„Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol” – recenzja

Euro 1992 w Szwecji było ostatnim wielkim turniejem, na którym bramkarze mogli łapać piłki zagrane przez swoich kolegów z drużyny. Zabronienie im tego miało wielki wpływ na światowy futbol w kolejnych latach, a trenerzy z różnych krajów wprowadzali coraz to nowsze rozwiązania, które pozwalały im zdobywać najważniejsze trofea. Michael Cox postanowił opisać tę najnowszą historię zmian taktycznych i trendów piłkarskich w książce „Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol”. Ukazała się ona 29 kwietnia 2020 r. nakładem wydawnictwa SQN.

To druga książka Michaela Coxa, obie ukazały się po polsku. W 2018 r. SQN wydało kapitalną „Premier League. Historia taktyki w najlepszej piłkarskiej lidze świata”, która właściwie była o tym samym, tyle że ograniczała się wyłącznie do ligi angielskiej.

„The Mixer” to historia taktyki w Premier League, natomiast „Zonal Marking” (angielskie tytuły) to historia taktyki w Europie. Obie za swój początek obierają rok 1992, kiedy to diametralnie zmieniły się wymagania co do gry bramkarza i pośrednio obrońców. „Zonal Marking” (pol. krycie strefowe) to także tytuł bloga Michaela Coxa, na którym publikuje fachowe i cenione analizy taktyczne.

Pisze także regularnie dla „Guardiana” i „The Athletic”; generalnie mamy do czynienia z dziennikarzem, który już od kilku lat należy do światowej czołówki osób piszących o taktyce w futbolu. Jego pierwsza książka o taktyce w Premier League była niezwykle pozytywnym zaskoczeniem i jedną z najlepszych książek sportowych w 2018 r. Michael Cox z tej okazji odwiedził nawet Polskę, udzielił kilku ciekawych wywiadów, był także na meczu Legii z Lechem Poznań, po którym chwalił Sebastiana Szymańskiego. Nie może więc dziwić, że wydawnictwo SQN bardzo chętnie zakupiło prawa do jego drugiej książki. Czy tak samo dobrej jak pierwszej?

Spotkałem się z opiniami, że mimo wszystko “Zonal Marking” trochę odstaje od „Mixera”. Może coś w rodzaju syndromu artysty, który swoje największe dzieło stworzył na samym początku kariery, a potem już nie był w stanie mu dorównać? Jak nieżyjący już polski reżyser Ryszard Bugajski, który w 1982 r. nakręcił kapitalne (i bardzo odważne jak na tamte czasy) „Przesłuchanie” i później nie zdołał przez prawie 40 lat nakręcić filmu, który przebiłby ten pierwszy? Michael Cox to jednak nie jest ten przypadek.

„Gegenpressing i tiki-taka” oraz „Premier League” analizują taki sam przedział czasowy, jednak zasób materiału jest nieporównywalnie większy w przypadku nowszej książki. Opisując całą Europę, siłą rzeczy musiały pojawić się pewne uproszczenia, skróty itp. Na pewno można by się przyczepić do podziału okresu od 1992 do 2020 r. na siedem czteroletnich podokresów, z których każdy jest przypisany jednej nacji, akurat dominującej w futbolu.

Jest to dość duże uproszczenie, bo np. za lata portugalskiego przodownictwa autor uznał przedział 2004-2008, a przecież reprezentacja i jej lider Cristiano Ronaldo największe triumfy święcili w latach 2016-2018. Ktoś by się mógł też przyczepić, że lata 1998-2002 to okres dominacji francuskiej, podczas gdy oprócz reprezentacji, francuskie kluby nic wielkiego w Europie wówczas nie osiągnęły. Na pewno do tych czteroletnich okresów trzeba podejść z dystansem i nie interpretować ich w ten sposób, że skoro w 2008 r. Hiszpanie przejęli pałeczkę od Portugalczyków, to portugalska myśl futbolowa przestała się nagle liczyć. Ramy czasowe przyjęte przez autora ułatwiają podróż przez morze wielu idei futbolowych i je porządkują, ale podejdźmy do nich umownie.

Pamiętając o tym zastrzeżeniu, możemy przejść do ścisłej treści książki „Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol”. Michael Cox to człowiek rozumiejący niuanse taktyczne wielkiego futbolu jak mało kto, a w dodatku potrafi je bardzo klarownie tłumaczyć i opisywać. Jego wiedza na temat najnowszej historii futbolu jest imponująca, świetnie wskazuje mecze czy wręcz pojedyncze akcje, które były początkiem nowej jakości. Jednocześnie nie przynudza, nie skupia się zanadto na rozrysowywaniu różnych ustawień na boisku, lecz wartko prowadzi akcję.

Miłośnicy taktyki piłkarskiej znajdą świetne opracowanie na temat najlepszych rozwiązań w europejskiej piłce, natomiast zwyczajni miłośnicy futbolu mają do dyspozycji ciekawie i błyskotliwie napisaną historię najnowszej piłki nożnej. Kolejną zaletą jest też to, jak za pomocą chłodnej analizy Michael Cox obala pewne mity. Choćby Zinedine Zidane – był fantastycznym piłkarzem, który osiągnął wszystko; dzisiaj, zwłaszcza po trzech triumfach w Lidze Mistrzów z Realem, jego postać jest niemal idealizowana. Ale przecież nie zawsze było tak kolorowo:

Choć Zizou był bardziej asystentem niż strzelcem, bywało, że i ostatnie podania zdarzały mu się rzadko. W sezonie 1999/2000 asystował przy pierwszym golu Juventusu w Serie A (autorstwa Pippo Inzaghiego), później jednak nie udało mu się powtórzyć tej sztuki do końca rozgrywek. Trzykrotnie trafił z rzutu wolnego, ale zdobył tylko jedną bramkę z gry. Najbardziej ceniony piłkarz świata, grając z numerem 10 na plecach dla drużyny, która dominowała we Włoszech, zaliczył więc tyle samo trafień z gry co goli samobójczych (po jednym) i tyle samo asyst co czerwonych kartek (po jednej). Niezwykłe, że na Euro 2000 przedzierzgnął się nagle w gracza klasy światowej, ale ten schemat towarzyszył mu przez dużą część kariery. Właściciel Juventusu Gianni Agnelli wypowiedział pamiętne słowa, że Zidane „raczej dostarczał rozrywki, niż imponował efektywnością. (s. 168)

Po latach faktycznie przypominam sobie, że przed finałami MŚ w 1998 r. zastanawiałem się: czy naprawdę ten Zidane jest taki dobry, że wszyscy widzą w nim zbawienie reprezentacji Francji?

Pamiętałem go z występów w Juventusie głównie ze względu na charakterystyczną łysinę, ale jeśli mowa o wielkich ówczesnych gwiazdach, narzucało się kilka innych nazwisk, z samego Juventusu choćby Alessandro Del Piero.

Turniej finałowy w 1998 r. też nie był rewelacyjny w wykonaniu „Zizou”, ale dwie bramki w finale zbudowały jego legendę. Aby być dobrze zrozumianym – nie mówię, że Francuz był przeciętnym piłkarzem, bo był to z pewnością jeden z największych ludzi futbolu w historii.

Z tym że dzięki Michaelowi Coxowi możemy zobaczyć, że często znikał na długie okresy i dopiero wielkie imprezy wyzwalały w nim dodatkowe pokłady energii, dzięki którym zdobywał trofea. W sumie to jest też cechą wielkich, że najlepsi są wtedy, kiedy tego najbardziej potrzeba.

W przypadku „czterolecia niemieckiego” (2012-2016) pojawia się najwięcej wątków polskich ze względu na nasze ówczesne trio z Dortmundu pod wodzą Jürgena Kloppa, twórcy gegenpressingu. Może nawet nie tyle Klopp to wymyślił, co postanowił wprowadzić w życie i rozsławił, ponieważ Borussia pod jego wodzą zadziwiła Europę.

Gegenpressing zasadzał się w swojej istocie na jak najszybszej grze, a jego kwintesencją były kontry, czyli ogólnie rzecz biorąc – futbol wertykalny. W tym przypadku Michael Cox również potrafi niezwykle plastycznie wyjaśnić ideę na konkretnym przykładzie (tym milszym dla nas, że z udziałem trzech Polaków):

Godne zapamiętania były zwłaszcza dwa trafienia dortmundczyków. Przy wyniku 2:1 dla zespołu Kloppa Robben starał się rzucić krzyżową piłkę do Ribéry’ego, ale podanie przejął Łukasz Piszczek. Kto inny po prostu wywaliłby futbolówkę daleko w pole, ale polski prawy obrońca spokojnie zgrał ją do Błaszczykowskiego, otrzymał podanie zwrotne i rzucił długą piłkę do Lewandowskiego, który zgrał ją głową w stronę Kagawy, a potem wyszedł na pozycję i dostał od japońskiego rozgrywającego podanie w uliczkę, by w końcu pokonać Neuera. Dzięki grze z klepki, długiemu podaniu do przodu, kolejnej klepce i uderzeniu na bramkę z pierwszej piłki Borussia potrzebowała ledwie 12 sekund, by strzelić gola po przechwycie głęboko na własnej połowie. (s. 347)

Michael Cox świetnie zderza „stare” z „nowym” i analizuje, jak gegenpressing zrodził się w odpowiedzi na barcelońską tiki-takę. Co ciekawe, nawet Pep Guardiola, będąc już trenerem Bayernu Monachium, potrafił adaptować nowe osiągnięcia niemieckiej myśli taktycznej do swojej wersji tiki-taki. Poza bardzo dokładną analizą zjawisk taktycznych, mamy też całe multum ciekawostek.

Moją uwagę zwróciła choćby taka, że gdyby „Książę Paryża” Andrzej Woźniak w meczu eliminacji Euro 1996 na Parc des Princes zachował koncentrację do końca i nie przepuścił uderzenia z rzutu wolnego w wykonaniu Youri’ego Djorkaeffa, trener Aimé Jacquet zapewne straciłby posadę i do stworzenia wielkiej reprezentacji Francji, mistrzów świata (1998) i mistrzów Europy (2000), być może nigdy by nie doszło. Prawdziwy efekt motyla – gdyby Andrzej Woźniak nie wykonał przed uderzeniem kroku w złą stronę, historia europejskiej piłki nożnej mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej.

Takich ciekawostek, analiz, rozważań i po prostu niezwykłych w historii w książce Michaela Coxa jest dużo, dużo więcej. Po jego pierwszej książce obiecałem sobie wiele po „Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol” i mogę z ręką na sercu przyznać – nie zawiodłem się.

Jest to książka świetna merytorycznie, wypełniona świetnymi analizami i uwagami, opisująca wspaniałe historie, które podczas lektury odżywały w mojej głowie. Wiele razy odrywałem się od lektury, aby sprawdzić w internecie jakąś spektakularną akcję, np. gola Marca Overmarsa na 3:0 w meczu z MVV Maastricht po akcji, którą zainicjował Edwin van der Sar. Michael Cox napisał już drugą kapitalną książkę, obok której miłośnicy piłki nożnej nie mogą przejść obojętnie.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

KONKURS!

Przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest książka Michaela Coxa „Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol”. Aby wygrać, trzeba odpowiedzieć na poniższe pytanie:

W finale Ligi Mistrzów sezonu 1995/1996 Ajax mierzył się z Juventusem. Pod koniec meczu (był remis 1:1 i zanosiło się na dogrywkę) prawy obrońca Włochów Moreno Torricelli zaczął mieć problemy ze skurczami. Trener Holendrów Louis van Gaal wpuścił więc szybkiego skrzydłowego Nordina Wootera, który miał w dogrywce wykorzystać słabość włoskiego defensora. Trener Juve Marcello Lippi nie miał już do dyspozycji żadnej zmiany. W jaki sposób zapobiegł niebezpieczeństwu na swoim prawym skrzydle ze strony Wootera?

Na odpowiedzi czekamy pod adresem recenzje@rfbl.pl. Kto pierwszy, ten lepszy. Warunkiem jest oczywiście podanie poprawnej odpowiedzi na powyższe pytanie.