Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

I cóż, że ze Szwecji

Kilka dni po szczecińskiej porażce zespół zwyciężył w II Turnieju Trybuny Robotniczej. W finale towarzyskiego turnieju pokonali 1:0 Ruch Chorzów i nieco podreperowali morale przed zbliżającymi się meczami w Pucharze Mistrzów. Pary pierwszej rundy rozlosowano już 5 lipca w Genewie. Los dla zabrzan okazał się dość łaskawy, bo skojarzył ich z drużyną mistrza Szwecji – Djurgårdens IF.

Trener Kalocsay wynik losowania nazwał pierwszym zwycięstwem. Miał rację, bo można było trafić dużo gorzej. Szwedzi byli dość solidnym zespołem z kilkoma reprezentantami w składzie, ale zdecydowanie w zasięgu zabrzan. Jako największe zagrożenie w drużynie rywali wskazywano Svena Lindmana, który dobrze potrafił organizować grę i dokładnym podaniem obsłużyć kolegów. Latem Szwedzi w ramach Pucharu Intertoto mierzyli się z Zagłębiem Sosnowiec. Furory nie zrobili, bo u siebie przegrali 1:2, a w Sosnowcu polegli 1:4.

Niewiele brakowało, a do zaplanowanego 20 września na Stadionie Śląskim meczu w ogóle by nie doszło. Jak można przeczytać w Kronice Górnika Zabrze, działacze rywali zamiast do Chorzowa wysłali swoją ekipę do Warszawy. Zabrzanie udzielili rywalom wszelkich wskazówek, jak dotrzeć na miejsce spotkania, ale goście nie przylecieli ani samolotem do Katowic, ani żadnym pociągiem z Warszawy. Okazało się, że wylądowali na warszawskim Okęciu, ale nie mieli środków na dalszą podróż. W myśl przepisów sami powinni pokryć koszty podróży, więc Górnik mógł ich zostawić bez pomocy i wygrać mecz walkowerem. Kierownictwo zabrzańskiej ekipy wysłało jednak do stolicy klubowy autokar, którym Szwedzi dotarli na Śląsk późną nocą przed meczem. Zamiast podziękowań mieli wyrazić ponoć oburzenie, że Chorzów nie jest dzielnicą Warszawy.

Przed spotkaniem odbyła się jeszcze uroczystość pożegnania Ernesta Pohla, który zakończył karierę. Były kwiaty, delegacje i brawa, a kibice przez kilka minut skandowali imię najskuteczniejszego piłkarza w historii ekstraklasy. Dla Górnika był postacią kluczową i przez lata jednym z filarów zespołu. Pod jego okiem do drużyny weszło sporo młodych zawodników na czele z Lubańskim. Szkoda, że największe sukcesy na arenie międzynarodowej klub odnosił już bez swojego supersnajpera.

Mecz ze Szwedami był dwudziestą grą Górnika w Pucharze Mistrzów. Oprócz godnego pożegnania kolegi zyskali więc dodatkową motywację, żeby jak najlepiej się zaprezentować. Zaczęli z prawdziwym animuszem i już po dziesięciu minutach powinni prowadzić 2:0. Jednak zarówno Musiałkowi, jak i Lubańskiemu wyraźnie brakowało skuteczności. Zabrzanie marnowali kolejne sytuacje, a kibice powoli zaczynali się martwić, czy i tym razem niewykorzystane sytuację się nie zemszczą.

Exit mobile version