Mirandinha – pierwszy kanarek na Wyspach

Ryż przed meczem i przyjaźń z Gazzą

Mirandinha przybył do Newcastle, nie znając języka. Co oczywiste, nie był też przyzwyczajony ani do angielskiej pogody, ani do angielskiego jedzenia.

Nie było ani fasoli, ani ryżu, czułem się trochę zagubiony. Ziemniaki, ziemniaki, ziemniaki, marchew, mąka kukurydziana, brukselka – relacjonował swoje pierwsze doświadczenia kulinarne w Wielkiej Brytanii.

Wkrótce jednak piłkarz odważył się zamówić ryż. Jak się szybko okazało, jego śladem poszli inni gracze. Niedługo potem wszyscy podczas przedmeczowych posiłków jedli ryż.

Brazylijczyk chętnie wspomina historie związane z Paulem Gascoigne’m, który wtedy również grał w Newcastle. Rzecz działa się po debiutanckim meczu Mirandinhi z Norwich (1 września 1987 r.).

Do autobusu przynieśli nam rybę z frytkami, żebyśmy mogli coś zjeść po meczu. Autobus zaczął odjeżdżać, a Gazza powiedział mi, żebym podszedł do pana Willy’ego [Willy’ego McFaula – przyp. aut.] i powiedział: „Panie Willy, jestem kurewsko głodny”. Nie wiedziałem, co to znaczy, więc podszedłem do menedżera i powiedziałem mu: „Szefie, jestem kurewsko głodny”. Wszyscy wybuchnęli śmiechem – opowiadał.

Gazza najwyraźniej polubił Brazylijczyka. Z wzajemnością. Anglik regularnie wpadał do niego, żeby spróbować brazylijskiego jedzenia. Gdy Mirandinha w 1989 r. opuszczał Anglię, Gascoigne podarował jego córce psa. Anglik upierał się, by zwierzę nosiło imię „Gazza”. Ostatecznie stanęło na tym, iż podarunek będzie nazywał się „Brzuszek” – na cześć kolegi Gazzy „Grubego Jima” zwanego też czasem „Grubym Brzuszkiem”.

Mirandinha i Gazza

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…