Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Czas czytania: 31 m.

Brytyjska nawałnica

Zamiast więc udać się do Glasgow, piłkarze zasiedli na trybunach Old Trafford i z bliska obserwowali w akcji swoich przeciwników w ligowym pojedynku z Arsenalem. United wygrali 2:0, ale nasi zawodnicy zgodnie stwierdzili po meczu, że nie taki diabeł straszny i z nadzieją czekali na środowy wieczór. Po cichu liczono, że prasowe zachwyty nad graczami Busby’ego są nieco przesadzone i drużyna jest trochę przereklamowana. Mimo dość dobrze przepracowanego okresu zimowego, jasne było, że pod względem kondycyjnym zdecydowaną przewagę będą mieli Wyspiarze. Górnik swoich szans upatrywał w przemyślanej taktyce i pełnym zaangażowaniu.

Wizyta Polaków wzbudzała spore zainteresowanie, ale raczej tylko lokalnie. Londyńska prasa dopiero na parę dni przed meczem lakonicznie informowała o spotkaniu. Pula ponad 63 tys. biletów rozeszła się w ciągu zaledwie dwóch godzin i w środowy wieczór na trybunach zgromadził się komplet widzów.

Zdając sobie sprawę z przewagi gospodarzy, Kalocsay w pierwszej kolejności zwracał uwagę swoim podopiecznym na odpowiednie zabezpieczenie własnej bramki. Jednocześnie przypominał, żeby nie spuszczali oka z Besta, bo to on w szeregach rywali jest najgroźniejszy. Uczulił też zawodników, żeby przez cały mecz byli skoncentrowani i uważnie wyczekiwali swoich szans w kontratakach.

Wiedzieliśmy, że Anglicy wcale nie będą grać z nami „angielskiej piłki”, czyli wrzutek w pole karne. To był europejski futbol – mówił po latach Oślizło.

Zawodnicy z Manchesteru od początku ruszyli do ataku. Nacierali na bramkę Kostki z wielką konsekwencją i wyraźnie widać było, że są w świetnej formie. Po upływie kwadransa gry wielu obserwujących mecz fachowców, na czele z trenerem Celitku Jockiem Steinem, przychylało się do stwierdzenia, że z tak znakomicie dysponowanym zespołem United mało która drużyna byłaby w stanie nawiązać równorzędną walkę.

Trochę daliśmy się im wtedy stłamsić. W tamtym meczu tak naprawdę oni grali przez 60 minut, a my może przez 30. Znaczenie miała atmosfera na stadionie. Nasi kibice świetnie nas w Polsce dopingowali, ale kiedy tam, w Manchesterze, trybuny z impetem ryknęły, to nie było nawet słychać, kiedy sędzia gwiżdże – oceniał po latach Erwin Wilczek.

Zabrzanom wobec przytłaczającej momentami przewagi przeciwnika pozostało więc twarde trzymanie się nakreślonego przez trenera planu. Minuty mijały, na polską bramkę falowo ruszały kolejne ataki, ale nawet jeśli Wyspiarzom udało się rozerwać obronne szyki Polaków, to dzielnie trwał na posterunku Hubert Kostka. Bramkarz Górnika rozgrywał kolejne znakomite pucharowe spotkanie i udowodnił, że płynące pod jego adresem pochwały, były w pełni zasłużone. Po pierwszych 45 minutach ciągle utrzymywał się bezbramkowy rezultat i kiedy oba zespoły schodziły na przerwę, to bardziej zadowoleni z wyniku mogli być goście z Polski. 

W pierwszym okresie angielscy piłkarze niemalże zadusili nas tempem gry. Ale im dłużej ten mecz trwał, tym częściej myśmy niepokoili ich groźnymi kontrami – wspominał Lubański.

Początek drugiej połowy to znowu ciągłe ataki United i próby przechylenia szali na swoją korzyść. Coraz odważniej poczynał sobie Best. Dobrze pilnował go Latocha, ale czasem potrzebował pomocy kolegów i przez to w innych sektorach boiska Anglicy zyskiwali więcej swobody. Szczęście do gospodarzy uśmiechnęło się po godzinie gry. Wtedy to po uderzeniu Besta w zamieszaniu podbramkowym na moment orientację stracił Florenski i odbita od niego piłka wpadła do bramki. Podobnie jak w Kijowie samobójczego gola zdobył jeden z najlepszych tego dnia na placu gry. Swoje wielkie umiejętności Florenski potwierdził już dziesięć minut później. Ofiarną interwencją wybił futbolówkę sprzed linii bramkowej i zrehabilitował się za wcześniejszą pomyłkę.

paypal
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Noby Stiles – skała środka pola

W tym artykule omawiamy sylwetkę dawnej legendy United, która pozostawała w cieniu popularnych gwiazd ofensywy - oto Noby Stiles

Raul i spółka. Słodko-gorzki sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke

W tym artykule omawiamy sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke 04 - była to batalia pełna wzlotów i upadków, sukcesów i porażek.

„Skarb Kibica Ligi Szwedzkiej 2022” – recenzja

Recenzja pierwszego drukowanego Skarbu Kibica Ligi Szwedzkiej po polsku. Przygotowali go trzej pasjonaci skandynawskiego futbolu: Jacek Balon, Maciej Szałęga i Marek Wadas.