“Jak być piłkarzem. Dwa metry śmiechu” – recenzja

Peter Crouch ze swoim wzrostem 201 cm i niezwykle chudą sylwetką długo budził zdziwienie kibiców. Mimo że na pierwszy rzut oka mógł sprawiać wrażenie mało skoordynowanego, był świetnym piłkarzem, który strzelił ponad 100 goli w Premier League i aż 22 dla reprezentacji Anglii. Do swojej kariery podszedł jednak na wielkim luzie, opisując ją w krzywym zwierciadle w książce pt. „Jak być piłkarzem. Dwa metry śmiechu”. Na polskim rynku ukazała się ona w maju 2019 r. nakładem wydawnictwa SQN.

Autobiografie piłkarzy można zasadniczo podzielić na kilka grup. Najbardziej klasyczną wersją jest po prostu chronologiczny opis historii swojego życia, od pierwszych gier na podwórku z kolegami, aż po największe sukcesy (z ostatnio wydanych książek najlepiej wpisuje się w ten model “Totti. Kapitan” – recenzja). Kilka lat temu była moda (chyba już przeminęła) na biografie szokujące, analizujące upadek wielkich talentów (ostatnio pisał tak Piotr Dobrowolski – “Dawid Janczyk. Moja spowiedź” – recenzja oraz “Terlecki. Tragiczna historia jednego z najlepszych pilkarzy w Polsce” – recenzja). Niektórzy piłkarze silą się także na coś w rodzaju poradnika coachowego (np. “Javier Mascherano. Kapitan bez opaski” – recenzja, wcześniej „Victor Valdes. Samotność bramkarza”). Czarty rodzaj poznaliśmy, kiedy Krzysztof Stanowski i Grzegorz Szamotulski wydali książkę pt. „Szamo. Wszystko, co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano”. Opowieść Petera Croucha jest bardzo podobna.

Dwumetrowy napastnik m.in. „Liverpoolu”, „Tottenhamu” i „Stoke” skończył swoją bogatą karierę w 2019 r. w wieku 38 lat. Przez niemal dwie dekady grał w Premier League, ustanowił nawet rekord największej liczby bramek w lidze angielskiej strzelonych głową (ze względu na jego wzrost, specjalnie to nas nie dziwi). Nie był to jednak nigdy wirtuoz futbolu, czarodziej, którym będą się zachwycać pokolenia kibiców. Miał trochę talentu, który poparł wielką pracą, dopisało mu także sporo szczęścia, ale nikt go nie zaliczy go do legend futbolu. Przez dwadzieścia lat gry poznał jednak świat zawodowego futbolu dogłębnie i ma na ten temat wiele do powiedzenia. Po lekturze jego książki mamy pewność, że jest człowiekiem o horyzontach szerszych niż stereotypowy piłkarz. Na kolejnych stronach wychodzi jego całkiem rozległa wiedza na temat historii czy muzyki. Nie brakuje mu także wielkiego dystansu do samego siebie i do całej futbolowej otoczki:

Piłkarz tak naprawdę nigdy nie musi dorosnąć. Całymi dniami można chodzić w krótkich spodenkach. O całą codzienną logistykę dba ktoś inny. Większość posiłków jest dla piłkarzy przygotowywana, a te, które nie są, są odbierane wręcz jako przyjemne urozmaicenie. Ten okres w życiu piłkarza najlepiej jest chyba opisać w kontekście pokoju gier. Mam już prawie 40 lat, więc w końcu z gier komputerowych wyrosłem, ale nawet piłkarze mający dzieci potrafią spędzać całe wieczory na grze w FIFA na PlayStation, szlifowaniu umiejętności przy stole bilardowym albo przesiadywaniu przy jednorękim bandycie, na którym nigdy niczego nie wygrali. (s. 183-184)

Peter Crouch swoją opowieść (spisał ją dziennikarz Tom Fordyce) podzielił tematycznie – każdy rozdział opisuje jakąś ważną (lub ważną tylko w mniemaniu piłkarzy) dziedzinę życia zawodowego futbolisty. Mamy więc rozdział poświęcony tatuażom, ciuchom, samochodom czy imprezowaniu na mieście. Znajdziemy też części stricte piłkarskie, dotyczące np. obrońców, bramkarzy, osobno strzałów główką i wolejów (to była ulubiona forma uderzenia Petera Croucha) czy strzeleckiej posuchy. Szczególnie ciekawy jest tutaj opis „blokady” Croucha zaraz po przyjściu do Liverpoolu, zadziwia nas także, że wysoki napastnik bardziej cenił Puchar Anglii od Ligi Mistrzów. A całą książkę kończy rozdział będący laudacją na cześć Stevena Gerrarda. Po raz kolejny Crouch udowadnia, że twardo stąpa po ziemi – zna swoją wartość, ale bez ogródek przyznaje, że Gerrard był piłkarzem co najmniej poziom wyżej od niego.

Kiedy Łukasz Fabiański odchodził z Arsenalu, bardzo nad tym ubolewał Arsène Wenger. „Jak tu nie lubić jedynego piłkarza w kadrze, który nie ma żadnego tatuażu?” Aż dziwne, że francuski szkoleniowiec nie kupił wtedy Petera Croucha, który pod względem tatuaży mógłby świetnie wypełnić lukę po Fabiańskim:

To samo dotyczy tatuaży. Niezależnie od tego, czy miałaby to być moja dupa na twojej twarzy czy moja twarz na twojej dupie – skąd pewność, że ona ci się będzie zawsze podobać? Celtyckie opaski albo drut kolczasty na bicepsie. Przez krótką chwilę w 1997 roku oba te tatuaże wyglądały OK. Na początku 1998 roku były już odrobinę passé. W 1999 roku wielu uznałoby je za obciachowe, w 2000 roku wywoływałyby szyderczy śmiech, a w 2001 roku właściciel starał się już taki tatuaż w miarę możliwości zasłaniać długim rękawem. (s. 71-72)

Cała książka sprowadza się do jednego wniosku – zawodowi piłkarze to banda niedojrzałych facetów, którzy mają zdecydowanie za dużo pieniędzy i wydają je na głupoty. Chociaż „szpan” udzielił się także Peterowi Crouchowi, do czego nie wahał się przyznać: pełne pogardy spojrzenie Roya Keana podczas postoju na światłach wyleczyło go jednak z używania samochodów, które do niego nie pasują. Oczywiście w tym pozerskim świecie są chlubne wyjątki, jak przywoływany już wyżej Steven Gerrard, tytan pracy i fanatyk piłki nożnej, poza boiskiem natomiast skromny i zupełnie normalny facet. Oprócz naśmiewania się ze świata zawodowych futbolistów i przypominania postaci wielkich piłkarzy, znajdziemy też bardzo ciekawe spostrzeżenia:

Muzycy i piłkarze mają tak naprawdę wiele wspólnego. Piłkarze często chcą być muzykami, a muzycy chcą być piłkarzami. Obie te ścieżki kariery mają taką samą naturę: ludzie robią to, co kochają, nigdy nie dorastają, mają możliwość zarobienia dużych pieniędzy, cieszą się zawrotną sławą, robią, co chcą, i nikt nie każe im się hamować. Trzeba mieć na tyle dużo samodyscypliny, żeby chodzić na treningi i próby, ale ubierać się możesz, jak chcesz. Czasem wystarczy kilka tygodni, aby od pełnej anonimowości przejść do tego, że jest się rozpoznawanym w każdym domu, ale tak samo szybko można tę sławę utracić – wystarczy, że złapiesz kontuzję albo twój drugi album się nie sprzeda. Do tego dochodzi nieustanna pogoń za hajem, jakiego doświadcza się podczas występów: uwielbieniem tłumów, hałasem i strachem, endorfinami i adrenaliną, wreszcie tym, jak po wszystkim nie udaje się zasnąć. (s. 224-225)

Ogółem książka „Jak być piłkarzem. Dwa metry śmiechu” to niezwykle ciekawy i zabawny opis świata zawodowego futbolu, pełen autoironii i dystansu, bez jakiegokolwiek lukrowania. Raczej nie jest to książka, która zmieni nasze spojrzenie na świat piłki nożnej czy dowiemy się z niej czegoś absolutnie oryginalnego (do wielu spostrzeżeń Petera Croucha można dojść samemu, nie będąc zawodowym piłkarzem), ale zapewni nam kilka godzin świetnej rozrywki. Lektura lekka i przyjemna, czyta się szybko (tłumaczył Bartosz Sałbut) i z pewnością warto zainwestować w jej zakup.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Książkę “Jak być piłkarzem. Dwa metry śmiechu” możesz kupić tutaj.

#wspieramretro
O Bartosz Bolesławski 46 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.