Top 15 najlepszych azjatyckich piłkarzy w historii

Czas czytania: 17 m.

Piłka nożna w Azji nie dorobiła się takiej spuścizny i takich tradycji jak w Europie czy Ameryce Południowej. Co za tym idzie, największy kontynent naszej planety nie obrodził w tak wielu wybitnych piłkarzy. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy tamtejszych krajów nie mają swoich futbolowych idoli i postaci ikonicznych, które rzecz jasna zna również przeciętny kibic na całym świecie.

Dzisiaj przedstawiamy wam ranking 15 najlepszych zawodników w historii azjatyckiej piłki. Opisujemy czasy teraźniejsze, jak i sięgamy pamięcią do przedwojennej rzeczywistości. Kilkanaście znakomitości, którym doprawdy dobrze przyjrzeć się bliżej i lepiej poznać ich prawdopodobnie nieco już zakurzone sylwetki.

Wielu z nich łączy jedno, co łatwo dostrzec w tekście. Wszyscy w pewnym momencie byli najlepszym zawodnikiem na kontynencie, nawet jeśli niektórzy z nich nie zostali uhonorowani tym mianem oficjalnie za sprawą nagrody, bo po prostu nie przyznawano jej w ich czasach.

15. Ali Karimi (Irańczyk, ur. 8 listopada 1978 r.)

126-krotny reprezentant Iranu, dla którego zdobył 38 goli. Uczestnik mistrzostw świata w Niemczech. Zaczynał w rodzimym Persepolis FC, potem przeniósł się do Al-Ahli ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W 2005 roku trafił do Bayernu Monachium, z którym triumfował w Bundeslidze i Pucharze Niemiec. Był jedynie rezerwowym, ale swoje minuty dostawał. Przez dwa sezony zanotował w barwach bawarskiego giganta 41 spotkań, strzelając cztery bramki. Zimą 2011 roku na sześć miesięcy poszedł do Schalke, lecz w Gelsenkirchen, delikatnie mówiąc, furory nie zrobił, choć udało się mu jeszcze raz włożyć do gabloty trofeum za triumf w Pucharze Niemiec. Karierę skończył kilka lat później w kraju, w szeregach Teraktor Sazi Tebriz.

Ali Karimi
Ali Karimi – źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ali_karimi_derby_65_%28cropped%29.jpeg

Karimi słynął ze swojego ciętego języka i głośnego wyrażania poglądów. W 2009 roku wraz z kolegami z reprezentacji – Hosejnem Kabim, Mehdim Mahdawikim oraz Wahiden Haszemianem – został dożywotnio zdyskwalifikowany w kadrze. Zawodnicy założyli zielone opaski, aby zaprotestować przeciwko wynikom wyborów prezydenckich w Iranie, w których wygrał Mahmud Ahmadineżad. Zdaniem społeczeństwa, sfałszowano je, a wyżej wymienieni piłkarze okazali swoje poparcie dla głosu zwykłych ludzi. Obwołano go „Robin Hoodem” ze względu na liczne akty dobroczynności i charytatywne działanie. Ponadto nie bał się jasno i odważnie deklarować sprzeciwu wobec korupcji w Irańskim Związku Piłki Nożnej. Od dawna stoi w opozycji do władz, walcząc z machlojkami i przekrętami.

Nie można jednak zapominać, że ten ofensywny pomocnik był przede wszystkim fantastycznym graczem. Poza sukcesami w Niemczech zdobywał jeszcze m.in. dwa razy mistrzostwo Iranu, z którym wygrał w 1998 roku igrzyska azjatyckie. Jeśli chodzi o indywidualne osiągnięcia, to wybrano go najlepszym piłkarzem Azji w 2004 roku, a osiem lat później zajął w tym rankingu drugie miejsce. Inne, mniejsze nagrody stanowią naprawdę pokaźny bagaż i świadczą o długim oraz pięknym sportowym życiorysie.

14. Majed Mohammed Abdullah (Saudyjczyk, ur. 11 października 1959 r.)

Absolutna legenda jednego z rywali Polski na nadchodzących mistrzostwach świata – Arabii Saudyjskiej. Doczekał się pseudonimu „Pelé pustyni”. Jego ojciec to trener piłkarski, który swego czasu prowadził młodzieżowy zespół Al-Nassr. To właśnie w tym klubie rosły snajper spędził całą swoją karierę, wygrywając między innymi cztery mistrzostwa i notując nieprawdopodobne statystyki – w 194 spotkaniach pokonywał bramkarzy aż 189 razy. Jest oczywiście najbardziej łownym piłkarzem w historii saudyjskiej ligi, na swoim koncie zgromadził sześć statuetek dla najlepszego strzelca sezonu.

W 1999 roku Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) zorganizowała plebiscyt na azjatyckiego zawodnika stulecia. Zajął w nim trzecie miejsce. Ta sama federacja rok później ogłosiła listę stu najlepszych piłkarzy stulecia. 64. miejsce, na którym się uplasował, mówi wiele o jego wyczynach.

Abdullah po raz pierwszy wystąpił w reprezentacji w 1978 roku w nieoficjalnym meczu towarzyskim z portugalską Benficą, strzelając dwa gole. Oficjalnie debiutował przeciwko Chinom 10 grudnia 1978 roku. Majed reprezentował saudyjską drużynę narodową w dwóch Pucharach Azji (oba wygrała Arabia Saudyjska), pięciu Pucharach Zatoki Perskiej, Igrzyskach Olimpijskich w 1984 roku i mistrzostwach świata w roku 1994, na których z różnych względów zaliczył zaledwie 45 minut w przegranym 1:2 pojedynku z Holandią. Odszedł z kadry wkrótce po wspomnianym mundialu. Ze 117 spotkaniami i 72 bramkami w narodowych barwach jest oczywiście rekordzistą pod względem zarówno występów, jak i goli.

13. Keisuke Honda (Japończyk, ur. 13 czerwca 1986 r.)

Teraz persona z mniej zamierzchłych czasów. Keisuke Honda to zapewne piłkarz znany każdemu bardziej wnikliwemu kibicowi futbolu. W „Kraju Kwitnącej Wiśni” zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii. W debiucie w reprezentacji przeciwko Chile trafił do siatki. Uczestniczył w trzech mundialach (2010, 2014, 2018) i na każdym z nich strzelał bramkę. Na mistrzostwach świata w Rosji po ćwierćfinałowej porażce w spotkaniu z Belgią postanowił zakończyć związek z kadrą.

Keisuke Honda
Keisuke Honda – źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Keisuke_Honda_Melbourne_Victory.jpg

Lewonożny ofensywny pomocnik swój start miał w ekipie Nagoya Grampus. Następnie opuścił ojczyznę i zakotwiczył w holenderskim VVV Venlo. W nim spędził zaledwie półtora sezonu, by za kwotę sześciu milionów euro odejść do CSKA Moskwa. W Rosji prezentował się znakomicie, więc AC Milan wykorzystał fakt wygaśnięcia jego kontraktu i sprowadził go do siebie. W Italii świętował apogeum popularności i formy, choć z Milanem zdołał wygrać jedynie krajowy Superpuchar. Dla „Rossonerich” rozegrał 92 spotkania. Słynący z kapitalnego uderzenia z dystansu Japończyk po wyjeździe z Mediolanu obrał kurs prawdziwego obieżyświata. Kopał w Meksyku, Australii, Brazylii czy Azerbejdżanie. Na początku 2021 roku trafił do… litewskiej drużyny Sūduva Mariampol.

– Nie jestem tu dla pieniędzy. Sezon powoli dobiega końca, a ja mogę walczyć tutaj o tytuł i doświadczyć nowej kultury i obyczajów. Podoba mi się również spokój panujący na Litwie. W Japonii ani w innych krajach europejskich nie mogłem przejść swobodnie ulicą, a tutaj czuję wolność

– tłumaczył swoją niecodzienną decyzję.

36-latek to bardzo zajęty człowiek. Dowodzi wieloma biznesami. Końcówkę kariery potraktował jako okazję do promocji swoich pozaboiskowych działań, takich jak prowadzenie organizacji SOLTILO (Honda Estilo), która posiada udziały w kilku klubach – firma odpowiedzialna jest za otwieranie szkółek piłkarskich na całym globie. Decyzja o graniu na Litwie ściśle się z tym wiąże. SOTILO ma za zadanie docierać nie w wielkie aglomeracje i metropolie, tylko właśnie w miejsca opuszczone przez poważny sport i ludzi, którzy kształcą młodych dzieciaków w kierunku futbolu. To jeden z ważniejszych powodów jego przeprowadzki do wspomnianego kraju.

Azjatycki piłkarz roku 2013 może pochwalić się także byciem współudziałowcem w takich przedsiębiorstwach jak KSK Angel Fund i Dreamers VC. Jego bliski współpracownik w tym biznesie to znany aktor Will Smith. Od 2018 roku po dziś dzień piastuje posadę trenera i dyrektora generalnego w reprezentacji Kambodży. Oficjalnie jeszcze nie zawiesił butów na kołku.

12. Lee Wai Tong (Chińczyk, ur. 16 października 1905 r.)

Pierwszy w rankingu piłkarz, którego już nie ma wśród nas. Jest uważany za najwybitniejszego chińskiego piłkarza ze względu na osiągnięcia, czyli choćby zdobycie kilku pierwszych miejsc na Igrzyskach Dalekowschodnich z reprezentacją. Pełnił także funkcję kapitana narodowej drużyny na pierwszych Igrzyskach Olimpijskich, na których pojawiła się piłka nożna (1936 rok, Berlin). Zaliczył 13 występów w kadrze Chin, strzelając 13 bramek. Dalej dzierży rekord najmłodszego w historii strzelca hat-tricka w meczach międzynarodowych (dokonał tego w wieku 17 lat, siedmiu miesięcy i siedmiu dni).

Miarowo z popisami dla kraju uskuteczniał bardzo udaną karierę w klubie z Hongkongu – South China, z którym zdobył osiem tytułów ligowych, pomagając uczynić zespół najbardziej utytułowanym w dziejach tego terytorium w tamtym czasie. Chodzą słuchy, iż strzelił 1260 goli, chociaż niektórzy twierdzą, że w ciągu 25-letniej kariery zawodowej było to bliżej 2000, przy czym często podaje się liczbę 1860. Rzecz jasna są to dane praktycznie niemożliwe do zweryfikowania, tak jak w przypadku Pelego, który chwalił się zdobyciem ponad 1200 goli. Jednakże to też jedynie luźne obliczenia. Wszystko zależy od organizacji, która przedstawia klasyfikację najlepszych strzelców w historii futbolu. Dla przykładu według FIFA to Cristiano Ronaldo z 815 golami jest pierwszy w dziejach.

Po przejściu na emeryturę zajął się trenerką. Poprowadził Republikę Chińską (która później grała jako Tajwan i Chińskie Tajpej) do wygrania Igrzysk Azjatyckich w 1954 roku. Cztery lata później powtórzył ten sukces. Oprócz funkcji selekcjonera, w latach 50. ubiegłego wieku był też sekretarzem generalnym Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC). W 1965 roku został wiceprezydentem FIFA, stając się pierwszym Chińczykiem, który sprawował to stanowisko. Zmarł 4 lipca 1979 roku w wieku 73 lat.

11. Kazuyoshi Miura (Japończyk, ur. 26 lutego 1967 r.)

Najstarszy zawodowy piłkarz i najstarszy strzelec gola w zawodowej lidze. Kopał futbolówkę w pięciu różnych dekadach. Jego długowieczność i upartość w kontynuowaniu kariery budzą podziw oraz zdumienie. Premierową potyczkę dla reprezentacji zanotował w 1990 roku. To pierwszy laureat nagrody dla najlepszego zawodnika Azji i pierwsza prawdziwa supergwiazda J1 League.

– Czuję do futbolu taką samą pasję i miłość, jaką czułem, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Muszę powiedzieć, że teraz jest ona wręcz jeszcze większa

– mówił Miura po ukończeniu 50 roku życia.

W 1982 roku popularny „King Kazu” opuścił liceum Shizuoka Gakuen po niespełna roku nauki i w wieku piętnastu lat wyjechał samotnie do Brazylii, aby zrealizować swoje marzenie i zostać tam profesjonalnym piłkarzem. W Kraju Kawy związał się z młodzieżową drużyną Juventusu z São Paulo, a w 1986 roku Miura podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt z wielkim Santosem. Grał w kilku innych brazylijskich klubach, w tym w Palmeiras i Coritibie, aż do swojego powrotu do Japonii w 1990 roku.

Na ojczystej ziemi, z małymi przerwami na ponowny epizod w Santosie czy też przygody we włoskiej Genui i chorwackim Dinamie, gra od wielu lat. W kadrze nie ominęły go przykrości. Wprawdzie wygrał z nią choćby Puchar Azji, to w kontrowersyjnych okolicznościach opuścił mundial. Miura strzelił czternaście bramek podczas kwalifikacji do mistrzostw świata w 1998 roku i bardzo przyczynił się do awansu, lecz selekcjoner nie widział dla niego miejsca w składzie na turniej we Francji. Obecnie ostatnie piłkarskie popisy (bo ileż można!) 55-letni napastnik prezentuje w czwartoligowej drużynie Suzuka Point Getters, dla której w bieżącej kampanii rozegrał pięć spotkań.

10. Kim Joo Sung (Koreańczyk z Południa, ur. 17 stycznia 1966 r.)

Hymn Korei Południowej śpiewał na trzech mundialach. Prawie całe życie związany z koreańskim Busan Daewoo Royals, z którym trzykrotnie wygrał mistrzostwo. Na początku używano go jako skrzydłowego i napastnika, a swoje najlepsze występy notował na początku lat 90. To właśnie w tamtym czasie trzy razy z rzędu wygrał nagrodę piłkarza roku w Azji, o której tak często wspominane jest w tekście. W 1992 roku na dwa sezony wypożyczono go do niemieckiego Bochum, z którym spadł do 2. Bundesligi.

Dzięki umiejętności grania obiema nogami i silnemu wyczuciu pozycji czule nazywano go „dzikim koniem”. Uwagę przyciągał niecodzienną szybkością oraz długą grzywą kręconych włosów. Zostanie zapamiętany jako niezwykle waleczny i oddany sportowiec, który nigdy nie odpuszczał. Z biegiem lat, z atakującego ewoluował w obrońcę. Zmusiła go do tego poważna kontuzja, utrudniająca mu grę na pozycji napastnika.

Wielokrotnie wybierany do najlepszej jedenastki sezonu w lidze koreańskiej. Był jedną z trzech legend koreańskiej piłki wytypowanych do najlepszej drużyny Azji XX wieku. Na jego cześć Busan Daewoo Royals zastrzegło numer 16 na koszulce. W swoim ostatnim roku w Busan Kim pełnił funkcję asystenta trenera, ale chwilę później rozpoczął studia. Jakby doktorat z marketingu sportowego i tytuł prawnika nie wystarczyły, w 2004 roku uzyskał tytuł FIFA Master i mianowano go dyrektorem w Koreańskim Związku Piłki Nożnej (KFA).

9. Ali Daei (Irańczyk, ur. 21 marca 1969 r.)

Jego nadzwyczajny rekord pobił dopiero we wrześniu ubiegłego roku sam Cristiano Ronaldo. Portugalczyk, zdobywając dwa gole przeciwko Islandii, stał się najlepszym strzelcem w historii reprezentacyjnych rozgrywek. Wcześniej przez wiele lat pierwsze miejsce pod tym względem zajmował Ali Daei (109 goli w 149 spotkaniach). Irański napastnik o bogatym dorobku, który na jednym z portali społecznościowych pogratulował Ronaldo.

Daei po grze w kraju i rocznym pobycie w Katarze ruszył na podbój Europy. Przez kilka lat można było oglądać go w Bundeslidze, grającego dla Arminii Bielefeld, Bayernu Monachium i Herthy Berlin. Z bawarskim gigantem zdobył mistrzostwo Niemiec. Ogólnie w Bundeslidze zebrał 107 występów (19 goli, sześć asyst). Nagrodę najlepszego piłkarza Azji przyznano mu w 1999 roku.

W 2002 roku przeprowadził się do Al-Shabab z Emiratów Arabskich. Zagrał tam jeden sezon i wrócił do Iranu, gdzie zaliczył jeszcze kilka zespołów. Wraz z reprezentacją pojechał na dwa mundiale. W eliminacjach do mistrzostw świata w 2006 roku został królem strzelców strefy azjatyckiej. Na samej imprezie nie zdołał strzelić gola, a Irańczycy odpadli w grupie, podobnie zresztą jak we Francji osiem lat wcześniej.

Karierę kończył w ekipie Saipa Karadż, pełniąc tam rolę grającego szkoleniowca. W takiej konfiguracji zdołał wygrać mistrzostwo, co do dzisiaj pozostaje jego największym trenerskim sukcesem. Próbował swoich sił także jako selekcjoner, ale bez jakichkolwiek pozytywów. Kilka miesięcy temu wyraził oburzenie dla sytuacji mającej miejsce na jednym z meczów Iranu. Ochrona potraktowała kobiety chcące wejść na stadion gazem łzawiącym ze względu tamtejszą politykę.

– W każdej instancji kobiety i mężczyźni mają równe prawa. Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, kiedy irańskie kobiety i dziewczęta będą mogły swobodnie i bezpiecznie wejść na stadiony i płakać z radości, ponieważ ich ulubiona drużyna wygrała, a nie z powodu gazu pieprzowego i łzawiącego

– jasno stwierdził Daei.

8. Hidetoshi Nakata (Japończyk, ur. 22 stycznia 1977 r.)

Nakata w 2004 roku umieszczony został przez Pelégo na liście 100 najlepszych żyjących piłkarzy. Za granicę wyjechał szybko, po trzech sezonach spędzonych w klubie Bellmare Hiratsuka. Za kwotę czterech milionów dolarów trafił do włoskiej Perugii, po której zwiedził jeszcze cztery zespoły z Półwyspu Apenińskiego – Romę, Parmę, Bolognę oraz Fiorentinę. To właśnie z fantastycznych występów w Serie A kojarzą go fani z całego świata. Był dopiero drugim Japończykiem w historii ligi. Z Romą sięgnął po historyczne scudetto, z Parmą natomiast wygrał Coppa Italia, a w finale przeciwko Juventusowi strzelił gola przewrotką.

Hidetoshi Nakata
Hidetoshi Nakata – źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Hidetoshi_Nakata_November_2011_%28cropped%29.JPG

Z Fiorentiny wypożyczono go na jeden sezon do Boltonu. Po powrocie do „Violi” zdecydował się zakończyć swoją karierę. Decyzja ta zaskoczyła wszystkich, bowiem w momencie jej podjęcia miał zaledwie 29 lat. Jak sam przyznał, postąpił tak, bowiem futbol przestał mu sprawiać radość.

– Dzień po dniu zacząłem zdawać sobie sprawę, że piłka nożna stała się właśnie wielkim biznesem. Czułem, że drużyna gra tylko dla pieniędzy, a nie dla dobrej zabawy. Zawsze uważałem, że zespół jest jak duża rodzina, ale uległo to zmianie. Było mi smutno z tego powodu, dlatego skończyłem grać jeszcze przed trzydziestką. Nie potrafię robić czegoś bez pasji.

Wziął udział w trzech mistrzostwach świata. Dwa razy podczas mundiali został wybierany zawodnikiem spotkania. Najlepszym zawodnikiem Azji okrzyknięto go w 1997 i 1998 roku. Nakata zasłynął z nieustępliwego stylu gry. Trudno scharakteryzować, czy czuł się lepiej w ofensywie, czy w defensywie. Stanowił przykład środkowego pomocnika „box-to-box”. Nie posiadał większych wad w rzemiośle piłkarskim – szybko biegał, dobrze strzelał, dogrywał sporo asyst, potrafił poradzić sobie także na pozycji bocznego pomocnika.

Po przejściu na emeryturę Nakata poświęcił się sprawom społecznym, w tym organizacji meczów charytatywnych, na których licytował buty, koszulki i wszelki sprzęt piłkarski, aby pomóc ofiarom trzęsienia ziemi na Haiti i Japonii. Zebrał w ten sposób 1,8 miliona dolarów. Był również aktywnym zwolennikiem piłki nożnej na Olimpiadach Specjalnych, by dać szansę osobom z niepełnosprawnością intelektualną cieszyć się sportem.

7. Shinji Kagawa (Japończyk, ur. 17 marca 1989 r.)

Ulubieniec Jürgena Kloppa i jeden z tych piłkarzy, którzy na szczyt weszli bardzo szybko i jeszcze szybciej z niego spadli. Do Borussii Dortmund przeszedł z Cerezo Osaka. Rozpędzające się sportowo BVB zapłaciło za niego zaledwie 350 tysięcy euro. Kagawa wystrzelił momentalnie. Do chwili odejścia rozegrał w czarno-żółtym trykocie 71 spotkań, strzelając 29 goli i bardzo przyczyniając się do dwóch mistrzostw Niemiec z rzędu. Wówczas nikt nie miał wątpliwości, kto jest najlepszym graczem z Azji. Tytuł ten otrzymał w 2012 roku.

Shinji Kagawa
Shinji Kagawa – źródło https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kagawa_Shinji,_Japanese_footballer_2.jpg

W tym samym roku, latem, skusił go Manchester United. Ten ruch okazał się największym błędem Kagawy. Na Old Trafford nie przepadł, ale grał nieregularnie, nie potrafiąc nawiązać do formy z Dortmundu. Najlepszy moment filigranowego ofensywnego pomocnika na Wyspach to hat-trick przeciwko Norwich skompletowany w ligowym starciu. Może też pochwalić się mistrzostwem Anglii, do którego dorzucił swoją cegiełkę.

– Shinji Kagawa to jeden z najlepszych graczy na świecie, a teraz grywa po 20 minut w Manchesterze United i to na pozycji lewego skrzydłowego. Serce mi pęka. Naprawdę, mówię poważnie, mam łzy w oczach

– żalił się Klopp widząc męczarnie swojego byłego podopiecznego.

Stara miłość nie rdzewieje, więc w 2014 roku Shinji wrócił do Borussii, by ponownie trenować pod okiem Kloppa. Z dawnego czarodzieja, który w Bundeslidze fascynował przede wszystkim widowiskowym dryblingiem, nienaganną techniką i pomysłowym rozegraniem, zostały już tylko strzępy. Przez pięć lat po powrocie na stare śmieci próbował wskoczyć na światowy poziom, długimi okresami prezentował się naprawdę dobrze, ale finalnie to nie był ten sam Kagawa, co kiedyś. 33-latek zahaczył o wypożyczenie w Besiktasie, potem pograł w Realu Zaragoza i PAOK-u Saloniki, a obecnie osiadł w belgijskim VV St. Truiden.

Z reprezentacją wygrał Puchar Azji. Wystąpił na mistrzostwach świata w 2014 i 2018 roku. Na tych drugich strzelił bramkę w pierwszym grupowym meczu z Kolumbią, a Japonia dotarła do 1/8, gdzie w dramatycznych okolicznościach musiała uznać wyższość Belgii. Ostatni mecz dla kraju rozegrał w marcu 2019 roku. Łącznie jego licznik w kadrze zatrzymał się na 97 występach i 31 bramkach.

6. Kunishige Kamamoto (Japończyk, ur. 15 kwietnia 1944 r.)

Lojalny klubowi Yanmar Diesel (obecnie Cerezo Osaka) od początku do końca. Nie wyściubił nosa poza Japonię. Dla kadry sieknął aż 75 goli, co rzecz jasna czyni go liderem pod tym względem. Absolutna gwiazda ligi w latach 60. i 70. Bezwzględny napastnik. Swój status potwierdzał notorycznie, aż siedmiokrotnie zostając królem strzelców, czym przyczynił się do czterech mistrzostw. Do najlepszej jedenastki sezonu wybierano go 14 razy(!).

W 1968 roku pojechał wraz z rodakami na Letnie Igrzyska Olimpijskie do Meksyku. Samurajom udało się wywalczyć brąz, a Kamamoto z siedmioma trafieniami założył na głowę przysłowiową koronę króla strzelców. Trzeba dodać, że do skolekcjonowania rzeczonych 75 bramek dla reprezentacji potrzebował zaledwie 76 gier.

Przez ostatnie kilka lat, oprócz bycia gwiazdą i najlepszym piłkarzem, sprawował w Yanmar Diesel również funkcję trenera. W 1984 roku odszedł na sportową emeryturę, a w roku 1991 roku podpisał kontrakt z rywalem Yanmar Diesel, Matsushita Electric (obecnie Gamba Osaka). Po trzech latach złożył rezygnację. Kamamoto był także wiceprezesem Japońskiego Związku Piłki Nożnej od lipca 1998 roku do lipca 2008 roku.

5. Shunsuke Nakamura (Japończyk, ur. 24 czerwca 1978 r.)

Najlepsza lewa noga wśród bohaterów tekstu. Szkockie stadiony prawdopodobnie nie widziały większego artysty. Wnosił do topornej i twardej Scottish Premiership polot oraz magię, której wcześniej tam nie doświadczono. Sympatycy Celticu Glasgow bez wątpienia pamiętają spektakularne momenty związane z nim. Fantastyczny debiut, piękne gole z rzutów wolnych w Lidze Mistrzów przeciwko Manchesterowi United, nominacja do Złotej Piłki, mistrzostwa, puchary…

Shunsuke Nakamura
Shunsuke Nakamura – źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Flickr_-tpower1978World_Cup_Qualifiers%284%29.jpg

W Glasgow spędził piękne cztery sezony. Do Europy przyleciał z Yokohama F. Marinos, z którym związał się także po powrocie do Japonii. Śmiało można nazywać go legendą tego zespołu, bowiem łącznie rozegrał w nim aż 408 meczów. Na Starym Kontynencie oprócz deszczowej Szkocji występował też w Regginie i Espanyolu, a kiedyś krążyły plotki, że na celownik wziął go Real Madryt.

– Nakamura kochał Celtic i sprawił, iż szkocki futbol stawał się przyjemniejszy dla oka. Mogę powiedzieć, że to najlepszy piłkarz, jakiego trenowałem. Jest wspaniały. Za 30 lat wciąż będę o nim myślał

– tak wspominał go słynny trener Celticu Gordon Strachan.

W kadrze, w której debiutował ponad 22 lata temu, szło mu różnie. Sięgnął po Puchar Azji, ale zaliczył też dwa rozczarowania na mistrzostwach świata – w 2006 i 2010 roku. Na pierwszych z nich Japończycy nie wyszli z grupy, choć on sam zdołał zdobyć dość kuriozalną bramkę w rywalizacji z Australią. W 2010 roku pełnił jedynie rolę zmiennika.

Mimo 44 lat na karku dalej nie ma zamiaru mówić piłce „sayonara”. Dalej jest na chodzie, trenując w innej drużynie z rodzinnej Yokohamy, Yokohama FC. Słowo „trenując”, a nie „grając”, zostało użyte nieprzypadkowo, bowiem ostatni raz na murawie zameldował się pod koniec maja i najpewniej to już ostatnie podrygi weterana. Być może to wina papierosów, które ponoć wypalał paczkami, lecz najpewniej to starość, z którą niektórym Japończykom tak trudno się pogodzić.

4. Park Ji-Sung (Koreańczyk z Południa, ur. 30 marca 1981 r.)

Szatnie piłkarskie są przepełnione graczami, których nigdy należycie nie doceniono. Przykład tego stanowi na pewno Park Ji-Sung, mała legenda Manchesteru United. Gość, któremu wymyślono pseudonim „trzy płuca”. Maszyna do biegania i walki. Daleko mu do wirtuozerii, ale zaangażowanie i pracowitość posiadał na najwyższym światowym poziomie. Wymownie i świetnie obrazują rolę Parka w United słowa Wayne’a Rooney’a.

– Gdybyś zapytał o Cristiano Ronaldo 12-latka, natychmiast powiedziałby, że to świetny gracz Manchesteru United, lecz gdybyś wspomniał o Park-Ji Sungu, mógłby nie wiedzieć, kim był. Wszyscy, którzy grali z Parkiem wiedzą jednak, iż miał prawie taki sam wkład w sukcesy jak Cristiano, ze względu na to, co dawał zespołowi. To tacy jak on są w sporcie drużynowym najważniejsi

– ocenił Rooney

Do czerwonej części Manchesteru przychodził z PSV, do którego z kolei trafił z koreańskiego Kyoto Purple Sanga. W Eindhoven wiodło mu się różnie. Doszło nawet do tego, że kibice rozczarowani jego występami gwizdali i rzucali butelkami. Gdy wrócił na właściwie tory, wypatrzył go Sir Alex Ferguson i cztery miliony funtów wyłożone na stół wystarczyły do załatwienia sprawy. Legendarny menadżer darzył go uwielbieniem. Cenił sobie jego uniwersalność i zadaniowość. W dokumencie zrealizowanym przez Amazon Prime „Sir Alex Ferguson: Never Give In (2021)”, Szkot powiedział, że gdyby wydelegował Parka do specjalnego krycia Leo Messiego, to Manchester wygrałby to spotkanie.

Andrea Pirlo natomiast w swojej autobiografii pisał o trudnych pojedynkach pomiędzy nim a Parkiem, który nawet na moment nie odpuszczał pilnowania byłego pomocnika Milanu. Na Old Trafford spędził wspaniałe siedem lat, wygrywając praktycznie wszystko. Na trybunach niosły się piosenki o nim, fani kochali swojego walecznego idola. Buty na kołku zawiesił po epizodach w Queens Park Rangers i ponownej wizycie w PSV. W 2014 oficjalnie powiedział „dość”, a powód takiej decyzji stanowiła komplikująca się kontuzja kolana.

Jest pierwszym Azjatą, który wygrał Ligę Mistrzów, grając przy tym w finale. Z Koreą Południową, dla której wystąpił równo 100 razy, zajął czwarte miejsce na mistrzostwach świata w 2002 roku, które odbywały się w jego ojczyźnie oraz Japonii. Został wybrany najlepszym azjatyckim piłkarzem, jaki kiedykolwiek zagrał na mundialu. Trafił też do azjatyckiej jedenastki wszech czasów wybieranej przez wspomniane już IFFHS.

3. Cha Bum-Kun (Koreańczyk z Południa, ur. 22 maja 1953 r.)

As silnej europejskiej ligi na długo przed Park Ji-Sungiem. Zaczynał w klubie Korean Air Force, w reprezentacji debiutował jako 18-latek. Jest najmłodszym graczem, który kiedykolwiek osiągnął 100 występów w narodowych barwach (ostatecznie ma ich 136). Setny mecz dla Korei Południowej rozegrał mając zaledwie 24 lata i 35 dni.

W 1978 roku wyjechał do Bundesligi, co okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. W Niemczech mówiono do niego „Cha Boom” ze względu na atomowe uderzenie, jakim dysponował. Bramkarzy rywali nękał w koszulkach takich firm jak Darmstadt, Eintracht Frankfurt czy Bayer Leverkusen. W Bundeslidze do setki bramek zabrakło dwóch trafień. Z Eintrachtem i Bayerem wygrał Puchar UEFA, a z tym pierwszym jeszcze DFB Pokal. Latami rozsławiał swój kraj na dużych piłkarskich arenach. Zawodnikiem roku w Korei mianowano go siedem razy. Przez IFFHS nagradzany wieloma tytułami, takimi jak choćby najlepszy piłkarz Azji XX wieku.

W kwalifikacjach do mistrzostw świata w 1978 roku zagrał we wszystkich dwunastu meczach, strzelając pięć goli. Koniec końców, Koreańczycy nie pojechali na rzeczony mundial. Podczas Igrzysk Azjatyckich w 1978 roku zdobył dwie bramki i dołożył dwie asysty, przyczyniając się do zdobycia przez drużynę złotego medalu. Z 58 strzelonymi golami przoduje w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii kadry.

Cha po karierze rozpoczął pracę trenerską w zespole Hyundai Horang w latach 1991-1994. W styczniu 1997 roku został mianowany trenerem reprezentacji narodowej i wraz z nią awansował na mundial we Francji w 1998 roku. Jednak po katastrofalnej porażce 5:0 z Holandią w drugim meczu grupowym Cha wyrzucono ze stanowiska. Później obwinił Koreański Związek Piłki Nożnej za złe wyniki, powołując się między innymi na brak premii i wyciągając mocne oskarżenia, jakoby mecze w Korei były ustawiane. Związek natychmiast nałożył na niego pięcioletni zakaz uprawiania zawodu, a on sam wkrótce opuścił kraj wraz z małżonką. Jego drugie dziecko, syn Cha Du-ri, również grał dla reprezentacji Korei Południowej i dla zespołów z Bundesligi, idąc w ślady ojca. W listopadzie 2019 roku Cha otrzymał od rządu niemieckiego Krzyż Zasługi.

2. Son Heung-Min (Koreańczyk z Południa, ur. 8 lipca 1992 r.)

Ostatni już południowokoreański piłkarz w przedstawianej hierarchii. I najlepszy. Wielka postać Tottenhamu i Premier League. Król strzelców zeszłego sezonu do spółki z Mohamedem Salahem – obaj panowie strzelili po 23 gole. Różnica polega na tym, że Son w przeciwieństwie do Salaha nie wykonywał ani jednego rzutu karnego, więc to jego wyczyn jawi się jako bardziej imponujący.

„Sonaldo”, bo tak żartobliwie ochrzcili go fani gry FIFA, w 2018 roku mógł w znaczący sposób zaprzepaścić to, na co pracował tak długo. Przed błyskotliwym skrzydłowym stanęła wizja odbycia trwającej rok i dziesięć miesięcy służby wojskowej. W jego kraju nie ma zmiłuj. Taryfa ulgowa nie dotyczy nawet tak rozpoznawalnych osobistości. Szansą na ominięcie obowiązków był awans Korei do 1/8 mistrzostw świata w Rosji. Wtedy cała drużyna dostaje swego rodzaju ułaskawienie. Tą drogą się nie udało, więc ostatnią deskę ratunku stanowił triumf na Igrzyskach Azjatyckich, które odbywały się miesiąc po mundialu. Szczęście trzymało się Sona kurczliwie, bowiem Koreańczycy założyli na szyję złoty medal.

Son Heung-min
Son Heung-min – źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Titan_Sports_Conferred_the_trophy_to_Son_Heung-min_on_April_24th,_2018.jpg

To, że rozległa służba odeszła w zapomnienie, nie znaczy, że w Korei można nie służyć w ogóle, będąc zdrowym, dorosłym mężczyzną. Sona czekały złagodzone ćwiczenia, ponieważ należał do czwartej kategorii – takiej dla tych, którym zdrowie nie pozwala na zbyt wiele albo właśnie dla zasłużonych dla państwa. 6 kwietnia 2020 roku, kiedy piłka nożna została zawieszona z powodu pandemii COVID-19, Son ruszył wypełnić zadanie. Po zakończeniu 14-dniowej kwarantanny po powrocie do Korei, przez trzy tygodnie służył w Korpusie Piechoty Morskiej na wyspie Jeju.

– To dobre doświadczenie. Nie mogę powiedzieć wszystkiego, co zrobiłem, ale naprawdę miałem sporo frajdy. Wszyscy wokół okazali się sympatyczni. Te trzy tygodnie to trudny okres. Pierwszy dzień, kiedy nie znałem nikogo, był dziwny, ale szybko się zakumplowaliśmy z resztą chłopaków. Spędzaliśmy każdy dzień razem w jednym pokoju. 10 osób bardzo blisko siebie. Pracowaliśmy w grupie, pomagaliśmy sobie nawzajem. Chłopcy pierwszego i drugiego dnia nie potrafili się nawet do mnie odezwać, jednak pod koniec żartowaliśmy razem i było naprawdę fajnie

– opowiadał Son.

Son do Europy wyjechał bardzo wcześnie, bo już w wieku 16 lat. Wypatrzyli go skauci Hamburga, gdzie spędził pięć lat, a przez trzy grał w pierwszej drużynie. W lipcu 2013 roku za 12,5 miliona euro kupił go Bayer Leverkusen, w którym jego talent eksplodował na tyle, że „Koguty” zapłaciły za niego 30 milionów euro. Dla ekipy z północnego Londynu rozegrał 324 mecze, strzelając 131 goli i notując 73 asysty. Wybierano go klubowym graczem sezonu. Najlepszym piłkarzem Azji został pięciokrotnie. Wygrał również Nagrodę FIFA im. Ferenca Puskása dla strzelca najpiękniejszej bramki w 2020 roku.

1. Paulino Alcántara (Filipińczyk, ur. 7 października 1896 r.)

Zwycięzca rankingu na świat przyszedł jeszcze w XIX wieku na terenie mającym niewiele wspólnego z futbolem – na Filipinach. Jego rodzice wyemigrowali do Hiszpanii w poszukiwaniu lepszego życia i to dało mu szansę na uwolnienie gigantycznego talentu. Dostrzegł go w nim jeden z założycieli Barcelony, Joan Gamper. Paulino w zespole debiutował 25 lutego 1912 roku w wieku zaledwie 15 lat, a debiut ten okrasił hat-trickiem w wygranym 8:2 pojedynku. Był pierwszą wielką gwiazdą Barcelony, przecierał ten szlak niewiarygodnymi popisami. 369 goli w 357 spotkaniach – to oficjalny dorobek Alcántary dla „Dumy Katalonii”.

Posiadał tak silne uderzenie, że niejednokrotnie piłka przerywała siatkę w bramce. Dosłownie. W 1918 roku podczas potyczki Barcy z Realem Sociedad kopnął futbolówkę tak mocno, że ta przedarła sieć i poleciała dalej. Media pisały o nim „Romperedes”, czyli niszczyciel siatek. Reprezentował zarówno Filipiny, grając na Wschodnich Igrzyskach Olimpijskich, jak i Katalonię oraz Hiszpanię. Co ciekawe, dla Filipin występował też jako… tenisista stołowy.

Mimo wybitnych boiskowych osiągnięć nauka stanowiła dla niego priorytet. Dla ważnych egzaminów potrafił zrezygnować z Igrzysk Olimpijskich, na które miał pojechać z Hiszpanią. Gdy 5 lipca 1927 roku po raz ostatni założył trykot Barcelony, miał 31 lat. Potem poświęcił się pracy w zawodzie lekarza, ale wkrótce można było zobaczyć go w roli dyrektora klubowego Barcy. Dużą rysą na jego postaci jest niewątpliwie współpraca z faszystami. Gdy w Hiszpanii wybuchła wojna domowa służył w armii Benito Mussoliniego. Walczył między innymi w Aragonii oraz Guadalajarze. Resztę życia spędził w Barcelonie, gdzie 13 lutego 1964 roku odszedł na wieczny spoczynek.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Real Madryt – Eintracht Frankfurt. Najlepszy finał Pucharu Europy

Real Madryt - Eintracht Frankfurt to jeden z najlepszych meczów Realu w historii, ale też prawdopodobnie najlepszy finał Pucharu Europy - w tym artykule opisujemy tę rywalizację

„9. Mistrzowska passa Juventusu” – recenzja

Niezwykła książka-album nie tylko dla kibiców Juventusu. "9. Mistrzowska passa Juventusu" to zapis wrażeń i emocji kibiców włoskiej drużyny zrzeszonych w Amici Sportivi.

Lechia vs. Juventus 1983 – historia wyjątkowego dwumeczu

Lechia vs. Juventus z 1983 roku to historyczny, choć sromotnie przegrany pojedynek. Lechiści musieli przebyć krętą drogę, by rozegrać ten wymarzony dwumecz.