Hubert Kostka – diabeł w żółtym swetrze

Czas czytania: 12 m.

Wozem drabiniastym na mecz

Zanim angielska prasa nazwała go diabłem w żółtym swetrze, Hubert Kostka pierwsze kroki w futbolowym świecie stawiał na boiskach raciborskiej B klasy. Przyszedł na świat w Markowicach, które dzisiaj są dzielnicą Raciborza. Od małego wykazywał zamiłowanie do sportu. Futbol był tylko jedną z form aktywności, jakie przejawiał. Z sentymentem wspominał zawody łyżwiarskie, w których zajął pierwsze miejsce w jeździe figurowej i trzecie w szybkiej:

Zawody łyżwiarskie odbywały się w zimie na zamarzniętym stawie w Markowicach. To była wielka frajda dla mnie i kolegów, że mogliśmy w nich uczestniczyć – wspominał w rozmowie dla Dziennika Zachodniego

Grywał też w tenisa stołowego, uprawiał gimnastykę. Kiedy poszedł do liceum, to bardzo polubił koszykówkę. Ostatecznie jednak zdecydował się na piłkę nożną. Nie od razu stanął jednak między słupkami. Uważał, że biegając po całym boisku można się wyżyć do woli, a popełniane błędy często pozostawały bez konsekwencji.

W bramce było odwrotnie – tutaj musiał być przez cały mecz maksymalnie skupiony, a najmniejszy błąd mógł oznaczać utratę gola.

To były czasy, kiedy występowało się tam, gdzie była konieczność. Potrafiłem dobrze łapać piłkę, przydały mi się doświadczenia z gry w dwa ognie i w piłkę ręczną. Dlatego jak nie przyszedł na mecz bramkarz, to ja go zastępowałem.

Dla młodego chłopaka występy w piłkarskiej drużynie były częścią życia. Drużyna była bez trenera, bez odpowiedniego sprzętu i bez dotacji, ale zawodnicy w każdym meczu zostawiali na boisku serce.

Gra w B klasie była bardzo ważna. W klubie nie było pieniędzy, ale wtedy nikt na to nie zwracał uwagi. Pamiętam, że na jakiś mecz jechaliśmy drabiniastym konnym wozem. Nogi wkładaliśmy między szczeble. Potem z miejscowego PGR-u dostaliśmy traktor na wyjazdowe mecze. To już było coś. Przypominam sobie, że grałem w butach piłkarskich, które zrobiono przed wojną. Sznurówki były białe i przed każdym meczem je prałem.

Grając w Markowicach, pierwszy raz spotkał się ze stronniczością sędziów. Jego zespół grał o awans do A klasy z RKS Sławęcice. Klub ten był dużo bogatszy, a na mecz przywiózł własnego sędziego. Kostka strzelił wtedy dwie bramki, ale kolejnych dwóch sędzia nie uznał.

To za jego sprawą z awansu cieszyli się gracze ze Sławęcic. Po spotkaniu prasa donosiła, że arbiter został pobity, a wśród sprawców miał być też Kostka. Sprawa znalazła finał w sądzie, ale przyszły reprezentacyjny bramkarz dzięki zeznaniom kolegów został uniewinniony.

Egzamin dojrzałości i pierwsze dorosłe decyzje

Maturę zdawał w Raciborzu. Jeszcze przed nią podjął pierwszą ważną decyzję w swoim sportowym życiu. Dużo czytał o wielkich polskich bramkarzach jak Szymkowiak, Wyrobek czy Stefaniszyn. Utwierdzał się w przekonaniu, że nawet najbardziej udane interwencje i zagrania pomocników czy obrońców nie wywołują takiego aplauzu i nie zostają tak długo w pamięci, jak parady bramkarzy.

Kiedy drugoligowa Unia Racibórz ogłosiła nabór na tę pozycję, to za namową przyjaciół Kostka postanowił spróbować swoich sił. Jego refleks, odwagę, zwinność i spryt szybko dostrzegli działacze klubu i po kilku treningach grał już w pierwszym zespole. W ten sposób młody chłopak, zamiast zdobywać gole, zaczął pisać historię jednego z najlepszych polskich bramkarzy.

W Raciborzu nie spędził wiele czasu. Już w 1960 r. zgłosił się po niego Górnik Zabrze. Przed przejściem do jednej z najlepszych drużyn w kraju, Kostka podjął inną ważną dla siebie decyzję. Postanowił rozpocząć studia. Widział, że nie będzie grać przez całe życie i chciał w ten sposób zadbać o swoją przyszłość.

Koledzy dziwili się, jak potrafił łączyć studia na Politechnice Śląskiej z grą na najwyższym szczeblu ligowym w kraju. Hubert był jednak uparty, na dalekie mecze wyjazdowe zabierał notatki i książki. Kiedy koledzy grali w karty, on pochylał się nad zawiłymi wzorami. O tym, że jest w autokarze, przypominano sobie dopiero po dotarciu na miejsce.

gornik 63 ok
Mistrzowie Polski z 1963 r. Kostka czwarty od lewej w dolnym rzędzie;
źródło: PAP/CAF/Wojciech Kondracki

Na treningach dla odmiany był jednym z najgłośniejszych i najbardziej aktywnych. Do znudzenia powtarzał najróżniejsze ćwiczenia, które miał już znakomicie opanowane. Bronił dziesiątki strzałów z bliska i z daleka, setki razy rzucał się pod nogi napastników. A po wszystkim wracał do swojej kawalerki i długie godziny potrafił spędzać nad książkami.

W terminie zaliczał wszystkie egzaminy i po pięciu latach studiów zdobył tytuł magistra inżyniera górnictwa. Był jednak czas, kiedy inaczej widział swoją przyszłość:

Nie wszyscy wiedzą, że Kostka w swoim życiorysie ma epizod związany ze studiami teologicznymi, stąd jego przydomek Farorz, co w dialekcie śląskim oznacza proboszcza. Chciał zostać księdzem, a zamiast tego został bramkarzem reprezentacji. To był wykształcony, inteligentny facet, skończył politechnikę – mówił o koledze z boiska Włodzimierz Lubański w książce „Życie jak dobry mecz”

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Robert Lewandowski – najważniejsze momenty w Bayernie Monachium

W tym tekście wspominamy najważniejsze momenty Roberta Lewandowskiego w Bayernie Monachium

Atlético Tetuán i futbol w czasach protektoratu

Estadio de Varela w stolicy Maroka Hiszpańskiego – Tetuánie. Na stadionie wielki ścisk i zainteresowanie. Mimo że jest wrzesień, panuje ogromna spiekota – bez...

Jednorazowi reprezentanci — Henryk Jaźnicki — sportowiec wszechstronny

Pokolenie okresu międzywojennego wychowywało się w specyficznych warunkach. Patriotyzm, poświecenie się dla ojczyzny, obowiązkowość i dyscyplina – to były podstawowe zasady wpajane od dzieciństwa....