Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pracowita zima

Sztab Górnika wiedział, że jednym ze sposobów na odpowiednio szybkie dojście do formy jest rozgrywanie sporej liczby gier kontrolnych. Wiadomo, że żadna jednostka treningowa czy mecz towarzyski nie zastąpią prawdziwej rywalizacji o punkty, ale zabrzanie nie mieli wyjścia. Tak intensywnie, jak tamtej zimy, nie pracowano w Zabrzu chyba nigdy wcześniej. Jeszcze w grudniu zespół wyjechał na małe tournée do Belgii, gdzie mierzył się z miejscowymi Club Brugge (3:1), FC Liège (2:2) i KVK Tirlemont (6:1). Do kraju wrócili w dobrych humorach tuż przed świętami.

Po Nowym Roku pierwszym etapem przygotowań do pojedynku z Wyspiarzami było zgrupowanie w Bydgoszczy. W ośrodku Zawiszy zawodnicy ciężko pracowali nad dojściem do optymalnej dyspozycji. Kalocsay nie miał zamiaru niczego zostawiać przypadkowi i nie zaniedbał niczego. Kiedy jego podopieczni wylewali litry potu na treningach, szkoleniowiec wybrał się do Wielkiej Brytanii, żeby na własne oczy zobaczyć w akcji drużynę United. 20 stycznia Węgier z trybun obserwował zwycięstwo Manchesteru 4:2 nad Sheffield Wednesday, które chłopcy Busby’ego odnieśli w wielkim stylu. W ich grze trener dostrzegał jednak pewne mankamenty, bo po powrocie do Polski stwierdził, że jego gracze nie stoją na przegranej pozycji. Kiedy Zbigniew Dutkowski, autor publikacji Gwiazdy, bramki, emocje Stadionu Śląskiego, w której są opisane niektóre z pucharowych bojów zabrzan, zadzwonił do Bydgoszczy, pytając trenera o wrażenia z pobytu w Anglii, Kalocsay miał ponoć odpowiedzieć:

O, Manchester United, to welki zespol! Najlepszi je tam Bobby Charlton, tak, Bobby Charlton je najlepszi… Jeszcze lepszi je Law, ano, Dennis Law je jeszcze lepszi… Ale najlepszi, to je George Best: to je ancykryst! Tak, Best je najlepszi – mówił zabawną mieszaniną czeskiego, słowackiego i polskiego węgierski szkoleniowiec.

Bydgoski etap przygotowań kończyły dwa mecze towarzyskie. 21 stycznia Górnik odniósł jednobramkowe zwycięstwo nad Polonią, a cztery dni później zawodnicy urządzili sobie niezłe strzelanie i w Szubinie zaaplikowali miejscowej Szubiniance aż siedem goli. Po powrocie na Śląsk zagrano jeszcze sparing z rybnickim ROW-em i na początku lutego zespół udał się do Gruzji.

Na słonecznych wybrzeżach Morza Czarnego warunki do przygotowań był zdecydowanie bardziej sprzyjające niż w zaśnieżonej Polsce. W trakcie swojego gruzińskiego obozu piłkarze rozegrali cztery mecze. Pierwszy z młodzieżową drużyną Dynama Tbilisi (2:0), następnie z seniorskim zespołem tego klubu (2:1), który finiszował w kończącym się właśnie sezonie radzieckiej ekstraklasy na wysokim, trzecim miejscu. Kolejnym sprawdzianem dla zabrzan było zakończone bezbramkowym remisem starcie z moskiewskim Torpedo. Na koniec pobytu zabrski zespół pokonał 2:0 Torpedo Kutaisi i w dobrym humorze wyruszył z powrotem do kraju. Radość z solidnie przepracowanego obozu mąciła nieco kontuzja obojczyka, jakiej nabawił się Erwin Wilczek i jego występ w Manchesterze stał pod znakiem zapytania.

21 lutego, czyli na tydzień przed pierwszym meczem, Górnik spokojnie wygrał w Chorzowie 2:0 z węgierskim Bányász Tatabánya. Swoich przyszłych rywali podglądał wtedy z trybun Matt Busby. Kibice wraz z piłkarzami niecierpliwie wypatrywali już spotkania w Manchesterze.

Oczywiście nie mogło być tak, że wszystko przebiegało bez zakłóceń. Na początku roku przedstawiciele Celticu wysłali do zabrskiego klubu propozycję rozegrania meczu towarzyskiego. Spotkanie miałoby się odbyć 23 lutego w przededniu pojedynku eliminacyjnego do Mistrzostw Europy Szkocja – Anglia. Szkoci gwarantowali pokrycie kosztów podróży i pobytu w Glasgow, a w zamian na takich samych warunkach mieli przyjechać na rewanż do Polski.

Oferta spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem zabrzan. Pojedynek z silnym, wymagającym rywalem, który prezentuje wyspiarski, twardy i siłowy styl gry byłby dobrym przetarciem przed meczem z United. Na przeszkodzie stanęły jednak względy formalne. Okazało się, że w myśl jednego z bzdurnych przepisów drużyna startująca w Pucharze Europy nie ma prawa rozgrywać meczów towarzyskich w kraju swoich pucharowych przeciwników. Na nic zdały się tłumaczenia, że przecież Szkocja i Anglia to dwie zupełnie niezależne federacje. O interpretację tego punktu w regulaminie poproszono europejskie władze, ale nadesłana telegramem z Berna odpowiedź nie była dla Górnika pozytywna. UEFA wyraźnie powiedziała „nie”.

Exit mobile version