AS Roma vs. AC Parma 2001. Jak Giallorossi przypieczętowali swoje ostatnie Scudetto?

Przerwany mecz, rozebrani piłkarze, milion osób fetujących tytuł i striptiz słynnej celebrytki. W tym roku mija 20 lat, odkąd AS Roma po raz ostatni sięgnęła po Scudetto. Dziś na łamach Retro Futbol przypomnimy sobie mecz, który zapewnił Giallorossim ostatni tytuł mistrza Włoch.

Ciężki żywot rzymskich klubów

Serie A wystartowała w 1929 roku. Obecny sezon jest 89 edycją tych rozgrywek. Gdybyśmy zapytali was, o wymienienie kilku czołowych klubów z Italii to zapewne wielu z was obok Juventusu i dwóch ekip z Mediolanu, wskazałoby również na zespoły ze stolicy Włoch – AS Romę i Lazio. Wszak niegdyś na polskich trybunach popularna była przyśpiewka, mówiąca o tym, że: “Nawet słynna AS Roma też (tutaj wstaw odpowiednią nazwę klubu) nie pokona”, co miało podkreślać, że drużyna z Wiecznego Miasta stanowi nie lada potęgę. Dlatego sporą rzeszę kibiców może dziwić fakt, że dwie najsłynniejsze futbolowe marki rodem z Rzymu zgarnęły łącznie zaledwie pięć tytułów mistrzowskich.

Najlepszym pod tym względem okresem dla zespołów z miasta założonego przez legendarnego Romulusa, były lata 2000 i 2001, kiedy to najpierw po Scudetto sięgnęło Lazio, a rok później ich rywal zza miedzy. Niestety dla fanów obydwóch zespołów tytuł dla Romy sprzed 20 lat pozostaje jak do tej pory ostatnim mistrzostwem wywalczonym przez którąkolwiek ze stołecznych drużyn.

W 2000 roku po mistrzostwo Włoch sięgnęło Lazio, dowodzone przez Svena-Gorana Erikssona

Zapewne wielu tifosich zakochanych w Giallorossich z rozrzewnieniem wspomina 17 czerwca 2001 roku. To właśnie w tym dniu podopieczni Fabio Capello zwyciężyli w spotkaniu ostatniej kolejki Serie A z AC Parmą i przypieczętowali zdobycie mistrzowskiej korony. Tamtej nocy Wieczne Miasto oszalało, a na ulice Rzymu wyszły setki tysięcy wniebowziętych fanów. Ale może po kolei…

Capello na zakupach

W 1999 roku władze AS Romy postanowiły dokonać roszady na stanowisku trenera. Kontrowersyjny Zdenek Zeman został zastąpiony przez Fabio Capello. Cel rzymskich działaczy był prosty. Jeżeli zatrudniasz w klubie faceta, który przez pięć sezonów z rzędu wygrywa ze swoimi klubami rozgrywki ligowe (4 razy z AC Milan i raz z Realem Madryt) to z pewnością liczysz na to, że i twojemu klubowi zapewni możliwość włożenia czegoś do gabloty. Debiutancki sezon Capello na Stadio Olimpico mógł jednak zostać uznany za rozczarowujący. Giallorossi finiszowali na szóstym miejscu w tabeli, a do rywali zza miedzy, którzy sięgnęli po mistrzostwo, stracili aż 18 punktów. Capello uznał więc, że jeśli ma powalczyć o coś więcej, w klubie konieczne są wzmocnienia.

W związku z tym w czasie letniego okienka transferowego opiekun Giallorossich sprowadził do klubu piłkarzy, którzy mieli podnieść poziom niemal każdej formacji. W pierwszej kolejności potrzebny był gracz, który odciążyłby Vincenzo Montellę i Marco Delvecchio w linii ataku. By wzmocnić siłę rażenia AS Romy, stołeczni działacze postanowili rozbić bank. Rzymianie wysupłali z klubowego skarbca 36 milionów euro, które przelali na konto Fiorentiny. Dzięki temu na Stadio Olimpico przybył Gabriel Batistuta. Król strzelców Serie A z 1995 roku miał już na karku 31 lat i część kibiców kręciła nosem na to, że klub wydaje tyle pieniędzy na podstarzałą gwiazdę.

W tamtym momencie był to rekord transferowy, jeżeli chodzi o kupno gracza powyżej 30 roku życia. Został on pobity dopiero przez Leonardo Bonucciego w 2017 roku. Batigol był bardzo zdeterminowany. Przez niemal dekadę gry we Florencji zdobył jedynie Puchar Włoch. Wiedział, że to ostatni dzwonek, by zmienić przynależność klubową i spróbować spełnić swoje marzenie o sięgnięciu po Scudetto. Za środek pola miał odpowiadać Brazylijczyk Emerson, ściągnięty do Romy z Bayeru Leverkusen. Południowoamerykański zaciąg uzupełniał obrońca Walter Samuel. Argentyńczyk przywędrował do Wiecznego Miasta z Boca Juniors. Blok defensywny dodatkowo zasilił Jonathan Zebina. Młody obiecujący Francuz, reprezentujący wcześniej barwy Cagliari.

Droga do chwały

Roma rozpoczęła kampanię ligową 2000/2001 w kapitalnym stylu. Capello zmodyfikował ustawienie taktyczne na 3-4-1-2. Ustawił Cafu i Vincenta Candelę jako wahadłowych, a Francesco Tottiego przesunął bezpośrednio za plecy dwójki napastników. Maszyna odpaliła. Po 24 kolejkach Giallorossi mieli na swoim koncie 18 wygranych, cztery remisy i zaledwie dwie porażki. W ligowej tabeli wyprzedzali drugi Juventus o dziewięć punktów. I wtedy nadszedł kryzys…

Kolejne cztery spotkania to zaledwie jedno zwycięstwo Romy. Szczególnie bolesne były Derby della Capitale, kiedy to rzymianie roztrwonili dwubramkowe prowadzenie i dali sobie odebrać zwycięstwo w piątej minucie doliczonego czasu gry. Na domiar złego w następnej kolejce podopieczni Capello mierzyli się z Juventusem. Ewentualna porażka sprawiłaby, że przewaga Giallorossich w ligowej tabeli stopniałaby do zaledwie trzech punktów. Już po sześciu minutach gry Stara Dama prowadziła 2-0. Wszystko było na jak najlepszej drodze, by spełnił się czarny scenariusz. Nie pozwolił jednak na to etatowy rezerwowy Romy – Hidetoshi Nakata. Japończyk został bohaterem spotkania, po tym jak zmienił w drugiej połowie Francesco Tottiego. Najpierw atomowym strzałem z 30 metrów zmniejszył prowadzenie Juve, natomiast w doliczonym czasie gry znów oddał kąśliwe uderzenie w kierunku bramki ekipy z Turynu. Strzegący dostępu do niej Edwin van der Sar wypuścił piłkę przed siebie, co skrzętnie wykorzystał Vincenzo Montella i doprowadził do wyrównania.

Odwrócenie losów meczu z bezpośrednim rywalem w wyścigu o Scudetto sprawiło, że Roma nabrała wiatru w żagle i wygrała kolejne dwa mecze. Następnie zremisowała spotkanie z Milanem u siebie. Ewentualne zwycięstwo w meczu przedostatniej kolejki z Napoli zapewniało Giallorossim tytuł mistrzowski. Niestety kibice Romy, którzy szykowali się tego wieczora, by świętować na ulicach Wiecznego Miasta pierwszy od 18 lat tytuł mistrza Italii dla ich zespołu, musieli obejść się smakiem.

Z Neapolu rzymianie wywieźli tylko remis. Kapitalną okazję w końcówce spotkania zmarnował Montella. Po meczu doszło do scysji pomiędzy nim a Fabio Capello. Napastnik Romy wybuchł gniewem po tym, jak trener wypomniał mu zmarnowanie dogodnej sytuacji i przedłużenie stresu związanego z wyścigiem o Scudetto. Montella był dodatkowo sfrustrowany faktem, że trener darzył go ograniczonym zaufaniem i często musiał zaczynać spotkania na ławce rezerwowych. Capello lubił atletycznie zbudowanych napastników, a mierzący zaledwie 172 centymetry wzrostu piłkarz nie do końca pasował do jego wizji gry. W szatni zespołu było na tyle gorąco, że musieli interweniować sami zawodnicy.

Przed ostatnią kolejką strata Juventusu wynosiła zaledwie dwa punkty. Stara Dama kontynuowała passę dziesięciu kolejnych spotkań bez porażki. W grze o Scudetto pozostawało także Lazio, które traciło do swojego derbowego rywala trzy punkty. O wszystkim miała zadecydować ostatnia seria gier.

Wielki dzień

17 czerwca 2001 roku w całym Rzymie czuć było atmosferę wielkiego oczekiwania. Trybuny Stadio Olimpico były zapełnione do ostatniego miejsca już na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Francesco Totti w swojej autobiografii wspomina telefon do swojej mamy, który wykonał w dniu meczu:

O jedenastej wracam do pokoju i dzwonię do mamy. >> Właśnie usiadłam na trybunach, Francesco. Tak. Wszystko jest dobrze, dziękuję. Jest… jest niewiarygodnie. Nie ma już gdzie wcisnąć szpilki.<<

Legendarny piłkarz AS Romy zdradził również, że przed meczem mobilizował się oglądając film “Gladiator” Ridleya Scotta i archiwalne materiały związane z mistrzostwem Giallorossich z 1983 roku.

Po dotarciu na stadion Fabio Capello nakazał swoim piłkarzom, udać się na spacer po murawie obiektu. Chciał, by poczuli niesamowitą atmosferę, która roztaczała się tego dnia na trybunach rzymskiej areny.

Następnie powiedziałem im, że mamy szansę zostać mistrzami Włoch. Nie musiałem mówić nic więcej.

Na murawę wyszli również gracze AC Parmy. Gialloblu zajmowali czwarte miejsce w tabeli i żaden wynik nie mógł już tego zmienić. Część fanów Romy liczyła, że ich rywale potraktują to spotkanie jako ostatni mecz do odhaczenia przed wakacjami i nie wyjdą na boisko nadmiernie zmotywowani. Z drugiej strony istniała obawa, że Parma zechce popsuć piłkarskie święto rzymianom. W dodatku tacy gracze Gialloblu jak: Marco Di Vaio, Nestor Sensini, Matias Almeyda czy Diego Fuser byli w przeszłości zawodnikami Lazio, co mogło w nich jeszcze bardziej wzmagać chęć przeszkodzenia Romie w mistrzowskim marszu. Zresztą w drużynie prowadzonej wówczas przez Renzo Ulivieriego aż roiło się od klasowych zawodników. W wyjściowej jedenastce na to spotkanie znaleźli się m.in. Gianluigi Buffon, Lilian Thuram czy Fabio Cannavaro. Romę czekało ciężkie zadanie.

Mecz

Pomimo niedawnych niesnasek Capello zdecydował się desygnować do gry od pierwszej minuty Vincenzo Montellę, który miał partnerować w ataku Batistucie. Za ich plecami operował Totti. Za środek pola odpowiadali Emerson z Damiano Tomassim. Candela i Cafu spełniali rolę wahadłowych. W postać trójki środkowych obrońców wcielali się: Zago, Walter Samuel i Jonathan Zebina. Między słupkami natomiast stał Francesco Antonioli. Ten zespół miał dać AS Romie pierwsze od 18 lat mistrzostwo Italii.

O godzinie 15:00 sędzia Stefano Braschi zagwizdał po raz pierwszy i mecz mógł się rozpocząć wśród powiewających żółto-czerwonych flag, dymu flar i ryku ponad 70 tysięcy gardeł. Broniąca się piątką defensorów Parma, początkowo skutecznie neutralizowała ataki gospodarzy. Zdeterminowani tego dnia Giallorossi przełamali jednak zasieki przyjezdnych już po 20 minutach gry. Candela odegrał piłkę na jedenasty metr do Montelli, ten przepuścił piłkę do lepiej ustawionego Tottiego, który huknął nie do obrony.

Oto gol mojego życia. Ten, który zostanie po mnie na zawsze. Moja wiadomość do kibiców Romy z przyszłości. Byłem właśnie tym. Byłem golem na 1:0 w najważniejszą niedzielę naszej historii.

Tak skwitował tamto trafienie kapitan Giallorossich w swojej autobiografii.

Gospodarze podwyższyli prowadzenie w 39 minucie. O ile z uderzeniem Batistuty Buffon jeszcze sobie poradził, o tyle przy dobitce Montelli był już bezradny. Do szatni Roma schodzi z dwubramkową zaliczką, a Aeroplanino po raz trzynasty w sezonie mógł zaprezentować swoją charakterystyczną cieszynkę.

W drugiej połowie kropkę nad “i” postawił Gabriel Batistuta. Argentyńczyk podbił sobie piłkę, mijając w łatwy sposób Fabio Cannavaro i jednocześnie przygotowując ją do uderzenia w bliższy róg bramki Parmy. 3:0. Do końca spotkania pozostaje 12 minut. Kilku kibiców nie wytrzymuje i wbiega wyściskać Batigola, dla którego było to 20 trafienie w sezonie ligowym. Oni nie będą świętować tej nocy na ulicach Rzymu. Spędzą ją w areszcie. Cztery minuty później Di Vaio strzela gola kontaktowego.

Pitch invasion i mól książkowy

Mijają kolejne minuty. Coraz więcej fanatyków Romy forsuje płot okalający plac gry i ustawia się przy linii bocznej boiska, by jak najszybciej zacząć celebrę. Gdy na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry sędzia Braschi z powodu faulu wstrzymuje na chwilę mecz, zaczyna się boiskowa inwazja. Większość ultrasów opacznie odczytuje jego intencje, myśląc, że arbiter właśnie zakończył spotkanie.

Niesforni fani podbiegają do swoich idoli, chcąc pozbawić ich koszulek, spodenek i czego tylko się da. Służbom porządkowym zajmuje kilka dobrych minut, zanim zdołają opanować sytuację. Fanów z murawy ściąga również sztab szkoleniowy i działacze Giallorossich, a trener Capello nie szczędzi gorzkich słów pod adresem nieodpowiedzialnych kibiców. W tym momencie był bardziej przejęty zachowaniem tifosich niż wynikiem meczu. Gdyby nie udało się ich usunąć z murawy, gospodarzom groziłby walkower i straciliby mistrzostwo w najgłupszy możliwy sposób. Capello przez długi czas biega wzdłuż trybun, pokrzykując na sympatyków Romy i żywiołowo gestykulując.

W końcu po kilkunastu minutach przerwy widowisko może zostać wznowione. Rozebrani do majtek Walter Samuel i Zago muszą dokończyć spotkanie w strojach graczy rezerwowych. Totti pożycza spodenki od Vincenta Candeli, a Gigi Buffon dogrywa mecz bez rękawic. Gdy rozlega się gwizdek końcowy, zawodnicy Parmy natychmiast pierzchają do szatni. Wiedzą co zaraz będzie się działo na murawie Stadio Olimpico, gdyż kilkanaście minut wcześniej poczuli tego przedsmak.

AS Roma, która nieprzerwanie prowadziła w tabeli Serie A od szóstej kolejki spotkań, ostatecznie sięgnęła po upragnione trofeum. Na nic się zdała wygrana Juve z Atalantą. Tercet Batistuta-Montella-Totti zapewnił Giallorossim 46 z 68 ligowych goli w tamtym sezonie. Monolit stanowiła również silna formacja obronna. Wszystko to pod batutą maestro Capello, który odpowiednio poukładał klocki i mógł zapisać na swoim koncie piąte Scudetto.

Na Olimpico odległość od boiska do szatni nie jest mała. W normalnych okolicznościach trzeba kilku minut, żeby ją przemierzyć. Tego dnia zajmuje mi to 50 minut, gdyż okazuje się, że wejście do korytarza jest kompletnie zablokowane. Są tam wszyscy, twarze znane i kompletnie nieznajome, piosenkarze, aktorzy i politycy. Ludzie dosłownie szaleją z radości, śpiewają, tańczą, przepychają się, wznoszą toasty, piją, wylewają zawartość kieliszków na siebie. Wygląda to jak podium Formuły 1, tylko o wiele bardziej zatłoczone.

To znów wspomnienia z autobiografii Tottiego.

Wieloletni kapitan Romy opowiadał także, że gdy dotarł do szatni gospodarzy, jego oczom ukazał się przedziwny widok. Hidetoshi Nakata siedział w kącie pomieszczenia i… czytał książkę, w czasie gdy reszta zespołu fetowała tytuł.

Obiecany striptiz

Przez całą noc blisko milion osób świętowało trzecie Scudetto w historii klubu. Jedną z największych atrakcji zabawy odbywającej się w rzymskim Circus Maximus, była niejaka Sabrina Ferilli. Włoska aktorka nazywana “nową Sofią Loren”, sympatyzowała z Romą. Ferilli obiecała przed sezonem, że jeśli zespół Capello zdobędzie tytuł, to kibice Giallorossich obejrzą w czasie mistrzowskiej fety, wykonany przez nią striptiz. Miało to być poniekąd odpowiedzią na wyczyn innej aktorki Anny Falchi, która rok wcześniej roznegliżowała się przed kibicami Lazio, gdy Biancocelesti sięgnęli po tytuł. W każdym razie Ferilli słowa dotrzymała.

Czterech mężczyzn przebranych za wilki wniosło ją na scenę w lektyce, po czym aktorka wykonała obiecany taniec, w otoczeniu wirujących wokół niej mężczyzn, przebranych za starożytnych mieszkańców Rzymu. Na koniec ubrana w samą bieliznę machała flagą z herbem AS Romy.

Wielu kibiców Giallorossich nie było zadowolonych z występu Ferilli. Przecież: “w bieliźnie się nie liczy”. Aktorka mogła pójść o krok dalej w 2008 roku. Wówczas to obiecała dokończyć dzieła w przypadku wywalczenia przez Tottiego i spółkę pucharu Ligi Mistrzów. Rzymianie zakończyli jednak swój udział na ćwierćfinale tych rozgrywek.

Sabrina Ferilli i Francesco Totti

Trudno przypuszczać, by pani Ferilli mogła mieć w najbliższym czasie kolejną okazję do odsłonięcia reszty ciała. Zresztą dziś, niczego jej nie wypominając, jest już stateczną kobietą, zbliżającą się do 60 urodzin.

Capello nie zdołał zapewnić Giallorossim kolejnych tytułów i ostatecznie odszedł z klubu w 2004 roku. Zresztą wkrótce stołeczna ekipa pogrążyła się w kryzysie finansowym i zmuszona była przeprowadzić wyprzedaż najlepszych zawodników. Czy niedawne zatrudnienie Jose Mourinho na stanowisku menadżera klubu to znak, że działacze Romy znów chcą się włączyć w walkę o tytuł? Patrząc na to, jak portugalski szkoleniowiec rozmienia się w ostatnim czasie na drobne, trudno w to uwierzyć. A może się mylę? Może dwie przykurzone marki, które połączą swoje siły, będą w stanie nawiązać do swoich najlepszych momentów? Niebawem się przekonamy.

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła
  • J. Foot – “Calcio. Historia włoskiego futbolu.”
  • P. Dumanowski, D. Guziak – “W krainie piłkarskich bogów. O Polakach w Serie A.”
  • F. Totti, P. Condo – “Francesco Totti. Kapitan. Autobiografia.”