Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Czas czytania: 31 m.

Podtopienie zamiast potopu

Szwedzi bronili się praktycznie całym zespołem, ale Górnik nie potrafił znaleźć sposobu na skuteczne rozerwanie ich szyków. Przełom nastąpił dopiero w 41. minucie, a strzelcem gola okazał się niezawodny Włodzimierz Lubański. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Górnik ciągle atakował, momentami miał miażdżącą przewagę, ale Szwedzi ciągle dzielnie stawiali opór. Wiedzieli, że jednobramkowa przewaga rywali jest do zniwelowania na własnym terenie i za wszelką cenę chcieli ten wynik dowieźć do końca.

Takie podejście ich zgubiło. W pomeczowych komentarzach zauważano, że gdyby spróbowali przeprowadzić kilka kontrataków, być może ostudziliby zapędy zabrzan. Górnik jednak atakował z żelazną konsekwencją. Kiedy zegar wskazywał 41. minutę drugiej połowy niektórzy kibice przekonani, że wynik już się nie zmieni, powoli zaczęli opuszczać stadion. Wtedy jednak wysiłki zabrskiego zespołu przyniosły skutek i po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzałem głową piłkę do siatki skierował Lubański. Nie zdążyły jeszcze umilknąć oklaski, kiedy ten sam zawodnik ruszył szybko z futbolówką do przodu i po minięciu kilku rywali dograł do nadbiegającego Lentnera. Skrzydłowy nie miał problemu z pokonaniem bramkarza i ustalił wynik meczu na 3:0.

Mecz był prowadzony w szybkim tempie. Szwedzi okazali się lepsi niż przypuszczaliśmy. Mam nadzieję, że w rewanżowym spotkaniu nasza drużyna powtórzy chorzowski wynik – mówił na gorąco po meczu kapitan Stanisław Oślizło.

W pomeczowych komentarzach wytykano zawodnikom słabą skuteczność, ale jednocześnie doceniano trzybramkową zaliczkę, która przy takiej dyspozycji szwedzkiej drużyny powinna się okazać wystarczająca.

Zwycięstwo Górnika jest jak najbardziej zasłużone. Nie pora więc na wytykanie błędów poszczególnym zawodnikom. Mankamentów było sporo, ale w sumie zostały „zatarte” trzema bramkami. Trzeba jednak stwierdzić, że Lubański poważnie się zmienił od niedzielnego meczu z Francją, że Lentner zapomniał o chorobie i długiej przerwie w grze i wraca szybko do reprezentacyjnej formy, a Olek, którego trener Kalocsay niemal w ostatniej chwili „puścił” w miejsce Kuchty, zadziwił takim rezerwuarem sił, że mógł po krótkiej przerwie przystąpić do… rewanżowego meczu. W końcowy sukces i piękne perspektywy przed wyprawą do Sztokholmu wielki wkład włożyła cała drużyna. Górnik zdawał sobie sprawę, o jaką walczy stawkę, wiedział, że za jednym zamachem może wygrać II rundę i… zaufanie kibiców. To drugie wygrał na pewno, o pierwsze przyjdzie jeszcze walczyć w dniu 4 października w Sztokholmie – pisał po meczu na łamach katowickiego Sportu Stanisław Penar.

W rozgrywanym dwa tygodnie później rewanżu nie było miejsca na niespodzianki. Początkowo działacze próbowali przenieść mecz na 15 października, żeby gracze Górnika mogli wziąć udział w przygotowaniach reprezentacji do eliminacyjnego meczu z Belgią w ramach mistrzostw Europy. Szwedzi jednak się na to nie zgodzili i kadra szykowała się bez czołowych graczy Górnika.

W Sztokholmie zespół z Zabrza nie pozostawił wątpliwości, która z ekip jest lepsza. Szwedzi początkowo ruszyli do ataków, ale gracze Górnika umiejętnie wybijali ich z rytmu. W pełni kontrolowali przebieg spotkania i znowu stworzyli kilka znakomitych sytuacji. Kiedy 35. minucie Musiałek uzyskał prowadzenie, stało się jasne, że dla Djurgårdens przygoda z pucharami dobiega końca. Szwedzi co prawda zdołali kilka razy zagrozić bramce Kostki, ale różnica klas między zespołami była aż nadto widoczna. Zabrzanie umiejętnie utrzymywali się przy piłce i nie pozwolili rywalom choćby na honorowe trafienie. Za swoją grę Górnik zebrał pochwały nie tylko wśród polskich dziennikarzy, ale klasę polskiej ekipy doceniali też szwedzcy fachowcy.

Pierwsza runda miała być tylko rozgrzewką dla Górnika. W klubie wszyscy liczyli, że uda się wreszcie awansować do najlepszej ósemki i z niecierpliwością czekano na wynik losowania drugiej rundy.

paypal
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Noby Stiles – skała środka pola

W tym artykule omawiamy sylwetkę dawnej legendy United, która pozostawała w cieniu popularnych gwiazd ofensywy - oto Noby Stiles

Raul i spółka. Słodko-gorzki sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke

W tym artykule omawiamy sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke 04 - była to batalia pełna wzlotów i upadków, sukcesów i porażek.

„Skarb Kibica Ligi Szwedzkiej 2022” – recenzja

Recenzja pierwszego drukowanego Skarbu Kibica Ligi Szwedzkiej po polsku. Przygotowali go trzej pasjonaci skandynawskiego futbolu: Jacek Balon, Maciej Szałęga i Marek Wadas.