Jak rozrabiaki z Leeds United podbijali Ligę Mistrzów?

Awans z grupy śmierci

W losowaniu szczęście nie sprzyjało „The Whites”. Trafili oni do jednej grupy wraz z AC Milan, FC Barceloną i Besiktasem Stambuł. Przewidywania bukmacherów były jasne. Dalej przechodzą Barca i Milan. „Pawie” mogą powalczyć z Turkami co najwyżej o trzecie miejsce, dające awans do Pucharu UEFA.

Na szczęście futbol nie jest tak bardzo przewidywalny. Niespodziewanie to Blaugrana musiała się zadowolić  miejscem w mniej renomowanych rozgrywkach. Chociaż po pierwszym meczu, nawet najzagorzalsi fani Leeds nie postawiliby na to złamanego pensa. „The Peacocks” musieli zapłacić piłkarskim bogom frycowe, za znalezienie się w Lidze Mistrzów. Na Camp Nou Kluivert, Rivaldo i Frank De Boer urządzili sobie kanonadę i odprawili angielskich rywali do domu z bagażem czterech goli. Okazało się, że była to jedyna porażka „Pawi” w tej grupie.

Gdy na Elland Road przybywał AC Milan, wielu fanów zastanawiało się, ile razy Nigel Martyn wyciągnie piłkę z siatki tym razem. Ci sami kibice zapewne przecierali oczy ze zdumienia, gdy Leeds skutecznie i mądrze broniło się przez całe 90 minut, a na dokładkę w 88 minucie Lee Bowyer oddał strzał z dystansu, po którym Dida z powodu rzęsiście padającego deszczu popełnił fatalny błąd i „Rossoneri” stracili gola.

Cichym bohaterem spotkania okrzyknięto Danny’ego Millsa, który doskonale pokrył Andrija Szewczenkę.  Prawdziwym pokazem siły był domowy mecz z Besiktasem. Turcy zostali upokorzeni, tracąc na Elland Road aż sześć goli. W rewanżowym spotkaniu w Stambule padł bezbramkowy remis.  

Gdy do Leeds przyjeżdżała Barcelona, stało się jasnym, że zwycięstwo nad „Dumą Katalonii” zagwarantuje Anglikom awans do kolejnej rundy. Wszyscy mieli jednak z tyłu głowy wynik pierwszego meczu. Tym razem nie było tak źle. O mały włos, a marzenia o rewanżu i przypieczętowanie awansu stałyby się faktem.

Już w piątej minucie Lee Bowyer wyprowadził swój zespół na prowadzenie, które utrzymywało się niemal do końcowego gwizdka sędziego. Gdy fani na Elland Road szykowali się powoli do fetowania wygranej, Rivaldo wyrównał stan meczu. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. W ostatniej kolejce podopieczni O’Leryego pojechali na San Siro, by zmierzyć się z pewnym awansu AC Milan. „

The Peacocks” potrzebowali co najmniej remisu, by awansować. Udało się. Przed przerwą „The Whites” wyszli na prowadzenie za sprawą Domenico Matteo, celnie uderzającego głową. Po przerwie Serghino wyrównał. Wynik meczu już się nie zmienił i to Leeds United awansowało obok Włochów do drugiej rundy grupowej.

Chłopcy z Leeds zawsze razem. Żródło: The Telegraph.