Afryka wstaje z kolan, czyli Maroko na mundialu w 1986 r.

Czas czytania: 19 m.

Z Polską na otwarcie

Swoją meksykańską przygodę marokańscy piłkarze zaczęli od potyczki z Polakami. Dotychczas obie ekipy spotykały się trzykrotnie – dwa razy wygrywała Polska, a raz był remis. Nasza reprezentacja, która do Meksyku przyjeżdżała jako trzeci zespół świata, była zdecydowanym faworytem spotkania. Maroko może nie było lekceważone, ale wielu fachowców i kibiców liczyło na pewną wygraną Polaków. Jednym z nielicznych, który przestrzegał przed rywalami był pracujący w Maroku Ryszard Kulesza. Poprzednik Piechniczka na stanowisku selekcjonera zwracał uwagę na wpływ, jaki wywierał na prowadzony przez siebie zespół brazylijski trener. Faria starał się zaszczepić w swoich podopiecznych nieco brazylijskiego stylu, ale jednocześnie przywiązywał ogromną wagę do zabezpieczenia dostępu do własnej bramki.

Mecz w Monterrey rozpoczął się o godzinie 16:00. Termometry wskazywały 30oC, a wilgotność powietrza wynosiła 62 procent. Nie odkryjemy Ameryki, jeśli stwierdzimy, że takie warunki bardziej odpowiadały graczom z Afryki. I rzeczywiście Polacy w tym spotkaniu rozczarowali. Naszym akcjom brakowało tempa. Były rwane i łatwe do zneutralizowania. W pierwszej połowie nie oddaliśmy ani jednego celnego strzału na bramkę rywali. Kompletnie nie mieliśmy pomysłu na to, jak zagrozić przeciwnikom.

Maroko grało z żelazną konsekwencją w defensywie i imponowało spokojem w rozegraniu piłki. Nasi rywale lepiej przystosowali się do trudnych warunków oraz byli wyraźnie szybsi i sprawniejsi. Grali bez respektu, zagęścili środek pola i ograniczyli naszą kreatywność w tej strefie. Dzięki długim podaniom przeprowadzili też kilka kontrataków i stworzyli sobie parę dogodnych okazji. Większość z nich kończyła się jednak uderzeniami z dystansu, ale naszej obronie we znaki dawał się Krimau Merry.

W drugiej połowie w miejsce Dariusza Dziekanowskiego, który nie potrafił odnaleźć się na boisku, pojawił się Jan Urban. Dopiero wtedy nasza gra zaczęła wyglądać nieco lepiej. Polacy przejęli inicjatywę i momentami potrafili zepchnąć Marokańczyków do głębokiej obrony. Szczęście jednak tego dnia sprzyjało graczom z Afryki. Dogodnych sytuacji nie wykorzystali Ryszard Komornicki i Jan Urban , po którego strzale piłka trafiła w słupek. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Polaków krytykowano nas za asekurancki styl gry. Zagraniczne agencje były zdania, że o meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć, bo nie dostarczył on żadnych emocji. Francuska AFP pisała, że Polska wpadła w marokańską pułapkę, a niemiecka DPA zauważała, że Polska jest pierwszą ofiarą „kopciuszka”. Agencje wytykały też brak pomysłu na grę u Polaków i chwaliły Marokańczyków za konsekwencję w realizacji przedmeczowych założeń. Widać było, że Maroko miało plan na ten mecz. Przede wszystkim chciało uniknąć porażki i cel ten został osiągnięty. Piechniczek po meczu zwracał uwagę na niezbyt sprzyjające warunki i narzekał na grę Dziekanowskiego, z którą wiązał duże nadzieje. Wpływ na naszą grę miała też mieć zbyt wysoka trawa na boisku w Monterrey.

Rozpoczęliśmy mundial w słabym stylu, nie jestem zadowolony z tego występu. Ten remis osłabił nasze szanse awansu, ale ich nie pogrzebał. Obrońcy grali mało ofensywnie, pomocnicy nieskutecznie, a w ataku mieliśmy tylko jednego wartościowego napastnika Włodzimierza Smolarka. Wpływ na postawę polskich piłkarzy miały trudne warunki atmosferyczne, a także słaba nawierzchnia boiska. Na wysokiej trawie boiska stadionu Universitario piłka toczy się wolniej. Nie tracę nadziei. Przypominam, że przed czterema laty reprezentacja RFN przegrała w pierwszym meczu z Algierią, a potem zdobyła tytuł wicemistrza świata – zauważał nasz selekcjoner.

Niestety w Meksyku wicemistrzami świata nie zostaliśmy. Co zrozumiałe, w zupełnie odmiennym nastroju po zakończeniu spotkania był trener Maroka.

Jestem bardzo zadowolony z rezultatu. Remis z drużyną mającą tak duże osiągnięcia w mistrzostwach świata, to sukces. W mundialu startujemy po raz drugi. Przed szesnastu laty zremisowaliśmy z Bułgarią 1:1, a teraz zdobyliśmy drugi punkt w historii naszych finałowych startów. Inauguracyjny mecz jest zawsze trudny. Moi piłkarze potrafili opanować zdenerwowanie i przystąpili do gry skoncentrowani. Mecz nie był piękny, ale mistrzostwa świata to walka o punkty. One są najważniejsze – mówił po meczu selekcjoner Maroka José Faria.

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...