Wywiad: Michael Cox

Michael Cox
Michael Cox

Premier League. Historia taktyki w najlepszej piłkarskiej lidze świata” to debiutancka książka, której autorem jest angielski dziennikarz Michael Cox. Autor specjalizuje się w analizach taktyki piłkarskiej, które publikuje na swojej stronie Zonal Marking. Jest stałym współpracownikiem “Guardiana” i telewizji ESPN, pisał również dla “The Independent”. Do Polski zaprosiło go wydawnictwo Sine Qua Non z okazji premiery książki i dzięki ich uprzejmości mieliśmy okazję z nim porozmawiać.

Wśród dziennikarzy piszących o futbolu bardzo często można spotkać byłych piłkarzy, którym po prostu nie udało się zrobić zawodowej kariery. Jaka jest twoja historia? Grałeś może w jakimś klubie?

Ze smutkiem przyznaję, że nigdy nie pojawił się u mnie nawet cień szansy na karierę profesjonalnego piłkarza. W wieku 10-11 lat grałem w lidze niedzielnej, ale była to zwykła zabawa, która nigdy nie przekształciła się w coś poważniejszego. Odkąd pamiętam chciałem pisać o futbolu i po prostu ciężko pracowałem, aby tym się zawodowo zajmować. Natomiast zgadzam się – faktycznie, wielu ludzi z mojej branży marzyło o karierze futbolisty, ale najzwyczajniej w świecie byli za słabi.

Przenieśmy się teraz do 2010 r. Wspomniałeś w swojej książce, że właśnie wtedy Jonathan Wilson (autor m.in.: „Odwrócona piramida. Historia taktyki piłkarskiej”, „Bramkarz czyli outsider” czy „Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny”) i Philippe Auclair (napisał biografie Erica Cantony i Thierry’ego Henry’ego) zaprosili cię na drinka. W tym czasie powstała też twoja autorska strona z analizami taktycznymi Zonal Marking. Możemy powiedzieć, że wtedy „to wszystko” się zaczęło?

Zgadza się. W 2010 r. był też Mundial w RPA, a relacje z niego w angielskiej telewizji pozostawiały wiele do życzenia, eksperci często nie byli przygotowani. Zacząłem więc sam robić dokładny research na temat uczestników turnieju, analizowałem dokładnie poszczególne systemy gry i formacje. Dzięki temu mogłem obserwować zmagania w Południowej Afryce w nieco inny sposób, starałem się spojrzeć głębiej. Jonathan Wilson był wtedy znany jak autor „Odwróconej piramidy”, która zmieniła spojrzenie na futbol i jego historię w Anglii. Rozmowa z Jonathanem i Philippem utwierdziła mnie w przekonaniu, że chcę zajmować się analizami taktycznymi. Zauważyłem duży potencjał w tej tematyce i założyłem stronę Zonal Marking.

Czyli taktyka jest tym w futbolu, co cię najbardziej pasjonuje?

Zawsze lubiłem oglądać mecze właśnie pod kątem taktyki. Odpowiedni dobór systemu sprawia, że nagle piłkarze zaczynają grać dużo lepiej. Z drugiej strony, świetni piłkarze mogą odmienić podejście drużyny do kwestii taktycznych. Szczerze mówiąc, ważniejsze dla mnie są niekiedy ustawienie piłkarzy i ich filozofia gry niż umiejętności czysto piłkarskie. Przesuwanie się formacji na boisku, sposoby na stworzenie akcji bramkowej – to są dla mnie zdecydowanie najbardziej interesujące aspekty futbolu.

W książce wspominasz, że twój agent Christian Welbow prosił cię o napisanie tej książki już w 2012 r. Czemu więc czekałeś aż tak długo z jej napisaniem?

Na początku była mowa ogólnie o napisaniu książki, a ja nie miałem jeszcze konkretnego pomysłu na jej temat. Dopiero z czasem utwierdziłem się w przekonaniu, że historia Premier League mogła by być  interesująca, jednak musiałem przygotować szczegółowy plan. Dopiero po tym wszystkim zabrałem się za porządny research. Głównie dlatego upłynęło tylu czasu od powstania idei do jej realizacji.

Premier League to z pewnością najpopularniejsza piłkarska liga świata. Czy możemy jednak powiedzieć, że jest też najlepsza?

Jeśli weźmiemy pod uwagę drużyny z czołówki tabeli, to nie. W ostatnich latach lepsze kluby grały w Hiszpanii – wielka trójka Real, Barcelona i Atletico. Możemy do tego jeszcze dodać Bayern Monachium czy Juventus Turyn. W Anglii nie grają więc obecnie najlepsze drużyny na świecie. Jeśli jednak weźmiemy już pod uwagę np. czołową szóstkę, to liga angielska jest zdecydowanie najsilniejsza. Podobnie jeśli zajrzymy w dolne rejony tabeli; angielskie kluby mają dużo większe budżety niż ich odpowiedniki w innych topowych europejskich ligach, czy nawet drużyny z czołówki włoskiej. To wszystko oczywiście dzięki bardzo korzystnym kontraktom z telewizją. Wystarczy popatrzeć na tegorocznych beniaminków Premier League – Fulham wzmocnili Jean Michaël Seri i Andre Schurrle, a do Wolverhampton przyszli reprezentanci Portugalii Rui Patricío i João Moutinho. Spotykamy więc czołowych europejskich piłkarzy w składach drużyn walczących o utrzymanie. Raczej nie ma szans na podobną sytuację w lidze włoskiej czy hiszpańskiej, słabsze kluby z tych krajów nie mają po prostu takich możliwości finansowych. Premier League jako całość jest faktycznie najlepsza, natomiast nie grają tutaj najlepsze europejskie kluby.

W „Premier League. Historia taktyki w najlepszej piłkarskiej lidze świata” pisałeś sporo o liberalizacji ligi, przez co nastąpiła „inwazja” zagranicznych piłkarzy i trenerów. Czy ten proces był korzystny dla angielskiego futbolu?

Z jednej strony było to korzystne, ponieważ dzięki temu Premier League jest tym, czy jest – najbardziej popularną ligą piłkarską na świecie. Bez tej „inwazji” nie byłoby to możliwe. Jednak z drugiej strony, zaburzają się pewne zdrowe proporcje, bo kluby wolą ściągnąć gotowego do gry zawodnika zamiast zainwestować w szkolenie młodzieży. Nawet jeśli drużyna młodzieżowa danego klubu radzi sobie dobrze w rozgrywkach międzynarodowych, to nie przekłada się to na liczbę wychowanków w składzie. Np. w Chelsea ostatnim regularnie grającym wychowankiem był John Terry. Większość klubów nie „produkuje” piłkarzy dla pierwszej drużyny i to jest duży problem. Powinno się odważniej stawiać na wychowanków, na nich opierać budowę kadry, zamiast ściągać kolejne gwiazdy z zagranicy. Nawet Irlandczycy, którzy zawsze byli obecni w lidze angielskiej, kosztują teraz po 20-30 milionów funtów. I nie mówię tutaj wcale o jakichś szczególnie wybitnych zawodnikach. Te pieniądze lepiej zainwestować w szkolenie młodzieży – to wielka zaleta mieć swoich wychowanków w składzie.

Opisałeś dokładnie ćwierć wieku Premier League. Który z klubów grających w tym okresie uważasz za najlepszy?

Chyba najlepiej ułożony taktycznie był Manchester United z sezonu 2007/2008. Niezwykle solidna defensywa oraz świetnie rozgrywający i czytający grę pomocnicy, w tym aż trzech Anglików. Paul Scholes, Michael Carrick i Owen Hargreaves nie grali jednak typowo po angielsku, dawali sir Alexowi Fergusonowi bardzo wiele opcji taktycznych, do tego dysponował on wielką różnorodnością z przodu: Cristiano Ronaldo, Wayne Rooney, Carlos Tévez i Ryan Giggs. Alex Ferguson miał wtedy właściwie wszystko, co było potrzebne do sukcesu, jego drużyna była idealnie ułożona taktycznie. Efektem był triumf w Premier League i Lidze Mistrzów.

Manchester United w sezonie 2007/2008. Zdjęcie: Documentofutebol.blogspot.com

Wymienić trzeba jeszcze Aresenal pod wodzą Arséne’a Wengera, grający rewolucyjny i techniczny futbol. Fascynowały mnie także niektóre zespoły, które nie osiągały sukcesów. Swansea prowadzone przez Brendana Rodgersa prezentowało futbol opierający się na jak najdłuższym posiadaniu piłki, było to coś zupełnie nowego w angielskim futbolu. Starałem się w książce uciekać trochę od tych najlepszych drużyn i spojrzeć na dolną cześć tabeli, np. Stoke z niesamowitymi wrzutami z autu w wykonaniu Rory’ego Delapa. Także Bolton Wanderers i Sam Allardyce dawali wiele przyjemności widzom. Było kilka naprawdę ciekawych drużyn w ciągu tych 25 lat.

Dla mnie jedną z największych niespodzianek podczas lektury twojej książki była historia Ruuda van Nistelrooya. Zawsze wydawało mi się, że był to niezwykle cennym zawodnikiem dla Manchesteru United, strzelał mnóstwo bramek. Ty jednak napisałeś, że nie był to dobry piłkarz dla MU i faktycznie „Czerwone Diabły” prawie nic nie wygrały podczas okresu jego gry w tym klubie. Czy to odkrycie także dla ciebie było zaskakujące?

Od dawna podejrzewałem, że był szablonowym i przewidywalnym zawodnikiem. Kiedy więc dokładnie przeanalizowałem okres jego gry w Manchesterze, dało się łatwo zauważyć, że po prostu tam nie pasował. Nie rozumiał się dobrze z Ronaldo i Rooneyem, miał zupełnie inny styl. Oczywiście nie mówię tutaj, że van Nistelrooy był słaby. Każdego roku rywalizował z Thierrym Henrym o koronę króla strzelców, strzelał wiele goli, jako napastnik był kompletny i większość menedżerów w Premier League widziałaby go wtedy chętnie w swojej drużynie. Był prawdziwym lisem pola karnego i mistrzem wykańczania akcji. Prawda jest jednak taka, że Thierry Henry był dużo bardziej pożyteczny dla swojej drużyny, notował więcej asyst i lepiej współpracował z kolegami.

Kolejna ciekawa historia z twojej książki dotyczy Manchesteru City. Kiedy tę drużynę objął Pep Guardiola, odstawił od składu bramkarza reprezentacji Anglii Joe Harta i w jego miejsce sprowadził Cludio Bravo z Barcelony – golkipera o przeciętnych umiejętnościach czysto bramkarskich, za to świetnie grającego nogami. Czy według ciebie to jest dobra droga, żeby większą wagę przykładać u bramkarza do gry nogami niż do umiejętności bronienia?

Taka jest dzisiaj rzeczywistość, bramkarz po prostu musi świetnie grać nogami i rozgrywać. Claudio Bravo bronił w City naprawdę kiepsko, przepuszczał większość uderzeń lecących w bramkę. Dobrze prezentował się w Realu Sociedad i Barcelonie, także w reprezentacji Chile, jednak w Manchesterze City się nie sprawdził. Choć ciekawie było patrzeć na jego specyficzny styl gry.

Claudio Bravo w barwach Manchesteru City. Zdjęcie: Sky Sports

“Wygryzł” go z pierwszego składu Manchesteru City Brazylijczyk Ederson.

Dodatkowo Bravo zerwał ścięgno Achillesa i ten sezon może już spisać na straty. Szkoda, bo to mimo wszystko niezły bramkarz, lubiłem oglądać jego grę dla Chile. Kiedy prowadził ich Marcelo Bielsa (2007-2011), Bravo grał bardzo wysoko i świetnie wychodził do prostopadłych piłek zagrywanych przez rywali. Z taką grą niestety nie odnalazł się w Anglii, może to po prostu nie jest liga dla niego.

Chciałbym też zapytać o angielskich trenerów. Wszystkie najlepsze kluby w Premier League prowadzone są przez menedżerów spoza Wysp, nawet popularni w ostatnich latach David Moyes czy Brendan Rodgers są Brytyjczykami, ale nie Anglikami. Co się dzieje z angielskimi trenerami? Czemu nie ma choćby jednego, który mógłby prowadzić kluby z najwyższej półki?

Bardzo trudne pytanie i nie ma prostej odpowiedzi. Główny problemem jest zbyt mała ilość dobrych szkoleniowców młodzieży czy menedżerów odnoszących sukcesy na niższych poziomach rozgrywkowych. W Hiszpanii, Niemczech czy Francji jest cała masa zdolnych młodych trenerów, świetnie wykształconych i odnoszących sukcesy w drugiej czy trzeciej lidze, czekających na swoją prawdziwą szansę. To się potem przekłada na Premier League – szansę dostają właśnie ci zdolni Hiszpanie czy Niemcy zamiast naszych szkoleniowców.

W ogóle brakuje mi w Anglii trenerów, którzy pobudzaliby kreatywność zawodników i dostosowywali taktykę pod materiał ludzki. Oni raczej starają się zmusić piłkarzy do gry w wymyślony przez siebie sposób, nawet jeśli zawodnicy lepiej czują się w innym systemie. Nie widzę u nas kogoś w stylu Pepa Guardioli, który każdego swojego podopiecznego potrafi wznieść na wyższym poziom, po prostu uczynić go lepszym piłkarzem. Nasi szkoleniowcy muszą zmienić priorytety, już nie chodzi o bycie surowym i twarde egzekwowanie dyscypliny, trzeba natomiast uczyć swoich zawodników futbolu. Trochę to wstydliwe dla angielskiego futbolu, że lepszych trenerów ma obecnie Szkocja i Irlandia Północna. Menedżer z Anglii jeszcze nigdy nie wygrał Premier League i nie widzę w tej chwili kogokolwiek, kto mógłby zmienić ten stan rzeczy. Eddie Howe z Bournemouth rokuje jakieś nadzieje, no ale zobaczymy… Masz rację, to w tej chwili jeden z głównych problemów angielskiego futbolu.

Kto zostanie mistrzem Anglii w sezonie 2018/2019?

Manchester City jest głównym faworytem. W zeszłym sezonie zdobyli 100 punktów, czego nikt nigdy wcześniej nie osiągnął. Drużynie Pepa Guardioli zagrozić może Liverpool, który ma teraz jeden z najlepszych zespołów w czasach Premier League. Jürgen Klopp naprawdę ma pecha, że musi rywalizować z kosmicznym Manchesterem City Pepa Guardioli, bo dzisiejszy Liverpool spokojnie mógłby wywalczyć mistrzostwo w 5-6 ostatnich latach. Także wydaje mi się, że ligę wygra MC, ale nie z taką przewagą jak w ubiegłym sezonie. Na pewno nie będzie różnicy 19 punktów między mistrzem i wicemistrzem, tabela spłaszczy się. Chciałbym, żeby walka o mistrzostwo przekształciła się w „wyścig żółwi”, ponieważ od 2014 r. nie było prawdziwych emocji na koniec sezonu. No i byłoby miło, gdyby Liverpool wreszcie doczekał się kolejnego tytułu mistrzowskiego.

Przejdźmy teraz do reprezentacji Anglii. Wypadła bardzo dobrze na Mundialu w Rosji, jednak po przegranym półfinale z Chorwacją napisałeś na swojej stronie Zonal Marking artykuł krytyczny wobec trenera Garetha Southgate’a, zarzucając mu niedojrzałość taktyczną. Wyjaśniłbyś, na czym polegał błąd angielskiego selekcjonera?

Byłem naprawdę sfrustrowany po tej porażce. Każdy, kto dokładnie oglądał mecz ćwierćfinałowy Rosja-Chorwacja widział, że największe zagrożenie stwarzali Luka Modrić i włączający się często prawym skrzydłem Šime Vrsaljko. Wydawało się oczywiste, że właśnie na tę strefę, w której operuje Šime Vrsaljko, trzeba zwrócić szczególną uwagę. W pierwszej połowie Anglia grała świetnie, druga też zaczęła się dobrze, ale ciągle graliśmy na dwóch napastników (Harry Kane i Raheem Sterling) i trzech środkowych pomocników (Jesse Lingard, Jordan Henderson i Dele Alli), dodatkowo Gareth Soughgate wprowadził Marcusa Rushforda za Raheema Sterlinga po stracie bramki. A przecież trzeba było jednego z dwóch napastników przesunąć na lewe skrzydło, żeby blokował rajdy Šime Vrsaljko. Niestety, nasz trener nie wykonał takiego ruchu, nic nie zmienił w taktyce drużyny przez całe 120 minut, cały czas graliśmy tak samo. Naprawdę doceniam wszystkie zalety systemu wypracowanego przez Garetha Southgate’a. Jednak zmiana, o której mówię, nie była jakąś wielką ingerencją w ten system, po prostu jeden napastnik przesunąłby się na lewo i krył Vrsaljko. Ivan Perisić wyrównał właśnie po jego dośrodkowaniu Vrsaljko z prawego skrzydła. Ten gol dodał Chorwatom wiatru w żagle i zaczęli coraz bardziej naciskać, w efekcie dopięli swego i w dogrywce strzelili zwycięską bramkę. A wystarczyło zrobić tylko tę prostą roszadę…

Šime Vrsaljko podczas MŚ w Rosji. Zdjęcie: Getty Images

Nie mieliśmy w Rosji wielkiej drużyny, ale utrzymanie remisu do końca dogrywki było spokojnie w naszym zasięgu. Gdyby udało się wygrać karne, zmierzylibyśmy się w finale z Francją. To oni byliby faworytem, ale w piłce nigdy nie wiadomo – może akurat by się udało. Oczywiście to był dla nas dobry turniej, dotarliśmy do najlepszej czwórki po raz pierwszy od 1990 r. Jednak przez ten prosty błąd taktyczny zabrakło nas w finale. Szkoda.

To była jedna z najmłodszych reprezentacji Anglii w historii. Czy widzisz przed tą drużyną przyszłość?

Od dawna nie byłem tak pozytywnie nastawiony do naszej reprezentacji. Mamy dobrą generację graczy, niezwykle utalentowanych. Dla mnie najważniejsza jest atmosfera, jaka się teraz wytworzyła wokół drużyny narodowej – piłkarze są popularni i lubiani przez społeczeństwo, wcześniej kibice tylko czekali na ich wpadki, a teraz niemal wszyscy kibicują tej drużynie. Jeszcze przed rokiem mało kto lubił Garetha Southgate’a, a teraz zyskał wielką popularność. Zresztą słusznie, bo to inteligentny i bardzo elokwentny człowiek. Ogólnie feeling wokół jego reprezentacji jest bardzo dobry i trzeba wykorzystać ten pozytywny czas. Przydałoby się jeszcze kilku graczy z najwyższego poziomu, np. dobry rozgrywający. Myślę, że Harry Winks ma szansę się odnaleźć w tej roli – takiego zawodnika nam brakuje. Jest też kwestia bramkarza, nie jestem przekonany do Jordana Pickforda. Nie jest to zły bramkarz, ale chyba mógł zrobić troszkę więcej na turnieju w Rosji. Podsumowując – w tej chwili mamy dobrą atmosferę wokół reprezentacji i trzeba to wykorzystać. To bardzo pozytywna zmiana, np. w stosunku do sytuacji sprzed ośmiu lat po Mundialu w RPA.

Wracając do kwestii taktycznych – mam wrażenie, że w tej chwili najbardziej popularne jest ustawienie z trójką środkowych obrońców i dwoma wahadłowymi na skrzydłach, czyli różne warianty 3-5-2. Czy według ciebie gra trójką środkowych obrońców to najbliższa przyszłość piłkarskiej taktyki?

Raczej nie. Antonio Conte stosował w Chelsea takie ustawienie i wielu menedżerów kopiuje to z sukcesami. Wydaje mi się jednak, że w najbliższym czasie konieczna będzie gra w różnych systemach, które będzie się dostosowywać do przeciwnika czy sytuacji meczowej, taka swoista elastyczność taktyczna i lawirowanie między ustawieniami. Właśnie nasza reprezentacja nigdy nie była dobra w takie grze, zazwyczaj eksploatowaliśmy do oporu jeden pomysł. Zresztą mówiłem już o tym przy okazji meczu z Chorwacją na MŚ. Np. Manchester City może bez problemu zagrać w 3-4 ustawieniach i bardzo płynnie przejść z jednego do drugiego. To jest właśnie przyszłość, a nie granie tydzień w tydzień tak samo, nawet jeśli byłby to jakiś super system.

Muszę też zapytać o polską piłkę nożną. Jakie masz skojarzenia, kiedy myślisz Polska i futbol?

Pierwsza myśl – świetni bramkarze: Dudek, Szczęsny, Fabiański, Boruc, Kuszczak. Pięciu znakomitych golkiperów, znanych ze swoich występów w Premier League. Nie znam innego kraju, który tak by zdominował jedną pozycję w naszej lidze. Drugie skojarzenie to trójka z Dortmundu: Piszczek i Błaszczykowski współpracujący ze sobą na prawym skrzydle i Lewandowski z przodu. „Lewy” to w ciągu ostatnich 5-6 lat najlepszy środkowy napastnik w Europie.

Muszę przyznać, że byłem trochę rozczarowany postawą Polaków na turnieju w Rosji. Byliście w jednej z najciekawszych grup, takiej interkontynentalnej, cztery zespoły z zupełnie różnych stron świata. Z pewnością reprezentacja Polski nie pokazała wszystkiego, na co ją stać. Duży zawód.

O czym będzie twoja następna książka?

Tematyka trochę podobna jak w poprzedniej, ale wezmę pod uwagę całą Europę. Opowieść zaczyna się w 1992 r. i dzieje się w różnych krajach, podzielona jest przeważnie na czteroletnie okresy, np. piłka holenderska i wielki Ajax początku lat dziewięćdziesiątych, potem liga włoska, następnie sukcesy francuskiej reprezentacji i złoty okres Olympique Lyon, także wielka dominacja hiszpańska i mistrzowie świata z Niemiec. Wydaje mi się, że może to być ciekawe. Oczywiście research jest bardzo trudny, bo materiały są w różnych językach, ale sprawia mi to wiele radości – stare gazety, archiwalne nagrania itp. Będzie też sporo o Premier League, w końcu wielu zawodników z Europy u nas grało na przestrzeni tych lat. Postaram się przeanalizować, skąd i jakimi drogami tutaj przybywali. Na pewno ta praca będzie w jakiś sposób korelować z „The Mixer”.

Liczymy, że będzie również polska edycja.

Też na to liczę! To bardzo miłe uczucie zobaczyć swoją książkę w innym języku. Polska wersja do dopiero drugi przekład „The Mixer”, wcześniej ukazała się jeszcze po koreańsku. Oczywiście kompletnie nie rozróżniam liter koreańskich, ale miło wziąć taką wersję do ręki. Mam nadzieję, że w Polsce książka się spodoba, bo jest tu wielu fanów Premier League.

Ostatnie pytanie – jaki jest twój ulubiony klub?

W Premier League kibicuję Arsenalowi, natomiast mój ulubiony klub to Kingstonian FC z Londynu, występujący obecnie na siódmym poziomie rozgrywkowym.

ROZMAWIAŁ: BARTOSZ BOLESŁAWSKI

#wspieramretro
O Bartosz Bolesławski 32 artykuły
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.