Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Czas czytania: 31 m.

Śnieżny epilog

Odrobienie dwóch bramek z tak klasowym zespołem, jak Manchester United było zadaniem trudnym, ale nie niemożliwym. Kalocsay prognozował, że tym razem rywale zagrają słabiej, bo zwyczajnie niemożliwe jest, żeby w tak krótkim czasie zagrać dwa bezbłędne niemal mecze. Zainteresowanie spotkaniem rewanżowym znowu osiągało rekordowe poziomy. Chętnych, żeby z trybun zobaczyć pojedynek obu ekip, było ponad 200 tys. Z kolei do siedziby klubu listonosze doręczali tysiące listów od kibiców z całego kraju. Popularność graczy była ogromna i wielu sympatyków futbolu wierzyło w awans do półfinału. Wiarę tę dodatkowo podbudowało pewne ligowe zwycięstwo nad Odrą Opole (6:0) w pierwszej wiosennej rundzie spotkań.

Decydujące o losach dwumeczu starcie rozgrywano w szczególnych warunkach. Mimo że była już połowa marca, to zima w Polsce miała się bardzo dobrze i nie zamierzała odpuszczać. 13 marca na bieżni wokół boiska zalegały zwały śniegu, a murawa była miejscami zalodzona. Anglicy nieprzyzwyczajeni do gry na śniegu, próbowali przekonać zespół sędziowski, żeby przełożyć mecz. Głównym arbitrem był Włoch Concetto Lo Bello – wówczas jeden z najlepszych fachowców na świecie (będzie też prowadzić finałowy pojedynek między Benficą i United). Skrzętnie sprawdził stan murawy i ocenił, że bardzo porządnie wywalcowane boisko jak najbardziej nadaje się do gry. Śnieg i mróz nie odstraszył z kolei polskich kibiców, którzy znowu szczelnie wypełnili stadionowe ławki.

Niecodzienna sceneria nie wpłynęła na jakość gry gości. Piłkarze z Manchesteru byli tak samo szybcy, zwinni i skoczni, co w pierwszym meczu. Znowu imponowali opanowaniem piłki i nawet futbolowy laik musiał przyznać, że tworzą wielkiej klasy zespół. Co zrozumiałe w Chorzowie skupili się głównie na grze defensywnej. To Górnik musiał odrobić straty i starać się prowadzić grę. Gościom taki układ pasował. W obronie grali cierpliwie i bardzo uważnie. Pilnowali się, żeby nie popełnić błędu.

Po raz kolejny sprzyjała im też fortuna. Kiedy ataki zabrzan stawały się coraz groźniejsze i wydawałoby się, że bramki są tylko kwestią czasu, pechowej kontuzji doznał Erwin Wilczek. Regulamin wówczas nie przewidywał zmian i pomocnik do końca meczu praktycznie statystował. Przesunął się do przodu i tylko w prostych sytuacjach starał się oddawać piłkę. Koledzy musieli sobie radzić bez niego, ale nie zamierzali składać broni, choć jego brak w środku pola stał się dość mocno widoczny. Ataki były przeprowadzane zbyt nerwowo, zawodnicy w strzały wkładali więcej siły niż precyzji. Brakowało gry z pierwszej piłki i odważnych rajdów na skrzydłach.

Mimo tych mankamentów kilka razy zrobiło się bardzo gorąco pod bramką Stepneya. W 27. minucie po rzucie wolnym w podbramkowym zamieszaniu o włos od strzelenia gola był Lubański. Napastnik już miał uderzać, ale w ostatniej chwili piłkę z nogi zdjął mu Francis Burns. Trzy minuty później polskiemu snajperowi znów udało się zmylić swoich opiekunów, ale po jego strzale futbolówka o centymetry minęła słupek.

Oprócz całej linii obrony na słowa uznania w zespole United zasłużyli Bobby Charlton, który imponował dokładnością podań i przeglądem sytuacji oraz Nobby Stiles, który jak tylko mógł, uprzykrzał życie Lubańskiemu. Mniej widoczny niż w pierwszym pojedynku był tym razem George Best. Główna w tym zasługa Henryka Latochy, który nie odstępował rywala na krok.

Trener Kalocsay mówił mi, żebym bez przerwy uważał na Besta. Chodziłem więc za nim na boisku dosłownie wszędzie. Nie zatrzymałem go oczywiście za każdym razem, ale przeszkadzałem, jak umiałem – wspominał Latocha.

paypal
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Noby Stiles – skała środka pola

W tym artykule omawiamy sylwetkę dawnej legendy United, która pozostawała w cieniu popularnych gwiazd ofensywy - oto Noby Stiles

Raul i spółka. Słodko-gorzki sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke

W tym artykule omawiamy sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke 04 - była to batalia pełna wzlotów i upadków, sukcesów i porażek.

„Skarb Kibica Ligi Szwedzkiej 2022” – recenzja

Recenzja pierwszego drukowanego Skarbu Kibica Ligi Szwedzkiej po polsku. Przygotowali go trzej pasjonaci skandynawskiego futbolu: Jacek Balon, Maciej Szałęga i Marek Wadas.