Hubert Kostka – diabeł w żółtym swetrze

Czas czytania: 12 m.

Sukcesy szkoleniowe

Postanowił, że spróbuje sił jako trener. Rozpoczął studia na Wydziale Trenerskim AWF w Katowicach. Ukończył je oczywiście bez problemu. Podczas pobytu w Górniku Hubert Kostka miał szczęście trenować pod okiem wybitnego węgierskiego szkoleniowca – Gézy Kalocsaya. Węgier zmienił mentalność zabrzańskiej drużyny i wielkie sukcesy na arenie międzynarodowej, to w ogromnej mierze jego zasługa. Po zakończeniu kariery zawodniczej, kiedy Hubert został już trenerem, często korzystał z tego, czego nauczył się od Kalocsaya.

Kalocsay otworzył nam oczy na piłkę. Gdyby przyszedł do Górnika w 1960 roku, kiedy ja trafiłem do klubu, znacznie wcześniej zagralibyśmy w finale europejskiego pucharu, a nie dopiero po 10 latach. Polscy trenerzy bazowali na przygotowaniu fizycznym, u nich była tylko gonitwa i harówa. Kalocsay się z tym nie zgadzał, pod względem taktyki bił ich wszystkich na głowę. Inni malowali trzy kreski na tablicy i nie wiedzieliśmy, o co chodzi. U Kalocsaya wszystko ćwiczyliśmy na boisku: tu źle stoisz, tu się masz ustawić, tam pobiec. To był uniwersytet – wspominał w jednym z wywiadów

kostka szombierki
To dzięki niemu Szombierki Bytom odniosły największy sukces w historii;
źródło: pzpn.pl

Pierwsze trenerskie kroki stawiał w kadrze prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Był odpowiedzialny za szkolenie bramkarzy. Według Andrzeja Strejlaua wielka forma, jaką prezentował w RFN Jan Tomaszewski to zasługa właśnie Huberta Kostki. Korzystał on tutaj z rad innego Węgra, którego spotkał w Górniku. Był nim wielki Gyula Grosics, którego uważał za wzór do naśladowania. To właśnie bramkarz Złotej jedenastki otworzył Kostce oczy na rzeczy, o których wcześniej nie miał pojęcia.

Od niego wziąłem, że bramkarz potrzebuje w trakcie treningu od 120 do 160 chwytów piłki, najczęściej po strzałach trenera. Jeżeli ćwiczyło trzech, to w trakcie zajęć uderzałem prawie 500 razy. Dla porównania napastnik strzelał na treningu 20-30 razy. Po powrocie do hotelu przez dwie-trzy godziny leżałem w łóżku, bo nie byłem w stanie się ruszyć.

Jego umiejętności cenili sobie również Jacek Gmoch i Antoni Piechniczek. Podczas mistrzostw świata współpracował z jednym i z drugim. Pierwszym klubem, który samodzielnie prowadził był rzecz jasna Górnik, ale pierwszy duży sukces odniósł z Szombierkami Bytom.

W 1980 r. doprowadził tę drużynę do jedynego mistrzowskiego tytułu w historii. Kiedy parę lat później wrócił do Górnika, który od czasu zakończenia przez Kostkę kariery nie zdobył żadnego trofeum, to z marszu wygrał dwa razy mistrzostwo kraju. Potem przeniósł się do Szwajcarii, gdzie jak sam przyznaje, ustawił się finansowo.

W latach 90. wrócił do Polski, ale jako trener nie potrafił się odnaleźć w przeżartym przez korupcję środowisku. Ostatni mecz w roli szkoleniowca zaliczył w 2000 r. we Włókniarzu Kietrz.

Hubert Kostka
Jako trener zawsze wymagał posłuszeństwa;
źródło: wallpicimg.com

Jako szkoleniowiec był bardzo wymagający, a o jego katorżniczych treningach krążyły legendy. Kiedy jednak widział, że ktoś przykłada się do pracy, to potrafił to również docenić. Miał świetną rękę do wyławiania młodych zdolnych zawodników.

To pod jego okiem swój talent rozwijali Marek Szemoński, Grzegorz  Mielcarski, Grzegorz Król, Jerzy Brzęczek, Tomasz Dawidowski, Marek Zieńczuk i Jarosław Bieniuk. Kiedy w dołku był Andrzej Iwan, to właśnie Hubert Kostka podał mu pomocną dłoń i ściągnął do Górnika.

Bałem się go. Nie lubiłem, bo to był chytry, wredny facet, ale bałem się, czułem respekt i szanowałem. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, bym w czasie zajęć ćwiczył warianty stosowane później w czasie gry. Dziś jest to całkowicie naturalne, natomiast wówczas między treningami a meczami istniał absolutny rozdźwięk. U Kostki piłowaliśmy kolejne akcje, którymi posługiwaliśmy się w lidze. Potem gdy w meczu nie skutkowała improwizacja, wracaliśmy do schematów. Obcykane mieliśmy to do perfekcji – opisywał ich relacje w swojej autobiografii Andrzej Iwan

Bez wątpienia Hubert Kostka jest jednym z najlepszych bramkarzy w historii polskiego futbolu. Zawiesił buty na kołku, kiedy polska reprezentacja była na początku swojej drogi do wielkich sukcesów. Choć sam przyznał, że nie wie, czy zagrałby taki mecz, jak Tomaszewski na Wembley. Miał swój udział przy medalach z 1974 i 1982 r. i spełnił się jako trener. Nawet dzisiaj z jego wiedzy i doświadczenia wielu mogłoby skorzystać, ale jak sam mówił, widocznie nikt go nie potrzebuje. Szkoda, bo tacy fachowcy jak on są w futbolu na wagę złota. Dosłownie.

BARTOSZ DWERNICKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...