Hugo Sanchez – meksykański dentysta, który został królem przewrotek

Czas czytania: 8 m.

Pierwszy tytuł i drugie mistrzostwa

Lata 80. w Realu Madryt kojarzone są z erą La Quinta del Buitre (Piątka sępa). To przydomek nadany przez dziennikarza Julio Césara Iglesiasa piątce młodych piłkarzy Królewskich: Manuelowi Sanchisowi, Emilio Butragueño, Miguelowi Pardezie, Michelowi i Martinowi Vasquezowi. Wszyscy byli wychowankami Realu Madryt Castilla. Byli symbolem odnowienia stołecznego klubu.

Iglesias dopatrywał się w tym wręcz symboliki odnowionego społeczeństwa hiszpańskiego i licznych zmian zachodzących w tym kraju na przełomie lat 70. i 80. Hugo Sanchez miał być dopełnieniem ekipy napędzanej przez te młode wilki. Jednakże chyba nawet najwięksi optymiści nie mogli przewidzieć, że Meksykanin napisze tak piękny rozdział w swojej piłkarskiej karierze.

Już w pierwszym sezonie gry na Santiago Bernabeu, Sanchez mógł się cieszyć z mistrzowskiego tytułu. A był to dopiero początek pięcioletniej dominacji Królewskich w lidze hiszpańskiej. 22 gole strzelone przez Latynosa w czasie tamtej kampanii, walnie przyczyniły się do osiągnięcia tego sukcesu. Pozwoliły mu także po raz drugi z rzędu, zgarnąć Trofeo Pichichi. Na dokładkę drużyna ze stolicy dorzuciła triumf w Pucharze UEFA.

Po sezonie Hugo udał się na swój drugi Mundial. Już nie w roli młodego talentu, który miał zbierać doświadczenie w początkowej fazie kariery. Tym razem oczy całego Meksyku były zwrócone w kierunku jego eksportowej gwiazdy. Tym bardziej że turniej odbywał się w Kraju Azteków.

Oczekiwania fanów gospodarzy turnieju, spoczywały głównie na barkach internacjonała. Już w pierwszym meczu fazy grupowej przeciwko Belgii, lider ekipy El Tri wpisał się na listę strzelców, rozbudzając apetyty miejscowej publiczności. Jak się później okazał, było to jego jedyne trafienie w historii występów na światowym czempionacie.

Niestety w kolejnych spotkaniach Sanchez nie spisywał się już tak dobrze. W meczu z Paragwajem zmarnował rzut karny, natomiast w starciu z Irakiem musiał pauzować z powodu nadmiaru żółtych kartek. Na szczęście trener Bora Milutinović i koledzy gracza Realu z kadry narodowej zrobili swoje. Pewnie awansowali do 1/8 finału, w której rozprawili się z Bułgarami. Ich marsz zakończyli dopiero Niemcy, którzy w ćwierćfinale pokonali gospodarzy po rzutach karnych.

Jedną z wizytówek tamtych mistrzostw była bramka zdobyta chileną przez Manuela Negrete w spotkaniu z Bułgarią. Gol ten przez wielu kibiców uznawany jest za najpiękniejsze trafienie w całej historii mundialowych zmagań. Zapytany o to, czy ćwiczył z kolegą z reprezentacji przewrotki, Hugo Sanchez odpowiedział:

Graliśmy razem w Pumas. Pracowaliśmy nad takimi zagraniami. Negrete bardzo poprawił swoją technikę i nie byłem zaskoczony jego golem. Cieszyłem się z tego trafienia. Zazdrościłem jedynie tak silnym zespołom jak Argentyna czy Francja z ich wszystkimi wspaniałymi piłkarzami. Niewielu moich kolegów grało za granicą i to nam nie pomagało. Zresztą w obecnych czasach jest tak samo.

Rafał Gałązka
Rafał Gałązka
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappego

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappégo. Upadki i wzloty francuskiego futbolu, to książka, która przypasuje nie tylko fanom francuskiej piłki. Oto nasza recenzja

Yoann Gourcuff – dlaczego „nowy Zidane” zaprzepaścił swoją karierę?

Yoann Gourcuff miał w opinii wielu osób potencjał na poziomie Zinedine'a Zidane'a. Dlaczego jednak pomocnik nie osiągnął nawet małej cząstki sukcesów swojego rodaka? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule.

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #4

Strzał na bramkę to wydawnictwo, które ma trafiać do najmłodszych fanów piłki - oto nasza opinia na temat kwartalnika.