Crvena Zvezda i jej ostatni taniec – 30 lat od tryumfu w Pucharze Europy

30 lat temu na Stadio San Nicola odbył się jedyny jak do tej pory rozegrany w Bari finał Pucharu Europy. Mecz obejrzało 51 587 widzów, a sędziował przedstawiciel gospodarzy, Tullio Lanese. Starły się FK Crvena Zvezda i Olympique Marsylia. Postanowiliśmy przybliżyć Wam te wyjątkowe wydarzenie.

Crvena Zvezda – wielkie pokolenie piłkarzy z Jugosławii

Po raz drugi w historii do finału najbardziej cenionych rozgrywek klubowych w Europie dotarł mistrz Jugosławii. Ćwierć wieku po wielkim osiągnięciu Partizana swój rozdział historii pisał jego lokalny rywal. Czerwono-biali mogli się do tej pory poszczycić występem w półfinale Pucharu Miast Targowych i w finale jego następcy, Pucharu UEFA, tudzież w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów, lecz były to dawne dzieje. W Pucharze Europy Zvezda zagrała w półfinale dwukrotnie, ostatnio dwadzieścia lat wcześniej. Lata 80. to co najwyżej ćwierćfinał (1981, 1982 i 1987 rok).

Poczytaj o tym, jak kluby z Jugosławii radziły sobie w Europejskich Pucharach.

Tym razem w składzie belgradzkiej drużyny znajdował się szereg piłkarzy o wielkim potencjale. 22-letni Robert Prosinečki, urodzony w Niemczech Zachodnich pół-Chorwat, pół-Serb, dołączył do Crvenej Zvezdy cztery lata wcześniej, po tym, jak został odrzucony w zagrzebskim Dinamie przez Miroslava Blaževicia. Szybko zadomowił się w nowym zespole, a po kilku miesiącach wraz z reprezentacją Jugosławii pojechał na młodzieżowe mistrzostwa świata do Chile. Wrócił ze złotym medalem, jednym golem na koncie (na 2:1 w 89. minucie ćwierćfinału z Brazylią) i tytułem najlepszego zawodnika turnieju, budząc pewnie niepokój u legendarnego Ćiro, który miał zapowiedzieć, że prędzej zje swój dyplom trenera, niż blond dzieciak zostanie prawdziwym piłkarzem.

W 1990 r. Prosinečki pojechał do Włoch na “prawdziwy” mundial. Na początek Jugosławia uległa 1:4 reprezentacji Niemiec Zachodnich na San Siro, po czym w Bolonii pokonała 1:0 Kolumbię i rozbiła 4:1 Zjednoczone Emiraty Arabskie – Robert wszedł z ławki i ustalił wynik spotkania, a dwa gole strzelił wcześniej jego klubowy kolega, Darko Panczew. Macedończyk sprowadzony do Zvezdy rok wcześniej z Vardaru Skopje zdobył w debiutanckim sezonie 25 bramek w lidze, wykręcając najlepszy wynik w dotychczasowej karierze i przyczyniając się walnie do zdobycia mistrzostwa. Jedną bramkę dołożył w Pucharze UEFA.

W 1/8 finału w Weronie Plavi wyeliminowali Hiszpanię 2:1 po dogrywce i dwóch golach być może największego gwiazdora belgradzkiej drużyny, Dragana Stojkovicia. Przygoda w Italii zakończyła się na ćwierćfinale. 38 971 widzów na stadionie we Florencji obejrzało bezbramkowy mecz Argentyny z Jugosławią. Piłkarze z federacji przez półtorej godziny grali w dziesięciu, ponieważ obrońca Zvezdy, Refik Šabanadžović, otrzymał żółtą kartkę w 24. minucie i kolejną w 31. W serii jedenastek mistrzowie świata wygrali 3:2. “Piksi” nie trafił do siatki, a po golu Prosinečkiego strzał Diego Maradony obronił Tomislav Ivković. Sergio Goycochea został pokonany przez kolejnego przedstawiciela Crveno-belich na mundialu, Czarnogórca Dejana Savićevicia, a swojej szansy nie wykorzystał Pedro Troglio. Niestety, argentyński bramkarz powstrzymał dwóch ostatnich strzelców, natomiast Gustavo Dezotti nie pomylił się.

Latem Stojković opuścił Belgrad, przechodząc za równowartość ok. 5,5 mln funtów do Marsylii. Jesienią Prosinečki, Savićević oraz urodzony w chorwackim Vukovarze Siniša Mihajlović wzięli udział także w mistrzostwach Europy do lat 21. Robert ponownie strzelił bramkę, przeciwko Bułgarii w pierwszym meczu ćwierćfinałowym na Maksimirze. Jugosławia wyeliminowała sąsiadów, Bułgarów i Włochów, dopiero w finale uległa Związkowi Radzieckiemu. Mihajlović i Savićević także mieli swój udział w marszu do Bari. W dniu finału Pucharu Europy mieli odpowiednio 22 i 24 lata.

Z kolei 25-letni Panczew rozgrywał sezon życia – jeszcze lepszy od pierwszego w barwach Zvezdy. W kraju zaliczył 28 trafień w lidze (miał dojechać do 34 w 32 spotkaniach i zdobyć Złotego Buta) i sześć w Pucharze Jugosławii. Pięć bramek w ośmiu dotychczasowych starciach w Pucharze Europy dało mu (wraz z kilkoma innymi piłkarzami, w tym Hugo Sanchezem z Realu Madryt) drugie miejsce na liście strzelców, za Jeanem-Pierrem Papinem z Marsylii i Peterem Pacultem z austriackiego Tirolu. Trzeci wynik osiągnęli m. in. słynny Emilio Butragueño i Prosinečki (po cztery gole). Do bramek w klubowych barwach Panczew dołożył jeszcze dziesięć w kwalifikacjach do mistrzostw Europy.

Ostoją defensywy mistrza Jugosławii był Miodrag Belodedici, jedyny obcokrajowiec w składzie (a i to nie do końca; grał dla Rumunii, lecz jak zdradzają imię i nazwisko, pochodził z rodziny o serbskich korzeniach). Dla obchodzącego niedawno dwudzieste szóste urodziny obrońcy finał Pucharu Europy nie był zupełną nowością. Pięć lat wcześniej w barwach Steauy Bukareszt zatrzymał w Sewilli Barcelonę Terry’ego Venablesa, by zwyciężyć po rzutach karnych. Później sięgnął jeszcze po Superpuchar Europy. Przeprowadził się do Belgradu latem 1988 roku, tuż przed kolejnym sezonem, w którym Steaua dotarła do finału (tym razem została rozbita przez Milan). Obok Belodediciego w meczu w Bari wystąpił nieszczęśnik z Florencji, 25-letni Šabanadžović, który dwa lata przed mistrzostwami świata wziął udział także w nieudanym turnieju olimpijskim w Korei (Jugosławia nie wyszła z grupy). Najstarszy w wyjściowej jedenastce był napastnik Dragiša Binić, który w październiku miał skończyć 30 lat.

Z drugiej strony Raymond Goethals, trener mający za sobą sukcesy z reprezentacją Belgii, Anderlechtem i Standardem Liege, również miał do dyspozycji wyśmienitych zawodników. Kapitanem był fenomenalny Papin, m. in. członek „brązowej” reprezentacji z mistrzostw świata w Meksyku przed pięciu laty i świeżo koronowany król strzelców ligi francuskiej z 23 golami. Doświadczony Jean Tigana, kolejny medalista mundialu, lecz także mistrz Europy z 1984 r., znalazł się na ławce rezerwowych, wraz ze Stojkoviciem czy Philippem Vercruyssem (i on pojechał do Meksyku po brąz). Od pierwszej minuty na boisku był obecny inny mistrz Starego Kontynentu, Manuel Amoros. W środku obrony grał Carlos Mozer, 29-krotny reprezentant Brazylii, a w ataku Papinowi towarzyszyli 26-letni Abedi Pele oraz 30-letni Chris Waddle, kluczowy zawodnik tak Marsylii (od dwóch lat), jak i angielskiej kadry, która na włoskim mundialu dotarła do półfinału. Krnąbrny 25-latek, Eric Cantona, nie znalazł się w składzie meczowym.

Sezon 1990/91 – czyli droga do finału.

Drogę do finału Olympique rozpoczął od wyeliminowania Dinama Tirana (5:1 i 0:0, hattrick Papina, gol Cantony, trafienie Vercruysse’a). W 1/8 finału mistrzowie Francji trafili na Lecha Poznań. Mecz w Polsce gospodarze wygrali 3:2 po trafieniach Laurenta Fourniera, Damiana Łukasika, Bogusława Pachelskiego, Andrzeja Juskowiaka i Waddle’a. Rewanż był o wiele bardziej jednostronny. W pierwszej połowie Kazimierza Sidorczuka pokonali Papin i (dwukrotnie) Vercruysse. Po przerwie z karnego trafił Czesław Jakołcewicz, lecz w końcówce hattricka skompletował Vercruysse, a dwa gole dołożyli Tigana i Basile Boli, wynikiem 6:1 pieczętując awans Marsylii.

Ćwierćfinał to starcie z broniącym tytułu Milanem. Na San Siro padł remis, a bramki strzelili Ruud Gullit i Papin. Na Stade Velodrome gospodarze prowadzili 1:0 dzięki trafieniu Waddle’a, gdy dwa zestawy reflektorów odmówiły posłuszeństwa. Przywrócono je do działania po około kwadransie. Bo Karlsson, który za parę miesięcy miał poprowadzić finał Pucharu Zdobywców Pucharów na de Kuip, zaprosił piłkarzy na murawę, lecz dyrektor Rossonerich, Adriano Galliani, zdecydował, że jego zawodnicy tego nie zrobią. Odebrał w ten sposób klubowi szansę na walkę o trzecie trofeum z rzędu i piąte w historii. UEFA ukarała Milan walkowerem 3:0. W półfinale Olympique dość pewnie pokonał drużynę, która wcześniej wyrzuciła za burtę mistrzów Włoch, czyli Napoli Diego Maradony, a następnie Real Madryt – Spartaka Moskwa (3:1 w stolicy ZSRR i 2:1 u siebie, strzelali kolejno Abedi Pele, Papin, Vercruysse, znów Pele i Boli), zapewniając sobie bilety do Bari.

Być może zainteresuje Cię również

Jugosłowiański klub rozpoczął europejską przygodę od niepozornego 1:1 u siebie z Grasshopperem. Wynik otworzył w 14. minucie Peter Közle, wyrównał niedługo przed przerwą Binić. Dwa tygodnie później w Zurychu Panczew dał prowadzenie gościom w 11. minucie, tuż pod przerwie z rzutu karnego podwyższył Prosinečki. Duško Radinović strzelił na 3:1, rozwiewając nadzieje kibiców mistrza Szwajcarii. Wkrótce potem kolejną jedenastkę wykorzystał Közle, zdobywając gola honorowego. W końcówce wynik na 4:1 dla Crvenej Zvezdy ustalił Prosinečki – także strzałem z “wapna”. W kolejnej rundzie na belgradzką Marakanę przyjechali piłkarze szkockiego Rangers. Znów pierwszy gol padł dość wcześnie, gdyż już w ósmej minucie John Brown pokonał własnego bramkarza. W drugiej połowie Prosinečki i Panczew dołożyli po bramce, dając Crveno-belim duży zapas przed rewanżem. Na Ibrox Macedończyk zaliczył trzecie trafienie w sezonie, a choć Ally McCoist wyrównał, remis dał Zveździe awans do ćwierćfinału.

Tam czekało Dynamo Drezno. Pierwsze spotkanie znów rozegrano w Jugosławii. Na Marakanie stawiło się 73 730 widzów. Po golach Prosinečkiego i Binicia gospodarze schodzili na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem. Wynik na 3:0 ustalił Savićević. Rewanż rozpoczął się bardzo źle dla Crvenej Zvezdy – od rzutu karnego dla Dynama, wykorzystanego przez Torstena Gütschowa. Jednak w drugiej połowie Savićević i Panczew odwrócili losy meczu. W 78. minucie Prosinečki zabierał się do wykonania rzutu rożnego, gdy w pobliżu jego oraz sędziego liniowego wylądowało kilka przedmiotów, ciśniętych przez kibiców gospodarzy. Atmosfera była bardzo gęsta. Próbowano uspokoić widzów, lecz bezskutecznie. Sędzia Emilio Soriano Aladren przerwał spotkanie, a UEFA zmieniła wynik na 3:0 – podobnie jak Marsylia tego samego wieczoru, Zvezda awansowała więc po walkowerze, choć w momencie przerwania obu meczów i tak to późniejsi finaliści byli górą. Tak Milan, jak i Dynamo zostały wykluczone z rozgrywek europejskich na rok, a dyrektor Rossonerich dodatkowo zawieszony na dwa lata w obowiązkach klubowych.

Półfinał był pierwszym etapem Pucharu Europy, w którym Zvezda pierwsze spotkanie rozgrywała na wyjeździe. Przeciwnikiem był Bayern Monachium. W 23. minucie Roland Wohlfarth strzelił na 1:0, leczw końcówce pierwszej połowy wyrównał Panczew. W 70. minucie miał miejsce legendarny kontratak gości, a Dejan Savićević dał swojej drużynie prowadzenie 2:1 i, jak się miało okazać, zwycięstwo. W rewanżu wynik otworzył w 24. minucie Mihajlović uderzeniem z rzutu wolnego. Klaus Augenthaler wyrównał po nieco ponad kwadransie drugiej połowy, gdy jego strzał z wolnego przepuścił niezdarnie Stevan Stojanović, a kilka minut później Manfred Bender wyprowadził Bayern na prowadzenie. Przed dogrywką uratował Zvezdę… Augenthaler. Samobójcze trafienie niemieckiego obrońcy, który poprzedniego lata brał udział w rozgromieniu Jugosławii przez RFN i sięgnął ostatecznie po mistrzostwo świata, oznaczało remis 2:2 i awans belgradzkiego klubu do finału. Wypełniona po brzegi Marakana (mecz oglądało 79 684 widzów) eksplodowała szczęściem, kiedy szwajcarski sędzia Bruno Galler odgwizdał koniec spotkania.

Crvena Zvezda vs Olympique Marsylia – Finał PEMK 1991

W odróżnieniu od podróży Partizana do Brukseli ćwierć wieku wcześniej, Crvena Zvezda poważnie podeszła do zadania. Do Bari drużyna przyjechała sześć dni przed finałem, w cieniu przegranego finału Pucharu Marszałka Tity z Hajdukiem i porażki 2:3 z Dinamem na Maksimirze (belgradzki zespół zapewnił sobie już obronę tytułu mistrza kraju i po dziś dzień krążą plotki, że spotkanie było ustawione). Sportowców oddzielono od dziennikarzy, przedstawicieli innych klubów (zainteresowanie sprowadzeniem jugosłowiańskich gwiazd rosło), a także żon i dziewczyn, którym nie przekazano numerów telefonów z hotelu (zawodnikom wolno było dzwonić, jednak nie można było dodzwonić się do nich). Ljupko Petrović zarządził intensywne przygotowania. Zadbano także o to, by na finał mogło przyjechać niemałe grono byłych piłkarzy, trenerów, przyjaciół klubu.

Crvena Zvezda strzeliła osiemnaście goli w ośmiu spotkaniach. Piłkarze z Marsylii – dwadzieścia dwa. W finale jednak przez ponad dwie godziny gry nie padła ani jedna bramka. Mihajlović po dwudziestu latach opowiadał, że trener  nie był pewny psychiki swoich młodych zawodników. W obawie, że mogą nie poradzić sobie z presją – zwłaszcza gdyby pierwsi stracili gola – Petrović nakazał im ostrożną grę. Mieli nie atakować, wręcz oddawać przeciwnikom piłkę. Mihaljović nazwał mecz najnudniejszym finałem w historii Pucharu Europy, lecz taktyka opłaciła się. Crvena Zvezda oddała zaledwie trzy niecelne strzały, Olympique próbował szczęścia dziesięciokrotnie; cztery razy piłka zmierzała w światło bramki, lecz Stojanović bronił.

Kiedy nadszedł czas serii rzutów karnych, kibicom w Jugosławii być może przypomniał się nieszczęsny ćwierćfinał mistrzostw świata przeciwko Argentynie. Rezultat tym razem miał być jednak inny. Strzelanie rozpoczął Prosinečki i pewnie pokonał Pascala Olmetę. Chwilę później Amoros wziął długi rozbieg, zwolnił nieco przed uderzeniem, ale 26-letni bramkarz Zvezdy nie dał się zmylić; rzucił się w prawo i dał drużynie przewagę. Kto wie, jak by się potoczyły sprawy, gdyby jednak pierwszy strzelał Stojković, potrafiący dobrze wykonywać jedenastki; powiedział jednak trenerowi, że nie chce tego robić przeciw byłemu klubowi… Kolejnych sześciu śmiałków trafiało do siatki: Binić, Bernard Casoni, Belodedici, Papin, Mihajlović, Mozer. W końcu nadszedł czas na Panczewa. Gdyby nie trafił, przedłużyłby nadzieje rywali. Jego gol dałby belgradzkiej drużynie trofeum. Napastnik posłał piłkę w lewo, podczas gdy Olmeta raczej wyszedł z bramki, niż rzucił się; Macedończyk osiągnął szczyt kariery, zapisał się złotymi literami w historii Zvezdy, a po kilku minutach Stojanović uniósł w górę Puchar Europy. Jeszcze trochę później miał miejsce m. in. słynny wywiad z Prosinečkim, przyłapanym przez dziennikarza z papierosem.

Futbolowe blaski, społeczne cienie – rozpad Jugosławii

Tysiące kibiców w kraju ogarnęła nieopisana radość. Od czasu igrzysk olimpijskich w Rzymie ponad trzydzieści lat wcześniej piłkarzom z federacji nie udało się osiągnąć takiego sukcesu na arenie międzynarodowej. Jednak był to łabiędzi śpiew futbolu w rozpadającym się państwie. Minął nieco ponad rok od meczu Zvezdy w Zagrzebiu, przed którym serbscy kibice demolowali miasto, a w trakcie którego doszło do zamieszek. Spotkanie przerwano. Kapitan Dinama, Zvonimir Boban, w obronie kibica swojej drużyny kopnął milicjanta Refika Ahmetovicia. Rok później zadymy się nie powtórzyły, lecz sytuacja nie była wcale lepsza. Od śmierci marszałka Tity więzy trzymające razem Jugosławię zaczęły się luzować. Podczas gdy tu i ówdzie narastały nacjonalistyczne nastroje, komunizm był w odwrocie. Niemcy się zjednoczyły, ZSRR i Czechosłowacja miały się wkrótce rozpaść, w Polsce zorganizowano wolne wybory. Również sąsiedzi zwrócili się ku demokracji; tacy na przykład Węgrzy pokojowo, lecz Rumuni nader brutalnie. Ważne były i względy gospodarcze. Inflacja sięgnęła niebotycznych rozmiarów. Po wyborach roku 1990 powoli ruszała prywatyzacja pod kierownictwem Ante Markovicia, lecz było za późno.

Mieszkańcy najbardziej rozwiniętej i najbogatszej z republik Jugosławii, Słoweńcy, mieli dosyć finansowania macedońskich bezrobotnych czy kosowskich kopalń. Już w grudniu 1990 roku w referendum o frekwencji 93,3% aż 94,8% głosujących opowiedziało się za niepodległością. W ślad Słowenii poszła Chorwacja. Licznie zamieszkujący tę drugą republikę Serbowie poczuli się zagrożeni i sami rozpoczęli przygotowania do stworzenia odrębnego państwa bądź przynajmniej wywalczenia autonomii. W marcu i kwietniu 1991 r., pomiędzy meczem Zvezdy w Dreźnie a wyjazdem do Monachium, doszło do krótkotrwałych starć w rejonie Jezior Plitwickih. 27 dni po finale w Bari Słowenia i Chorwacja ogłosiły niepodległość. W Jugosławii wybuchła wojna. Kilkuletni chłopcy, jak Luka Modrić czy Mario Mandžukić, musieli wraz z rodzinami uciekać ze swoich domów. Uznanie nowych republik przez inne państwa umiędzynarodowiło konflikt, przekształcając wojnę domową w międzypaństwową.

Jednym z symboli wojny nazywanej w Chorwacji ojczyźnianą stało się długotrwałe oblężenie Vukovaru, rodzinnego miasta Sinišy Mihajlovicia. W czasie jego trwania Jugosławia pokonała na wyjeździe Wyspy Owcze i Austrię po 2:0; w obu meczach na listę strzelców wpisał się Dejo Savićević. Plavi awansowali na mistrzostwa Europy w Szwecji. Pięć dni po meczu na Praterstadion Vukovar padł, a członkowie formacji paramilitarnych dowodzonych przez niesławnego “Arkana”, przywódcę Deliji, prowadzącego kibiców Zvezdy do boju w Zagrzebiu półtora roku wcześniej, wymordowali co najmniej dwustu rannych, jeńców i cywili. 19 listopada 1991 r., gdy mieszkańcy Vukovaru drżą o życie, w obecności 22 110 widzów na Old Trafford Manchester United pokonuje Crveną Zvezdę 1:0 w meczu o Superpuchar Europy…

Zwykle zdobywcy Pucharu Europy i Pucharu Zdobywców Pucharów rozgrywali dwumecz. Tym razem odbyło się tylko jedno spotkanie, a to właśnie z powodu wojny w Jugosławii. Obrońcy tytułu także mecze z północnoirlandzkim Portadown oraz cypryjskim Apollonem Limassol musieli rozgrywać na Węgrzech. W Pucharze Europy wprowadzono nowość: zamiast ćwierćfinału – fazę grupową dla ośmiu najlepszych zespołów. Zwycięzcy mieli spotkać się w finale. Crvena Zvezda zagrała z Sampdorią (zastępującą wykluczony Milan), Anderlechtem oraz Panathinaikosem. Na mecze “domowe” Crveno-beli jeździli do Budapesztu i Sofii. Wygrali dwa, pokonali też mistrzów Grecji na wyjeździe. Ostatnie dwa spotkania – w Bułgarii z Sampdorią i w Belgii z Anderlechtem – przegrała, z sześcioma punktami zajmując drugie miejsce. W międzyczasie Zvezda zdobyła Puchar Interkontynentalny, pokonując chilijskie Colo-Colo 3:0 po dwóch golach 22-letniego Vladimira Jugovicia i jednym Panczewa, mimo że pod koniec pierwszej połowy, jeszcze przy stanie 1:0, z boiska wyleciał Savićević. Choć udało się obronić tytuł mistrzowski w rozpadającym się państwie (znowu skutecznością wykazał się macedoński napastnik, trafiając do siatki 25 razy w 28 spotkaniach), w następnym sezonie rozgrywek UEFA belgradzkiej drużynie niedane było wystąpić.

Ostatecznie także reprezentacja Jugosławii, okrojona z wielu zawodników, jak Prosinečki, Davor Šuker, Robert Jarni, Aljoša Asanović, nie pojechała do Szwecji. Została wykluczona z turnieju, a jej miejsce zajęła druga w grupie Dania. Jak wiadomo, to ten zespół sięgnął po tytuł. Wbrew krążącemu po dziś dzień mitowi, Duńczycy nie klecili drużyny naprędce z piłkarzy ściąganych z urlopów i plaż. Od miesięcy było wiadomo, co się święci, i zawodnicy z lig zagranicznych czekali w napięciu, trenowali, grali mecze towarzyskie, z nadzieją, że uda się pojechać na Euro. Dla przedstawiciela rodzimych rozgrywek, funkcjonujących w systemie wiosna-jesień, zwyczajnie trwał sezon i również nie w głowie były im wakacje.

ŻYCIE PO BELGRADZIE

Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów finału z 1991 roku? Większość z nich nie osiągnęła w dalszej karierze nic nawet zbliżonego. W meczu o Superpuchar w Teatrze Marzeń kapitańską opaskę nosił Savićević – Stojanović odszedł do Royalu Antwerp. Šabanadžović przywdział barwy ateńskiego AEK, Binić – Slavii Praga, ale największy krok naprzód zrobił Prosinečki, sprowadzony do Realu Madryt. W Hiszpanii spędził sześć lat. Z Realem wygrał Puchar Króla, zdążył jeszcze pograć dla Oviedo, Barcelony i Sevilli, zanim w wieku 28 lat wrócił do Dinama Zagrzeb, skąd przed laty “wygnał” go Blažević. Drogi jego i kontrowersyjnego Ćiro przecięły się raz jeszcze, gdy ten drugi objął reprezentację Chorwacji. Doprowadził ją do ćwierćfinału Euro w Anglii i do brązowego medalu mistrzostw świata we Francji, na których były piłkarz Zvezdy strzelił dwie bramki, w tym w meczu o trzecie miejsce z Holandią. Niechęć między dwoma panami nie zniknęła do końca nigdy. Z pewnością nie pomógł fakt, że Blažević posadził gwiazdora na ławce w półfinale przeciwko gospodarzom, wpuszczając go na boisko dopiero na ostatnie sekundy meczu. Lata później Prosinečki na półtora sezonu objął Crveną Zvezdę. Nadal jest w klubie bardzo szanowany.

Dwa lata po finale w Bari Goethals znowu doprowadził marsylski klub na szczyt. Na koniec pierwszego sezonu Ligi Mistrzów otrzymał kolejną szansę, by zdobyć Puchar Europy. Na Stadionie Olimpijskim w Monachium był AC Milan. Przez ten czas skład Olympique’u uległ znacznemu przemeblowaniu. Jean-Pierre Papin wprawdzie znowu pojawił się na boisku – lecz tym razem wchodząc z ławki, i to w barwach Rossonerich. W bramce mistrza Francji stał niespełna 22-letni Fabien Barthez, w obronie grał m. in. 24-letni Marcel Desailly, kapitanował jego rówieśnik, Didier Deschamps, a partnerowali mu z przodu Alen Bokšić oraz sprowadzony z Romy Rudi Völler. Choć w klubie nadal był “Piksi” Stojković, w decydującym meczu nie zagrał. Z poprzedniego finału ostało się kilku piłkarzy, m. in. Abedi Pele oraz zdobywca jedynego gola, Basile Boli. Po raz jedyny w dotychczasowej historii klub z Francji zdobył Puchar Europy.

Przeczytaj również:

Minął kolejny rok, w Atenach Johan Cruyff fotografował się z najważniejszym trofeum w klubowej piłce Starego Kontynentu, pewien, że jego Barcelona pokona Milan. Górą okazał się jednak być Fabio Capello, który zdobył dla Rossonerich piąty Puchar Europy. Mistrzowie Włoch rozbili Blaugranę 4:0, a od tej pory nikt nie powtórzył tak wysokiego wyniku w finale. Desailly, który w międzyczasie przeprowadził się z Marsylii do Mediolanu, tym razem wystąpił w środku pomocy i swoim golem ustalił wynik. Wcześniej na 3:0 trafił Dejo Savićević – jeden z dwóch piłkarzy Zvezdy z 1991 roku, który ponownie sięgnął po Puchar Europy. Czarnogórzec nie był w najlepszych stosunkach z Capello, natomiast jego dobrym kolegą z boiska był Boban. (Kiedy Savićević nie znał jeszcze dobrze włoskiego, prosił przykładowo Zvone o przetłumaczenie trenerowi, aby ten poszedł się j…ć.) Przyjaźń wiązała tę dwójkę od czasów jeszcze przed transferem Dejo. Razem reprezentowali Jugosławię tak na poziomie młodzieżowym, jak i seniorskim. Boiskowa współpraca blisko związała ulubieńca kibiców Dinama, bohatera narodowego Chorwatów, i jednego z ukochanych piłkarzy miłośników Zvezdy, który lata później miał zwyzywać przechodnia w trakcie wywiadu w Zagrzebiu. Przyjaźń tę na początku lat 90. ciężko było utrzymać. O wojnie nie rozmawiali…

Dejo odszedł z Belgradu w 1992 roku, niemal równocześnie z Belodedicim, który trafił do Valencii, Jugoviciem, sprowadzonym do Sampdorii, Panczewem, który wybrał Inter, oraz Mihajloviciem, który przywdział koszulkę Romy. Ten ostatni, choć urodzony w Vukovarze z matki Chorwatki, znany był z zachowań nacechowanych serbskim nacjonalizmem. M. in. jako trener reprezentacji Serbii wykluczył z drużyny muzułmanina i Bośniaka z pochodzenia, Adema Ljajicia, gdy ten nie śpiewał hymnu przed meczem – forma, w jakiej Mihajlović to zrobił, wywołała u wielu Serbów niesmak.

Trzydzieści lat po triumfie Crvenej Zvezdy belgradzki klub pozostaje ostatnim zespołem z Europy Wschodniej, który zdobył najbardziej prestiżowy puchar w klubowym futbolu. Przez ten czas piłka zmieniła się na tyle, że najpewniej taka historia już się nie powtórzy.

Tomasz Szarzyński

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *