Hugo Sanchez – meksykański dentysta, który został królem przewrotek

Czas czytania: 8 m.

Kierunek Madryt… kierunek nienawiść

W UNAM zdobywał gola za golem. Został też wypożyczony na rok do amerykańskiej ligi NASL. Reprezentował tam barwy San Diego Sockers i zdobywał szlify, mierząc się na boisku z takimi gwiazdami jak Beckenbauer czy Cruyff. Szło mu całkiem nieźle, o czym świadczy jego bilans strzelecki – 26 goli w 32 występach. Następnie wrócił jeszcze na chwilę do Meksyku, ale stało się jasnym, że wkrótce zagnie na nim parol, któryś z klubów europejskich. Pierwsze uczyniło to Atletico Madryt.

Dziś meksykańscy piłkarze chętniej udają się w podróż za ocean, chociaż wielu z nich nadal całe kariery spędza w ojczyźnie. Latynosi są mocno przywiązani do domów rodzinnych i ten stereotyp na przełomie lat 70. i 80. pokutował jeszcze bardziej niż dzisiaj.

Europejczycy niechętnie spoglądali w tamtym kierunku, bojąc się, że ich ewentualny nowy nabytek nie będzie umiał się zaaklimatyzować w miejscu, w którym od rodziny oddziela go bezkres oceanu. To też fani Los Colchoneros dość ostrożnie podchodzili do swojego nowego piłkarza. Zresztą początki Sancheza w lidze hiszpańskiej wcale nie przekonały ich, że oto mają do czynienia ze wschodzącą gwiazdą futbolu.

Jego pierwszy sezon to zaledwie osiem bramek w dwudziestu spotkaniach ligowych. Nie tego oczekiwali kibice po meksykańskim supertalencie. Sytuację odmienił powrót na ławkę trenerską Luisa Aragonesa, który pojawił się w madryckim klubie ponownie po krótkim epizodzie w Betisie. Hiszpański trener wiedział jak dotrzeć do głowy Hugo i odpowiednio wykorzystać jego atrybuty.

W kolejnych trzech sezonach Meksykanin przekraczał barierę zdobyczy dwucyfrowej, a kampanię 1984/1985 uwieńczył sięgnięciem po tytuł króla strzelców ligi hiszpańskiej. Ekipa z Vicente Calderón cieszyła się natomiast z triumfu w Copa del Rey.

Kiedy fani Atleti zaczynali go traktować jako swoją gwiazdę i ulubieńca, Hugo zdecydował się na ruch, który spowodował, że w oczach kibiców Rojiblancos stał się martwy. Chociaż odejście do największego derbowego rywala może uchodzić za zagrywkę niehonorową, to dzięki niej Sanchez uczynił krok w kierunku dojścia do wrót z napisem legenda ligi hiszpańskiej.

Legenda dla wszystkich oprócz fanatyków Los Colchoneros. Gdy w 2017 roku otwarto stadion Wanda Metropolitano, otoczono go tablicami z gwiazdą upamiętniającą każdego piłkarza Atleti, który rozegrał dla klubu co najmniej 100 spotkań. Gwiazda Hugo Sancheza została bardzo szybko zdewastowana.

Rafał Gałązka
Rafał Gałązka
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappego

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappégo. Upadki i wzloty francuskiego futbolu, to książka, która przypasuje nie tylko fanom francuskiej piłki. Oto nasza recenzja

Yoann Gourcuff – dlaczego „nowy Zidane” zaprzepaścił swoją karierę?

Yoann Gourcuff miał w opinii wielu osób potencjał na poziomie Zinedine'a Zidane'a. Dlaczego jednak pomocnik nie osiągnął nawet małej cząstki sukcesów swojego rodaka? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule.

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #4

Strzał na bramkę to wydawnictwo, które ma trafiać do najmłodszych fanów piłki - oto nasza opinia na temat kwartalnika.