Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Supersensacja roku

W drugiej odsłonie gracze Górnika widzieli w oczach rywali postępujące zmęczenie. Gracze Dynama poruszali się już wolniej, a ich zagraniom zaczynało brakować dokładności. Polacy zwietrzyli swoją szansę i zaczęli naciskać jeszcze mocniej. Wreszcie po godzinie gry zawodnicy z Zabrza wywalczyli rzut rożny około 30 metrów od bramki rywali. Jak zwykle w takich sytuacjach do piłki podszedł Rainer Kuchta. Podobne zagrania były wielokrotnie ćwiczone na treningach. W pole karne udali się nie tylko Lubański i Musiałek, ale też imponujący skocznością Oślizło.

Każdy z nas ma swojego opiekuna. Ten „mój” stoi tuż przede mną zastawiając mi drogę biegu. A tam, trzydzieści metrów od nas, Rainer jest już przygotowany. Przesuwam się w kierunku Staszka, ale nie spuszczam wzroku z Kuchty. Rozpoczęcie przez niego biegu jest i dla mnie sygnałem do startu. Rainer rusza jak błyskawica. Ja w tym samym momencie robię zwód, udając, że „idę” na drugi słupek, podczas gdy w ułamku sekundy pędzę na pierwszy, gdzie jest dla mnie miejsce. Pędzi za mną mój „anioł stróż”, ale mam nad nim metr przewagi.

Kuchta uderza piłkę fałszem. Szybuje ona najpierw w kierunku bramki, a potem od niej się oddala. Na mojej wysokości. Raz, dwa, trzy kroki i jestem w górze. Szybciej od rosłych kijowskich obrońców. „Moja – myślę – tylko żeby ją dobrze trafić.”. Kontroluję lot piłki, już czuję ją na czole. Szybki skręt głową i widzę, jak kieruje się w samo „okienko”. Bramka! 2:1 dla Górnika – wspominał drugą bramkę zabrzan Włodzimierz Lubański w książce „Ja, Lubański”.

Do końca meczu pozostawało jeszcze pół godziny, więc Dynamo nie miało zamiaru się poddawać. Zabrzańska defensywa spisywała się jednak tego dnia znakomicie, a kijowianie bezskutecznie próbowali znaleźć na nią sposób. Szczęście uśmiechnęło się do nich na pięć minut przed końcowym gwizdkiem. Wtedy to sędzia dopatrzył się w polu karnym zagrania ręką jednego z zabrzan i natychmiast wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Jożef Sabo, który dał się poznać jako znakomity egzekutor jedenastek i podobno na sto karnych strzelał sto. Naprzeciw niego w bramce stał Hubert Kostka, który rozgrywał bardzo dobry mecz.

Byłem pewien, że obronię rzut karny. Kijowianie grali bardzo nerwowo, za wszelką cenę pragnęli wyrównać. Nie mniej zdenerwowany był etatowy egzekutor jedenastek Sabo. Nawet największy rutyniarz w takim momencie, gdy zwycięstwo, ba, remis wymyka się z rąk, nie czuje się najpewniej. Pomogli mi też kibice. Przed meczem rozmawiałem z Polakami, którzy zapewnili mnie, że Sabo strzela zawsze półgórną piłkę w prawy róg. Zamarkowałem zwód, udałem, że rzucam się w drugą stronę i… poszybowałem w kierunku, gdzie zgodnie z przewidywaniami strzelił Sabo – relacjonował Kostka w książce „Od Realu do Ajaxu”.

Korzystny dla Górnika wynik utrzymał się do końca, a Kostka stał się jednym z bohaterów meczu. Kiedy zawodnicy wrócili do hotelu, uczestnicy polskiej wycieczki zgotowali im gorące powitanie, a Lubańskiego wniesiono na ramionach kibiców do hotelowego holu. Na naprędce przygotowanym transparencie można był przeczytać: Pogromcy Celticu złamią zęby na Górniku. Oprócz Lubańskiego, Kostki i Oślizły, których oceniono najwyżej, warto podkreślić znakomitą grę Olka, który uprzykrzał życie Sabo. Poza nimi świetnie w pojedynkach z Chmelnyckim radził sobie bezbłędny tego dnia Kuchta, który zaliczył chyba życiowy występ. Byszowca umiejętnie z gry wyłączył Florenski, a młodziutki Deja zagrał jak prawdziwy rutyniarz, na co zwracał uwagę Kostka. Cały zespół rozegrał znakomite zawody i w pełni zrealizował przedmeczowe założenia trenera. Kalocsay zwykle stroniący od prasowych wypowiedzi również doceniał postawę swoich pupili.

Plan to jedna sprawa, a wykonanie to oddzielne zagadnienie. Wszystkie moje polecania zawodnicy wypełnili w stu procentach, wykazując olbrzymią dojrzałość. A ponieważ nie ustępowaliśmy również kijowianom pod względem kondycji, zwycięstwo nieoczekiwanie, choć zasłużenie, przypadło nam. Mogło być jeszcze bardziej okazałe. Przecież mieliśmy jeszcze dwie kapitalne sytuacje: Lubański trafił w słupek, a Szołtysik nie zdołał posłać piłki do pustej bramki. Wszyscy typowali wysokie zwycięstwo Dynama, tymczasem okazało się, że wysokie zwycięstwo mógł odnieść Górnik. Ale i tak nie możemy narzekać. Mogę mieć tylko pretensje do arbitra, który w wielu wypadkach krzywdził naszych piłkarzy, między innymi podyktował kilka rzutów wolnych z okolic pola karnego w momencie, kiedy poszkodowani byli obrońcy Górnika. Mam nadzieję, że rewanż prowadzić będzie lepszy sędzia – mówił po meczu Geza Kalocsay.

Masłow, który przed meczem twierdził, że przez szyki obronne jego drużyny nie przejdzie nawet mucha, zwracał uwagę na świetny występ Lubańskiego. Według trenera Dynama gdyby nie Lubański, mecz wygrałoby Dynamo. Zwycięstwo Górnika nazwano supersensacją roku, a katowicki Sport pisał po meczu: Europa pod wrażeniem wyczynu zabrzan. Do pełni szczęścia brakowało jednak jeszcze korzystnego rezultatu w rewanżu.

Exit mobile version