Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Czas czytania: 31 m.

Wyrównanie i lekkie nerwy

Wysiłki Dynama przyniosły skutek w 33. minucie. Wtedy to po dośrodkowaniu z rzutu rożnego kapitan kijowian Wasyl Turianczyk pokonał Huberta Kostkę i wyrównał stan rywalizacji. Przepisy wówczas mówiły, że w przypadku równej liczby bramek, o awansie decydują gole strzelone na wyjeździe, więc wynik 0:1 ciągle promował Górnika. W środku pola jednak coraz wyraźniej rysowała się przewaga gości i w sercach kibiców pojawiły się nerwowość i być może nawet lekkie zwątpienie.

Żadnych wątpliwości co do tego, który zespół jest lepszy, nie mieli zawodnicy Górnika. Przed własną publicznością chcieli osiągnąć korzystny rezultat i wykorzystać kijowską wiktorię. Na parę chwil przed końcem pierwszej połowy bardzo aktywny tego dnia Wilczek ruszył sprintem prawą stroną. Minął Krułykowskiego i dokładnym podaniem obsłużył Lubańskiego. Ten przedłużył do Szołtysika, z którym znakomicie się rozumiał, a Mały nie miał problemów z pokonaniem Bannikowa i o krok bliżej awansu znów był Górnik.

Rozradowani kibice w przerwie dali przykład swojej kreatywności i na trybunach zaroiło się od transparentów.

Gdy Lubański strzela, to serce zamiera.
Lubański mo gowa i pokona Bannikowa.
Chociażby było sześciu Byszowców – Górnik pokona i tak dynamowców.
– można było przeczytać.

To właśnie Byszowiec po przerwie przeprowadził groźny rajd i kilka razy mocno dawał się we znaki polskiej obronie. Jednak w całym dwumeczu można śmiało chyba stwierdzić, że opiekujący się nim Florenski zwyczajnie nakrył go czapką. Dynamo w pewnym momencie zamknęło jednak Górnika w jego własnym polu karnym i kilka razy z rzędu stwarzało zagrożenie po rzutach rożnych. Na niewiele się to zdało, bo zabrska obrona była tego dnia prawdziwym monolitem.

Zabrzanie nie skupiali się tylko na defensywie, ale kiedy tylko nadarzała się okazja, ruszali z groźnymi kontrami. Raz po raz zagrożenie pod bramką Bannikowa stwarzał Lubański i Szołtysik, ale obu panom brakowało szczęścia. Po drugiej stronie boiska z optycznej przewagi kijowian niewiele wynikało i Kostka nie miał zbyt dużo pracy. Kiedy wybrzmiał końcowy gwizdek szwedzkiego arbitra, część kibiców przedostała się na murawę. Jedni ściskali i całowali swoich pupili, ale inni próbowali wyładować własne frustracje na ukraińskich piłkarzach.

Niestety, w kilkudziesięciotysięcznej masie doskonałych, żywo i kulturalnie reagujących kibiców znaleźli się też tacy, którzy rzucili na boisko w trakcie gry kilka twardych przedmiotów, a po meczu niezbyt kulturalnie podziękowali piłkarzom Dynamo za emocjonujące sportowe widowisko. Rozfantazjowani kibice wtargnęli na murawę stadionu, powodując tym samym ogromne zamieszanie i stwarzając niebezpieczeństwo wypadku stratowania. Winę za to ponoszą także organizatorzy, którzy w niedostateczny sposób zabezpieczyli porządek na stadionie. Dominowało jednak na Stadionie Śląskim uczucie zrozumiałej radości z powodu sukcesu gospodarzy nad groźnym i sławnym przeciwnikiem – czytamy w Kronice Górnika Zabrze, którą cytuje portal wikigornik.pl.

Przez moment zrobiło się trochę nieprzyjemnie i groźnie, ale w obronie graczy Dynama stanęli zawodnicy Górnika.

Widziałem sam, jak jeden z kibiców usiłował kopnąć piłkarza Dynama. W tej sytuacji zaczęliśmy osłaniać piłkarzy z Kijowa i doprowadziliśmy ich do hotelu. Trzeba pamiętać, że nie było wtedy w narodzie zbyt wiele sympatii do „Ruskich”. Ta reakcja to był sposób kibiców na zademonstrowanie niechęci, a nawet nienawiści do okupanta. W tłumie było to najłatwiej pokazać – oceniał z perspektywy czasu Włodzimierz Lubański.

Po meczu nadszedł czas, żeby oblać sukces i wszyscy zawodnicy razem z żonami i partnerkami udali się do położonego niedaleko Gliwic zameczku, gdzie świętowali, bawiąc się do białego rana. Nazajutrz rano zmęczonego Lubańskiego obudził telefon. Napastnik w południe miał stawić się w zjednoczeniu węglowym, gdzie z drużyną chciał się spotkać towarzysz Gierek. Piłkarz, który nie czuł się najlepiej, nie miał zamiaru w ogóle jechać, ale jakoś udało się mu stanąć na nogi i na spotkaniu zdołał nawet powiedzieć kilka słów.

paypal
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Noby Stiles – skała środka pola

W tym artykule omawiamy sylwetkę dawnej legendy United, która pozostawała w cieniu popularnych gwiazd ofensywy - oto Noby Stiles

Raul i spółka. Słodko-gorzki sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke

W tym artykule omawiamy sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke 04 - była to batalia pełna wzlotów i upadków, sukcesów i porażek.

„Skarb Kibica Ligi Szwedzkiej 2022” – recenzja

Recenzja pierwszego drukowanego Skarbu Kibica Ligi Szwedzkiej po polsku. Przygotowali go trzej pasjonaci skandynawskiego futbolu: Jacek Balon, Maciej Szałęga i Marek Wadas.