Fernando Hierro – obrońca z duszą napastnika

Czas czytania: 7 m.

Kiedy przychodził do Madrytu, kibice Los Blancos naliczali już 23. rok posuchy na europejskiej arenie. Klub był nadal wielki, jednak bez wystarczającej mocy, aby przywrócić lata świetności z końcówki lat 50. i absolutnej dominacji w Europie.  W momencie odejścia był kapitanem, który trzykrotnie prowadził swój zespół do zwycięstw w Lidze Mistrzów, a eksperci uważali go za najwybitniejszego obrońcę w historii klubu. Fernando Hierro był duszą i sercem klubu z Madrytu, a jego dokonania pobudzały wyobraźnię nawet chłopców grających na polskich podwórkach.

Dołącz do naszej grupy na Facebooku

Przełom wieków był dla mnie okresem szczególnym. Mając 7-8 lat oddawałem się całymi dniami mojej pierwszej życiowej miłości, analizując mecze, składy i ucząc się charakterystyk poszczególnych piłkarzy. Nie do końca byłem pewny, czy mi się to kiedykolwiek przyda, ale miało to drugorzędne znaczenie. Liczyła się pasja, która nabierała rumieńców w momencie, kiedy wychodziłem z domu i wybierałem się na boisko pełne piasku, by móc po raz kolejny pograć z chłopakami z całego miasteczka.

W swojej pasji do piłki, zawsze było mi bliżej do własnej bramki, niż bramki przeciwnika. Uwielbiałem czytać i oglądać o wielkich obrońcach tamtych czasów. Kiedy wszyscy biegali w koszulkach Figo, Rivaldo, Kluiverta, Henry’ego czy też Szewczenki, mi bliżej było do piłkarzy pokroju Nesty, Ferdinanda, Blanca czy też Cannavaro. Moją szczególną uwagę przykuwało wówczas jednak dwóch obrońców, którzy swoje obowiązki defensywne potrafili uzupełnić także o niesamowite inklinacje do gry z przodu – Fernando Hierro, a także Lucio. Na opowieść o Brazylijczyku przyjdzie pewnie jeszcze czas, natomiast o legendarnym kapitanie Realu Madryt przyszło mi napisać kilka słów właśnie dzisiaj.

REKLAMA 2
Fernando Hierro – obrońca z duszą napastnika 2

Jeden z wielu

Nie jest to jednak historia piłkarza, któremu od dziecka przepowiadano wielką karierę. Zresztą jest to bardzo znamienne dla naszych czasów. Obecnie już 12-13 latków określamy wielkimi prospektami na przyszłość i nakładamy na nich niesamowitą presję (vide Youssufa Muokoko ostatnio). W latach 80. talent odkrywano relatywnie później, a wielcy piłkarze debiutowali na najwyższych szczeblach rozgrywkowych grubo po osiągnięciu pełnoletności. Dokładnie taka sytuacja dotyczyła Hierro.

Nawet w swojej rodzinie nie był uznawany za najbardziej utalentowanego z trójki rodzeństwa. Podczas gdy dwójka jego starszych braci zbierała swoje szlify w Maladze, on musiał się zadowolić grą dla lokalnej drużyny w Velez. Nie widziano w nim wystarczającego potencjału do zawodowej gry w piłkę, a i on sam zaczynał powoli wątpić w swój potencjał. Był wówczas jednym z wielu średnio rokujących młodych chłopaków w Hiszpanii, którym bliżej było do gry w trzeciej lidze, niż na poziomie centralnym. Mimo to sytuacja rozwinęła się wówczas w dość mało oczywisty sposób.

Jego starszy brat Manolo Hierro opuścił Malagę na rzecz Realu Valladollid. W pierwszym sezonie stał się tam jednym z liderów defensywy. Jego pozycja w klubie rosła na tyle szybko, że był w stanie zarekomendować Fernando do drużyny rezerw. Szefostwo się zgodziło, a młody obrońca w ciągu zaledwie miesiąca awansował z zespołu rezerw do pierwszej drużyny, rozpoczynając rollercoaster, który miał trwać ponad 16 lat.

Niedojrzały chłopak

Hierro odpalił. Z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem zespołu, zajmując z dzisiejszej perspektywy nie do końca naturalną dla siebie pozycję środkowego pomocnika. Na boiskach La Liga pojawił się nowy wymiatacz, który imponował kontrolowaniem tempa, piłkarską inteligencją, zgrabną techniką i umiejętnością uruchomienia kolegów dokładnym podaniem. Nic dziwnego, że po sezonie zgłosiła się po niego Barcelona, której ostatecznie odmówił.

W kolejnych rozgrywkach Valladolid zajął szóste miejsce w tabeli, kwalifikując się do europejskich pucharów. Jednocześnie awansował do finału Copa Del Rey, w którym ostatecznie przegrał z Realem Madryt. Hierro był jednym z liderów tej drużyny, co musiało przełożyć się na zainteresowanie wielkich La Liga. Z początku liderem w wyścigu o jego podpis wydawała się Barcelona, po czym do akcji wkroczyło Atletico, a konkretnie legendarny prezydent Rojiblancos Jesus Gil. Zaproponował on wypożyczenie Hierro po transferze do Valladolid, co uzyskało wstępną aprobatę. Skończyło się to fotografowaniem młodego piłkarza w koszulce Atletico i… fiaskiem transferu.

W ostatniej chwili do gry weszli sąsiedzi zza miedzy, którzy zawrócili w głowie młodemu chłopakowi z Velez i przekonali go ostatecznie do gry dla Królewskich. Słynący ze swojej impulsywności Gil określił go w krótkich, mocno dyplomatycznych słowach, jako niedojrzałego chłopaka.

Kolorowe lata 90.

I tak zaczęła się jedna z najwspanialszych epopei w historii klubu z Concha Espina. Fernando Hierro, który miał być solidnym uzupełnieniem zespołu, stał się jednym z tych piłkarzy, którzy byli architektami odzyskania przez Real miana najlepszego klubu w Europie, będąc przy tym szalenie efektownym i efektywnym piłkarzem.

Ówczesny trener Realu, John Toshack, przesunął Hierro na pozycję środkowego obrońcy, z którą był już kojarzony do końca swojej kariery. Mimo przesunięcia bliżej swojej bramki, w pierwszym sezonie zdołał strzelić siedem bramek, przyczyniając się do zdobycia przez zespół tytułu mistrzowskiego. Wynik jak na obrońcę więcej niż przyzwoity. Była to tak naprawdę zapowiedź festiwalu strzeleckiego, jaki miał się właśnie rozpocząć. Po kolejnej ligowej kampanii, w której powtórzył siedem trafień na przestrzeni całych rozgrywek, rozpoczął się sezon 1991/92, który miał już na stale zapisać się w historii klubu.

Talent strzelecki Hierro wystrzelił wówczas do jakichś kosmicznych rozmiarów. Strzelił w całym sezonie 21 (sic!) bramek i został wicekrólem strzelców. Wyprzedził drugiego strzelca w swoim zespole Emilio Butragueño o siedem goli. Co więcej, w trakcie sezonu popisał się między innymi hat-trickiem w spotkaniu z Espanyolem. Wyczyn w przypadku obrońcy niespotykany, który w swojej karierze miał powtórzyć jeszcze raz blisko dziesięć lat później.

Uosobienie artyzmu

Fernando Hierro był trochę uosobieniem pietyzmu i artyzmu, coraz rzadziej spotykanego w obecnej piłce opartej w głównej mierze o siłę fizyczną. Był nieco powolny i czasami nienadążający za akcjami rywali, ale mimo to nadrabiał pewne niedostatki boiskową inteligencją, umiejętnością ustawienia się i antycypacji zachowań przeciwnika. Elegancki z piłką przy nodze, potrafiący zagrać kilkudziesięciometrowe podanie do nogi i do tego posiadający niesamowite uderzenie z dystansu. Swoim stylem gry przypominał trochę bardziej defensywną wersję Fernando Redondo, paradoksalnie jednak skuteczniejszą pod polem karnym rywali.

Do perfekcji opanował też zwód polegający na przełożeniu piłki z jednej nogi na drugą. Jeden z najprostszych w futbolu, ale wykonywany przez Hierro momentami na stojąco z taką precyzją, że na małej przestrzeni trudno było nie dać się na niego nabrać (widać to doskonale na filmiku poniżej – 1:14).

Piłkarz do pokochania, w szczególności dla tej części futbolowej społeczności, podchodzącej do piłki nożnej w sposób być może delikatnie pretensjonalny.

Hierro kontynuował swój festiwal strzelecki. Po legendarnym sezonie 1991/92, w kolejnych dwóch strzelał kolejno 13 i 10 bramek. Następnie do 2003 r. przez kolejne dziewięć sezonów zdołał zdobyć łącznie 54 bramki w samych tylko meczach ligowych. Stał się niedoścignionym hegemonem w klasyfikacji strzelców wśród obrońców w historii klubu z Madrytu, a także jednym z najlepszych w historii (obok Ronalda Koemana i Daniela Pasarelli). O skali umiejętności Hierro niech świadczy fakt, że dzisiejsze – niewątpliwie imponujące – wyczyny strzeleckie Sergio Ramosa, nie są w stanie mu zagrozić. Wszak, Ramos w najlepszym swoim strzeleckim sezonie, strzelił 11 bramek. Wynik z pewnością wspaniały, blednący jednak przy 21 golach Hierro z sezonu 1991/92.

Hierro wchodzi na szczyt

Świetnie kapitana Realu określił dziennikarz El Pais Santiago Segurola, który pisał o nim jako o obrońcy z duszą napastnika. Sam Hierro mówił o sobie jako o piłkarzu, którego zawsze ciągnęło do przodu. Gry defensywnej uczył się przede wszystkim na własnych błędach, które umożliwiały mu korygowanie pewnych zachowań w przyszłości. Nie da się ukryć, że był to niewątpliwie jeden z najprostszych sposobów na naukę.

Szczyt jego kariery przyszedł jednak później. W roku 1998 wraz z Manuelem Sanchisem stworzył duet środkowych obrońców, który doprowadził Real Madryt do zdobycia pierwszego po 32 latach Pucharu Europy. Było to zakończenie okresu posuchy Królewskich w Europie, a wyczyn był o tyle imponujący, gdyż nie startowali oni do turnieju w roli faworytów. Co więcej, w finale ograli najlepiej grającą wówczas w Europie ekipę Juventusu, dla której był to trzeci finał Ligi Mistrzów z rzędu. Hierro w finałowym spotkaniu doskonale zaopiekował się napastnikami Juve. Doczekał się też piosenki stworzonej na jego cześć przez fanów Realu, którzy intonowali: Gdzie jest Alessandro Del Piero? Hierro go zjadł

Później przyszły trzy Puchary Europy w przeciągu sześciu sezonów, dwa mistrzostwa Hiszpanii  i szereg mniej istotnych tytułów. Złoty okres, który powoli wieńczył wspaniałą karierę Fernando Hierro. Z każdym kolejnym sezonem, mimo wielkich sukcesów, rosły rozbieżności pomiędzy nim a Florentino Perezem. Hiszpan sprzeciwiał się komercjalizacji zespołu i czynienia z niego maszynki do zarabiania pieniędzy, a także nadawania celom marketingowym priorytetów, ponad tymi sportowymi. Dodatkowo nie spodobał mu się bezceremonialny sposób, z jakim pożegnano się z Fernando Redondo – jednym z jego najbliższych kompanów z zespołu.

Końcówka kariery pod znakiem sinusoidy

W jednym z ostatnich wielkich meczów Hierro w Realu w 2002 r., pokonał on trzykrotnie bramkarza Realu Saragossa, powtarzając swój wyczyn z meczu Espanyolem sprzed blisko dziesięciu lat. Później były jeszcze znakomite spotkania z Bayerem Leverkusen i na mistrzostwach świata w Korei i Japonii.

Apogeum napięć między Hierro, a Perezem nastąpiło w 2003 r., kiedy Hierro odmówił poprowadzenia swoich kolegów jako kapitan podczas drugiej rundy honorowej świętowania tytułu mistrzów Hiszpanii. Jasnym stało się, że dni wieloletniego kapitana klubu są przy Concha Espina policzone.

Hierro zdążył jeszcze pograć w piłkę przez dwa sezony. Najpierw przeniósł się do katarskiego Al-Rayaan, a następnie wrócił do Europy, aby karierę zakończyć w angielskim Boltonie. Trafił tam za namową swoich byłych kolegów z Realu – Steve’a McManamana i Ivana Campo. Od razu zaskarbił sobie sympatię kibiców klubu, a także Sama Allardyce’a – ówczesnego trenera zespołu, określającego go wówczas jako najlepszego podającego w historii klubu.

W 2005 r. Hierro ostatecznie zawiesił buty na kołku. W trakcie swojej kariery wystąpił w 545 spotkaniach, zbierając ostatecznie 105 bramek. Wynik, któremu dorównać mogły jedynie inne strzeleckie legendy na tej pozycji w osobach Ronalda Koemana, Daniela Pasarelli i Laurenta Blanca.

Hierro w reprezentacji

Na arenie międzynarodowej Hierro nie odnosił już takich sukcesów, co zresztą było bolączką całego – rewelacyjnego pokolenia hiszpańskich piłkarzy, urodzonych w latach 60. i 70. Kilka momentów reprezentacyjnej kariery przeszło jednak do annałów, a jednym z nich był niewątpliwie zwycięski gol przeciwko Duńczykom w 1993 r., gwarantujący La Roja awans do mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, obrońca zagrał ostatecznie na trzech turniejach (1994, 1998 i 2002), pokonując bramkarzy przeciwników aż pięciokrotnie.

Momentem, którego Hierro niewątpliwie nie mógł odżałować był mundial w Korei i Japonii. Stał on wówczas na czele fantastycznej ekipy z Raulem, Morientesem, Mendietą, Valeronem, Albeldą czy też robiącymi furorę na turnieju Joaquinem i Javierem de Pedro, która z meczu na mecz stawała się coraz wyraźniejszym faworytem do tytułu mistrzowskiego. Ostatecznie musiała się obejść smakiem, stając się ofiarą znanego Wam wszystkim spisku, ciągnącego Koreę Południową aż do strefy medalowej. Mecz ten zakończył w gorzki sposób karierę reprezentacyjną piłkarza, a on sam zasługiwał z pewnością na lepsze pożegnanie.

Dzisiaj to Sergio Ramos jest tym, którego kibice w Hiszpanii i na całym świecie doceniają za walory ofensywne i skuteczną grę w obronie. Znamienne jest to, że zadebiutował on w La Liga zaraz po odejściu Hierro do Kataru. Po dwóch latach był już piłkarzem Realu, a jego wielki poprzednik kończył właśnie karierę. Sukcesja w tym przypadku przeszła wyjątkowo gładko, a samemu Ramosowi jakby pisane było zostanie godnym zastępcą Hierro. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby był on w stanie przebić strzeleckie popisy swojego poprzednika, które jeszcze przez długi czas okupować będą czołowe miejsca różnego rodzaju rankingów.

PIOTR JUNIK

[/su_spoiler]
Piotr Junik
Piotr Junik
Sympatyk Realu Madryt i wszystkiego, co związane z hiszpańskim futbolem. Zafascynowany polityczno-społecznym aspektem piłki nożnej. Zawodowo projektuje i buduje najlepsze stoiska targowe w kraju.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Najlepsze i najgorsze drużyny w Polsce

W tym artykule postanowiliśmy sprawdzić, które polskie drużyny grały najskuteczniejszą oraz najmniej skuteczną piłkę. Przejrzeliśmy tabele wszystkich klas rozgrywkowych w Polsce i przygotowaliśmy tabele...

Orły niezgody. Szwajcaria – Serbia 2018

Spotkanie Szwajcarii z Serbią nie zapowiadało się na najciekawsze starcie Mundialu w 2018 roku. Ten mecz okazał się spotkanie bardzo dobrym pod względem piłkarskim,...

Ciąg dalszy REMANENTU. Od korupcji do dopingu i z powrotem

Trzecia część Remanentu od Jerzego Chromika już w sprzedaży! Niezapomniane teksty o ciemnych stronach polskiej piłki nożnej.