Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Kijowskie wyzwanie

O ile początkowo los był łaskawy dla Górnika, o tyle w drugiej rundzie limit szczęścia już chyba się wyczerpał. Polska ekipa trafiła na Dynamo Kijów. Ukraiński zespół debiutował w Pucharze Mistrzów, ale to wcale nie znaczy, że nie byli uznaną marką. W kraju pewnie zmierzali po drugi z rzędu, a trzeci w ogóle tytuł mistrzowski. Sezon wcześniej radzieckim ekipom szlak przetarło moskiewskie Torpedo, ale dwumeczu przegrało aż 0:7 z węgierskim Vasasem. Tym razem mistrz ZSRR miał odegrać większą rolę.

Po losowaniu okazało się, że Dynamo w pierwszej rundzie trafiło na broniący tytułu Celtic. W starciu ze szkocką ekipą nie dawno podopiecznym Wiktora Masłowa większych szans. Tym większe było zdziwienie, kiedy po pierwszej połowie meczu w Glasgow goście prowadzili 2:0. Ostatecznie Szkoci zdołali strzelić kontaktową bramkę, ale przed rewanżem w Kijowie ich szanse na awans mocno zmalały. Na kijowskim stadionie długo utrzymywało się skromne jednobramkowe prowadzenie Celticu, ale w ostatnich minutach gospodarze zdołali wyrównać. Cztery miesiące po pięknym triumfie w Lizbonie obrońcy tytułu pożegnali się z rozgrywkami, a kijowski zespół wyrósł na jednego faworytów.

Również przed starciem z polską ekipą zdecydowana większość fachowców wskazywała drużynę Dynama jako niemal pewniaka do awansu. Trudno się temu dziwić, bo o sile ukraińskiego zespołu stanowiło kilku reprezentantów kraju, którzy rok wcześniej bardzo dobrze zaprezentowali się na mistrzostwach świata w Anglii, gdzie zajęli czwarte miejsce. W bramce znakomicie spisywał się Wiktor Bannikow, obronę w ryzach trzymał Wołodymyr Łewczenko, w środku pola błyszczał Jożef Sabo, a o obliczu ataku decydowali Anatolij Byszowiec i Witalij Chmelnycki. Kierujący drużyną z ławki trener Wiktor Masłow był jednym z pierwszych, którzy wprowadzali krycie strefą i grę pressingiem.

Zabrzanie mieli jednak na stanowisku trenera równie dobrego fachowca. Kalocsay wiedział, że dla jego zespołu pojedynek z Dynamem będzie ciężką przeprawą, ale przy odrobinie szczęścia mogli wyjść z niego zwycięsko. Szkoleniowiec w przedmeczowych wypowiedziach podkreślał wielką klasę rywala i niewiele mówił o szansach swoich zawodników. Wygranej upatrywał w dobrym przygotowaniu taktycznym całego zespołu. Skrzętnie zbierał informacje o sposobie gry rywali, ich indywidualnych nawykach, ulubionych zagraniach, zaletach i wadach zarówno całej drużyny, jak i poszczególnych graczy.

W lidze Górnik już dawno miał za sobą niemrawy początek sezonu. Na początku listopada wrócili do ścisłej czołówki, a jesienne zmagania kończyli meczem z Ruchem. Liderujący w tabeli chorzowianie nie potrafili znaleźć sposobu na upilnowanie Włodzimierza Lubańskiego i w Zabrzu przegrali aż 1:4. Reprezentacyjny napastnik strzelił wszystkie cztery bramki i obserwujący to spotkanie z trybun drugi trener Dynama Wiktor Terentiew musiał docenić klasę lidera ataku zabrskiej drużyny. Dobra gra Górnika w lidze nie spowodowała jednak, że ukraiński zespół nabrał respektu przed Polakami. W Kijowie mało kto brał pod uwagę inny scenariusz niż wygrana gospodarzy i większość kibiców oczekiwała łatwego, pewnego zwycięstwa.

Zawodnicy Górnika w podróż wyruszyli z Warszawy. Najpierw Iłem-18 polecieli do Moskwy, skąd nazajutrz po przylocie duży Tu-104 zabrał ich do Kijowa. Naddnieprzański gród przywitał Polaków piękną pogodą. Poranki i wieczory były już chłodne, ale w ciągu dnia słońce dość mocno jeszcze przygrzewało. Na lotnisku czekała na Górnika cała rzesza dziennikarzy i fotoreporterów. Wśród błysku fleszy piłkarze z Zabrza zostali wręcz zasypani pytaniami, a największe zainteresowanie budził Włodzimierz Lubański. Później zawodnicy odjechali do hotelu Moskwa, w którym mieli się zatrzymać.

Kijowianie przyjęli zabrzan bardzo gościnnie, a w przeddzień meczu zorganizowali im nawet wieczorną wizytę w cyrku poprzedzoną zwiedzaniem miasta. Dynamo było jednak pewne zwycięstwa i już w pierwszym spotkaniu chciało rozstrzygnąć losy dwumeczu. Trener Masłow chcąc zadbać o odpowiednie przygotowanie swoich podopiecznych, zebrał ich w ośrodku sportowym Kończa Zaspa oddalonym o 19 kilometrów od Kijowa.

Exit mobile version