szorstkości, to Corbatta był wyrazem tego mitu założycielskiego – pisał o nim w jego biografii Alejandro Wall.

Oreste Omar Corbatta był niesamowity na boisku, ale poza nim radził sobie gorzej;
źródło: Wikimedia Commons

Miał jednak drugą twarz, tę, którą prezentował poza boiskiem. Był członkiem niezapomnianych Los Ángeles Carasucias, czyli brudnych aniołów, ale kiedy prześledzimy jego życiorys, to bardziej niż brudny będzie do niego pasować określenie upadły anioł. Napisałem chwilę wcześniej, że na szczycie nie utrzymał się długo – właściwsze jednak byłoby stwierdzenie, że tego szczytu nigdy nie osiągnął. Nigdy nie dowiemy się bowiem, gdzie by doszedł, gdyby w pełni mógł rozwinąć swój talent.

Ten rozwój nie został jednak zahamowany przez kontuzję, wypadek czy tragedię. Corbatta przeszkodził sobie sam. Jeszcze jako młody człowiek zaczął z upodobaniem sięgać po szklaneczkę wina i później z czasem popadł w uzależnienie. Często określa się go jako argentyńskiego Garrinchę. Obaj panowie mieli wiele wspólnego. Kochali dryblować, pieścić i bawić się z piłką, ale równie mocno kochali nocne życie i alkohol. Obaj niestety też przedwcześnie odeszli z tego świata, nie mając przy sobie praktycznie niczego, oprócz wspomnień dawnych dni chwały.

Autor: Bartosz Dwernicki

Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Bartosz Dwernicki.