Afryka wstaje z kolan, czyli Maroko na mundialu w 1986 r.

Czas czytania: 19 m.

Remis z drużyną z średniowiecza

O ile remis z Maroka z Polską można było rozpatrywać w kategoriach niespodzianki, o tyle taki sam rezultat w starciu z Anglią mógł być już traktowany jako sensacja. Synowie Albionu po trochę nieoczekiwanej porażce z Portugalią w pierwszym meczu stanęli pod ścianą, a ich sytuacja w grupie mocno się skomplikowała. W relacjach w rodzimej prasie najczęściej padało słowo katastrofa i żeby myśleć o awansie, nie mogli z Marokiem przegrać, a najlepiej oczywiście jakby wygrali.

Trener Bobby Robson z wysokości trybun oglądał starcie Polski z Marokiem i na własne oczy mógł się przekonać, jaki postęp zrobili afrykańscy gracze w ostatnim czasie. Jego pomysł na grę z Lwami Atlasu opierał się na uwypukleniu atutów swoich podopiecznych. Anglicy byli silniejsi fizycznie i lepiej grali w powietrzu, co miało być kluczem do wygranej. O zdobywanie bramek miał się zatroszczyć duet napastników Mark Hateley i Gary Lineker. Przewagę w środkowej strefie boiska mieli zapewnić inni znakomici gracze, tacy jak Bryan Robson, Chris Waddle, Ray Wilkins i Glenn Hoddle. Marokańczyków czekała więc ciężka przeprawa.

José Faria zdołał wprowadzić nieco brazylijskiego polotu i finezji do gry Maroka, ale jednocześnie potrafił wymóc na swoich piłkarzach uważną grę w obronie i nauczył ich dyscypliny taktycznej. To właśnie dzięki tej dyscyplinie pierwsza połowa meczu z Anglikami była dość wyrównana. Obie ekipy stworzyły kilka dobrych okazji. Marokańczycy nie przestraszyli się rywali i przyjmując wyzwanie do otwartej gry, z biegiem czasu coraz częściej gościli pod bramką Petera Shiltona. Już w 7. minucie groźną sytuację stworzył sobie Bouderbala, ale zabrakło mu wsparcia kolegów, którzy nie nadążyli za akcją. Chwilę później ten sam zawodnik i Krimau Merry przeprowadzili składną dwójkową akcję, ale tym razem strzał został zablokowany przez obrońców.

Anglicy pierwszy raz bramce Zakiego zagrozili w 11. minucie po strzale Robsona. Potem jeszcze kilkukrotnie próbowali rozerwać szyki obronne rywali, ale bezskutecznie. W bramce Maroka bardzo dobrze spisywał się Zaki, który mimo problemów z żołądkiem świetnie radził sobie z angielskim crossami i dośrodkowaniami. Marokańczycy grali nadspodziewanie dojrzale i wraz z upływem czasu czuli się coraz pewniej. Wyspiarze z kolei wyglądali jakby zaczynało brakować im sił. W 32. minucie przeprowadzili ostatnią groźną akcję w pierwszej połowie, w której szczęścia próbował Hateley, ale piłka po jego strzale głową przeszła obok bramki.

Kilka minut później nastąpił chyba przełomowy moment meczu. Bryan Robson nieszczęśliwie upadł w polu karnym i odnowiła mu się kontuzja braku, co oznaczało konieczność zmiany. Na tym jednak nie koniec problemów Anglików. W 42. minucie za niesportowe zachowanie z boiska wyleciał Ray Wilkins, który obok Shiltona był najbardziej doświadczonym spośród angielskich reprezentantów. Mając już na koncie żółtą kartkę, nie zgodził się z decyzją sędziego o odgwizdaniu spalonego i odrzucił piłkę w kierunku arbitra, za co Paragwajczyk Gabriel González Roa pokazał mu czerwoną kartkę. Plan trenera Robsona na to spotkanie zaczynał się sypać.

Grając w dziesiątkę przeciwko znakomicie zorganizowanym Marokańczykom, szanse Anglików na wygraną znacząco spadły. Drugą połowę zaczęli oni bardzo nieśmiało, wręcz bojaźliwie. Lwy Atlasu z kolei wyczuły, że rywale stracili nieco pewności siebie i zaczęły coraz odważniej sobie poczynać. Bouderbala dzielił i rządził na boisku, przyćmiewając swoją grą angielskich gwiazdorów. To on i Timoumi swoimi uderzeniami sprawili najwięcej kłopotów Shiltonowi. Maroko uzyskało przewagę, ale niewiele z niej wynikało, bo brakowało skuteczności i może podjęcia nieco większego ryzyka. Końcówka meczu nie mogła się podobać kibicom – Marokańczycy grali wyraźnie na czas, a Anglicy nie byli w stanie śmielej zaatakować, toteż nie może dziwić fakt, że taka postawa spotkała się z gwizdami ze strony publiczności.

Mecz zakończył się wynikiem 0:0. Maroko było chwalone za swoją postawę i organizację gry, choć niektórzy zauważali, że przeciwko dziesiątce Anglików mogli zagrać nieco bardziej odważnie. Brytyjska prasa nie szczędziła krytyki rodzimym piłkarzom. Pisano o kompromitacji, katastrofie i największym upokorzeniu od czasów porażki z USA w 1950 r. w Brazylii.

Angielski futbol zmarł po długich cierpieniach pod paraliżującym słońcem Monterrey. Kraj, któremu świat zawdzięcza tę grę, został poniżony – pisano na łamach Daily Mail.

Robson po meczu nie chciał komentować decyzji sędziego o wyrzuceniu Wilkinsa, ale zauważał, że punkt, który zdobyli, grając w dziesiątkę, może okazać się bardzo cenny. Mówił też, że nie chcieli podejmować ryzyka i bardziej się otworzyć, bo Marokańczycy byli do samego końca bardzo groźni.

Ten wynik w pełni nas satysfakcjonuje. Do awansu wystarczy teraz remis z Portugalią. Mając jeden punkt zdobyty z Polakami, nie prowadziliśmy z Anglią otwartej gry. Nie leżało to w naszym interesie. Przyjechaliśmy do Meksyku z zamiarem awansu do drugiej rundy i zrobimy wszystko, by ten cel osiągnąć. W decydującym spotkaniu z Portugalią nie zamierzam zmieniać taktyki ani składu. Jesteśmy jedynym zespołem grupy F, który gra z trzema napastnikami w podstawowym składzie. Zamierzamy udowodnić, iż potrafią oni celnie strzelać. Dotychczas na szczególne pochwały zasługiwała druga linia – teraz przyszedł czas, by pokazali się napastnicy – mówił z kolei po meczu José Faria.

Krimau Merry nie mógł sobie po meczu odmówić złośliwości i określił Anglików mianem drużyny z średniowiecza.

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...