Afryka wstaje z kolan, czyli Maroko na mundialu w 1986 r.

Czas czytania: 19 m.

Lwy Atlasu poskromione

Dwa dni po wygranej Maroka nad Portugalią w Queretaro odbył się mecz, który miał zadecydować o pierwszym miejscu w grupie E. Mierzyły się w nim Dania i RFN, które miały już zapewniony awans do drugiej rundy. Wiedzieli też już na kogo trafią w 1/8 finału. Przegrany z tego pojedynku miał grać z Marokiem, a zwycięzca z Anglią. Franz Beckenbauer dał odpocząć w tym spotkaniu paru podstawowym zawodnikom, a Duńczycy nie kalkulowali i zagrali z pełnym zaangażowaniem. Ich trenerem był Niemiec Sepp Piontek, który rywalizację z RFN traktował bardzo prestiżowo. Dania wygrała 2:0 i zajęła pierwsze miejsce w grupie. Trudno dziś dociekać, czy Niemcy celowo odpuścili ten mecz, żeby nie trafić na podbudowanych wygraną nad Polską Anglików. Patrząc jednak na to, jak RFN podchodziło do grupowych pojedynków na poprzednich mundialach, kiedy już mieli pewny awans, wnioski nasuwają się same.

Pojedynek o ćwierćfinał rozgrywano w Monterrey. Marokańczycy zdążyli się już przyzwyczaić do panujących w tym mieście warunków, ale dla Niemców, którzy wcześniej grali na większych wysokościach, wilgotny i duszny klimat Monterrey był czymś nowym. Wpływ warunków pogodowych było widać podczas gry. Niemcy zaczęli dość ostrożnie i spokojnie. Po raz pierwszy na turnieju od pierwszych minut wystąpił Karl-Heinz Rummenigge. To ten napastnik właśnie sprawiał najwięcej kłopotów marokańskiej defensywie, która w tym meczu musiała sobie radzić bez El Biyaza.

Między słupkami jednak po raz kolejny bez zarzutu spisywał się Zaki. Dwukrotnie popisał się on znakomitymi interwencjami. Pierwszy raz po uderzeniu głową Rummenigge, a potem obronił groźny strzał Lothara Mathhäusa. Mathhäus dawał drużynie bardzo dużo nie tylko w ofensywie, ale też przede wszystkim w defensywie. To on właśnie odpowiadał za krycie Timoumiego, którego praktycznie całkowicie wyłączył z gry.

Bezbramkowy remis utrzymał się do końca pierwszej połowy i przez większość drugiej. Po przerwie w miejsce Rudiego Völlera Beckenbauer wprowadził Pierre’a Littbarskiego, ale niewiele to zmieniło. Maroko pokazywało, że wyniki osiągnięte w grupie nie były przypadkowe. Dzięki świetnej technice, ruchliwości i dojrzałości taktycznej grali z Niemcami jak równy z równym. Wicemistrzowie świata musieli się bardzo natrudzić, żeby przechylić szalę wygranej na swoją korzyść. Maroko też jednak miało swoje szanse i kilka razy groźnie kontrowało.

Kiedy do końca meczu pozostawało parę minut i wydawało się, że do wyłonienia zwycięzcy potrzebna będzie dogrywka, sędzia Zoran Petrović z Jugosławii podyktował dla Niemców rzut wolny. Do bramki było niewiele ponad 30 metrów, a wykonawcą stałego fragmentu był Mathhäus. Zauważył on, że marokański mur nie jest najlepiej ustawiony i wykorzystując błąd przeciwników, posłał piłkę tuż przy lewym słupku bramki strzeżonej przez Zakiego. Marokański bramkarz, który w tym meczu grał znakomicie, był wściekły na złe ustawienie muru.

Zasygnalizowałem kolegom, że mur jest źle ustawiony. Kiedy oni się przesunęli, Matthäus strzelił. Nie wiedziałem piłki, gdy rzuciłem się, było już za późno – opowiadał po meczu Zaki.

Więcej bramek w tym spotkaniu nie padło. Niemcy, jak to Niemcy, grali do końca, ale niczego wielkiego w tym meczu nie pokazali. Możliwe, że wpływ na ich grę miał miejscowy klimat i kto wie, jak potoczyłby się losy meczu, gdyby doszło do dogrywki. Trudno jednak mieć pretensje do Maroka, którego postawa przeszła najśmielsze oczekiwania. Zabrakło im nieco koncentracji i doświadczenia, ale trzeba też uczciwie przyznać, że z Niemcami mało kto wówczas potrafił wygrywać. Beckenbauer po meczu chwalił i doceniał dobrą postawę rywali.

Nie oczekiwałem tak trudnej przeprawy z piłkarzami Maroka, chociaż w poprzednich meczach dowiedli, że są drużyną solidną i niebezpieczną. Sądziłem już, że rozstrzygnięcie zapadnie w dogrywce i miałem pewne obawy o koedycję moich zawodników. W Monterrey jest bardzo gorąco i duszno. Na szczęścia Mathhäus swoim skutecznym strzałem z rzutu wolnego oszczędził nam nerwów i sił, które będą potrzebne w ćwierćfinałowym spotkaniu z Meksykiem. Jestem pełen uznania dla postawy naszych rywali – mówił niemiecki selekcjoner.

Mimo porażki z postawy swoich piłkarzy zadowolony był też trener Faria. Żałował trochę przypadkowo straconej bramki, ale w ogólnym rozrachunku uważał, że Maroko w Meksyku osiągnęło bardzo dobry wynik.

Nasz awans do 1/8 finału był już olbrzymim sukcesem. Przed meczem z RFN nie liczyłem na zwycięstwo, ale w trakcie gry, która układała się po naszej myśli, mój optymizm był coraz większy. Szkoda, że obrońcy zlekceważyli rzut wolny i niedokładnie ustawili mur. Zasłonięty Zaki interweniował zbyt późno. Tej bramki mogło nie być. W dogrywce natomiast wszystko było możliwe. Żegnamy się z Meksykiem szczęśliwi z osiągniętego sukcesu. Zrobiliśmy i tak wiele. Chyba nikt nie będzie miał do naszych chłopców pretensji, że po równej walce przegrali z aktualnym wicemistrzem świata – oceniał José Faria.

Najbardziej porażkę przeżywał Zaki, który schodząc z boiska do szatni, miał łzy w oczach. Ciągle rozpamiętywał straconą bramkę, ale cieszył się, że razem z kolegami pokazali, że potrafią jednak grać w piłkę.

Taki jest futbol, trzeba grać przez 90 minut. Ta porażka to nie katastrofa. Mundial dowiódł, że nie jesteśmy już „chłopcami do bicia”. Poważnie liczą się z nami nawet najlepsi. Przecierałem oczy ze zdumienia, czując respekt, z jakim rozpoczęli mecz piłkarze RFN. Teraz przez kilka dni będziemy odpoczywali, a później wracamy do Maroka. Trzeba „przetrawić” mundial, który zakończył się tak gorzko… – opowiadał dziennikarzom marokański bramkarz.

***

Piłkarze marokańscy zebrali szereg pochwał ze strony fachowców, dziennikarzy i kibiców. Pokazali, że przy futbolowym stole trzeba zrobić więcej miejsca dla ekip z Afryki. Coraz więcej afrykańskich piłkarzy zaczęło trafiać do silnych europejskich lig i nie byli tam już tylko uzupełnieniem składu, ale nierzadko stanowili o sile swoich klubowych zespołów.

Ezzaki Zaki Badou trafił później do Hiszpanii, gdzie reprezentował barwy RCD Mallorca. Na koniec roku został uznany najlepszym piłkarzem Afryki, a jego reprezentacyjny kolega Aziz Bouderbala zajął w plebiscycie drugą lokatę. Kiedy w 2006 r. CAF ogłosiło listę 200 najlepszych afrykańskich piłkarzy ostatniego 50-lecia, to wśród wyróżnionych znalazło się sześciu Marokańczyków, którzy brali udział w meksykańskim turnieju. Byli to Aziz Bouderbala, Mustapha El Biyaz, Mustafa El Haddaoui, Mohamed Timoumi, Ezzaki Badou i Abdelmajid Dolmy. Na zawsze już zapisali się w piłkarskiej historii swojego kraju.

Maroko bardzo mocno zaakcentowało swój powrót na mistrzostwa świata. Wiele nie brakowało, a pokusiliby się o kolejną niespodziankę i być może wyeliminowaliby Niemców, którzy dotarli w Meksyku aż do finału. Cztery lata późnej we Włoszech Maroka zabraknie, ale ich śladem podąży Kamerun, który pójdzie nawet krok dalej i awansuje do najlepszej ósemki jako pierwsza reprezentacja z Afryki.

Występ Maroka w Meksyku wpłynął na wzrost zainteresowania futbolem w tym kraju. Po powrocie z turnieju piłkarzy witało na ulicach ponad 100 tys. miłośników piłki nożnej. Wielkim kibicem był też król Hassan II, którego marzeniem była organizacja w Maroku mistrzostw świata. W 1994 r. nieznacznie przegrali rywalizację z USA, a cztery lata później więcej głosów otrzymała kandydatura Francji. Później Maroko jeszcze kilkukrotnie zgłaszało gotowość do organizacji imprezy, ale za każdym razem uznanie w oczach decydentów zdobywali inni.

Kolejne występy na mundialu Maroko zaliczyło w 1994 i 1998 r. Na obu tych turniejach co prawda nie wyszło z grupy, ale swoimi występami, zwłaszcza na francuskich boiskach, nie przynieśli wstydu swoim kibicom. Podobnie zresztą było na ostatnim turnieju w Rosji, gdzie również pokazali się z bardzo dobrej strony. Kiedy więc już Lwy Atlasu pojawiają się na mistrzostwach świata, to za każdym razem zostawiają serce na boisku. Na kolejny awans do drugiej rundy ciągle jednak muszą dalej czekać.

BARTOSZ DWERNICKI

Statystyki występów Maroka w finałach i w eliminacjach opracował Mariusz Kłosowski.

Źródła

Przy pisaniu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

Przy pisaniu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...