Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowy piątek

Co ciekawe mecz zaplanowano nie na środę, ale na piątek. O ile na parę dni przed spotkaniem aura dopisywała, o tyle w dniu meczu w Kijowie przez cały dzień siąpił deszcz. Polacy zaczynali się martwić, że przyjdzie im rywalizować na ciężkim, rozmokniętym i grząskim boisku. Gospodarze byli jednak przygotowani na pogodowe kaprysy i całą płytę zakryli wielkimi, nylonowymi płachtami, które ściągnięto dopiero kilka minut przed pierwszym gwizdkiem.

Zainteresowanie meczem wychodziło daleko poza Kijów. Awizowano liczne wycieczki z całego kraju, a na Stadionie Centralnym zgromadziło się 100 tys. miłośników futbolu. Ryk stutysięcznej kijowskiej publiczności wypełniał całą nieckę stadionu. Graczy Górnika wspierała skromna stuosobowa wycieczka z Polski i kilkunastu waterpolistów KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, którzy przebywali akurat w Kijowie na turnieju. Na boisku jednak siły były wyrównane.

Byliśmy nastawieni niezwykle bojowo. Irytowała nas nieco lekceważąca postawa zawodników Dynama. Uważali, i dawali to wyraźnie do zrozumienia, że skoro wyeliminowali zdobywcę pucharu Europy, to takie szaraczki, jak my, nie są im w stanie niczym zagrozić. Ale najbardziej zmobilizowało nas to, co zauważyliśmy dopiero po wyjściu na murawę stadionu. Na płocie wisiał ogromny transparent, na którym wypisano: „Pozdrawljajem sporcmienow s Riepubliki Polszy”.
– Chłopaki – powiedział któryś z kolegów – oni z nas robią siedemnastą republikę Kraju Rad. Nie możemy na to pozwolić.
– A co możemy zrobić, napisać skargę do ambasady
– Nie, po prostu dokopmy im tak, żeby nas popamiętali.
– Tak! Spuśćmy im solidne manto! – rozległy się głosy innych oburzonych graczy Górnika.
Lepszej mobilizacji naprawdę nie potrzebowaliśmy. Rozpoczęliśmy grę z taką adrenaliną, że wydawało się, iż po prostu rozniesiemy kijowian na strzępy – opowiadał Włodzimierz Lubański.

Kalocsay wiedział, że główna siła Dynama tkwi w bardzo dobrej grze w środku pola. Kijowianie dzięki składnym, kombinacyjnym akcjom potrafili raz po raz stwarzać zagrożenie pod bramką przeciwnika. Żeby nieco zniwelować ich przewagę w tej strefie, trener postanowił, zamiast trójki ofensywnych graczy, postawić tylko na dwójkę. Z przodu miał grać wysunięty Lubański i okresowo wspierający go Musiałek. Lentner tym razem usiadł na ławce, a jego miejsce zajął młody Alojzy Deja, który miał wspomóc kolegów w drugiej linii.

Pozornie więc siła rażenia została nieco zmniejszona, ale dzięki ustawieniu 4-4-2 łatwiejsze stało się opanowanie środka pola. Zawodnicy w pierwszej kolejności mieli skupić się na wytrąceniu z rytmu gospodarzy. Grali z kijowianami tak, jakby znali się od lat. Rywale spodziewali się defensywnego nastawienia zabrzan, ale Górnik nie miał zamiaru poprzestać tylko na obronie.

Pierwsza bramka padła już w 12. minucie. Dynamo objęło prowadzenie po samobójczym trafieniu Alfreda Olka, a stadionem wstrząsnął potworny ryk publiczności. Spotkanie prowadził rumuński sędzia Vasile Dumitrescu, który według Polaków nie zauważył, że Olek przy tej bramce był wyraźnie faulowany.

Arbiter popełnił wielką gafę. Olek był wyraźnie naciskany, Byszowiec popychał go rękami i sędzia powinien odgwizdać faul. Po meczu w rozmowach z członkami naszej ekipy przyznał się do tego błędu – mówił po meczu kapitan Górnika Stanisław Oślizło.

Euforia kibiców nie trwała jednak długo. Parę minut po samobójczym trafieniu Olek się zrehabilitował. Walczył za dwóch i to on zainicjował akcję, w której z jego podania Zygfryd Szołtysik dał zabrzanom wyrównanie. Po kwadransie gry było więc 1:1 i żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać. Lubański wspomniał, że w pierwszej połowie gra Górnika polegała w dużej mierze na powrotach na własną połowę i próbach przerwania akcji gospodarzy. Wraz z upływem czasu coraz odważniej atakowali jednak zabrzanie. Szybkie przejścia z głębokiej defensywy do odważnych kontr stawały się częstsze, a w środku boiska przewaga gości rysowała się coraz wyraźniej.

Exit mobile version