Rozbłysk i zaćmienie Białej Gwiazdy. Wisła Kraków w erze Cupiała cz. 2

Barca. I wszystko jasne

Pod koniec lipca 2001 roku Wiślacy przystąpili do kwalifikacji do Champions League. Dla trenera Smudy było to już trzecie podejście do tych elitarnych rozgrywek. W 1996 roku jego Widzew w dramatycznych okolicznościach awansował do fazy grupowej kosztem duńskiego Broendby Kopenhaga, a rok później przegrał w decydującym dwumeczu z włoską Parmą.

Biała Gwiazda rozpoczynała udział w eliminacjach od II rundy, w której rywalem mistrzów Polski było łotewskie Skonto Ryga. Wcześniej Wiślacy wygrali dwa mecze: najpierw zgarnęli Superpuchar Polski, pokonując w Starachowicach warszawską Polonię 4:3, a sześć dni później zdobyli trzy punkty na inaugurację zmagań ligowych po wygranej 1:0 z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Wisła wygrała dwumecz ze Skonto dość pewnie, choć skromnie, odnosząc dwie wygrane – 2:1 na wyjeździe i 1:0 u siebie. Po losowaniu par III rundy eliminacyjnej przy Reymonta 22 tylko jedna osoba wierzyła w awans – prezes Bogusław Cupiał. Wszystko dlatego, że pod Wawel miała zawitać FC Barcelona.

Z jednej strony Marcin Baszczyński z konieczności grający na lewej obronie, Grzegorz Pater, Kamil Kosowski, Kazimierz Moskal, Tomasz Frankowski czy Maciej Żurawski oraz Franciszek Smuda w roli trenera. Po przeciwnej stronie barykady – Philippe Christanval, Fabio Rochemback, Xavi, Luis Enrique, Patrick Kluivert prowadzeni przez Carlesa Rexacha, który jako zawodnik rozegrał w barwach Blaugrany ponad 300 spotkań. Nawet ktoś, kto nie jest futbolowym ekspertem bez trudu mógłby stwierdzić, że Wisła większych szans tu nie miała.

Ponadto historia polsko-hiszpańskich rywalizacji w europejskich pucharach działała na niekorzyść Białej Gwiazdy. Tylko raz polski klub okazał się lepszy od przeciwnika z Półwyspu Iberyjskiego i była to właśnie krakowska Wisła, która we wrześniu 2000 roku w dramatycznych okolicznościach wyeliminowała Real Saragossa.

Dla samej Dumy Katalonii było to czwarte spotkanie z klubem znad Wisły. W 1970r. Blaugrana wyeliminowała GKS Katowice w I rundzie Pucharu Miast Targowych, wygrywając 3:2 i 1:0. Osiemnaście lat później doszło do słynnego pojedynku Katalończyków z Lechem Poznań w Pucharze Zdobywców Pucharów. Kolejorz postawił się faworytowi, w dwóch meczach wywalczył remis 1:1 i odpadł dopiero po serii rzutów karnych. Rok po starciu z Lechem Barcelona wyrzuciła z tych samych rozgrywek Legię Warszawa dzięki remisowi 1:1 na Camp Nou i wygranej 1:0 w Warszawie.

Mecz Wisły z Barceloną w Krakowie mógł przejść do historii polskiego futbolu. Choć mistrzowie Polski przegrali 3:4, to wcześniej trzykrotnie wychodzili na prowadzenie. Przed przerwą Grzegorz Pater dwukrotnie pokonywał Roberto Bonano, na obydwa trafienia odpowiedział Rivaldo. Gola dołożył Tomasz Frankowski i do przerwy Wiślacy prowadzili 3:2. Po przerwie Barca pokazała, kto jest lepszym zespołem. Wiśle zabrakło umiejętności oraz doświadczenia w rywalizacji z tak klasowym rywalem. Niespełna kwadrans po zmianie stron Kluivert strzelił gola na 3:3, a potem wynik ustalił Rivaldo, kompletując hat-tricka.

To było wyjątkowe przeżycie. Uważam, że przy lepszej grze defensywnej mogliśmy się pokusić o zwycięstwo, no może o remis. Udało mi się zmobilizować zespół przed tym spotkaniem, mimo że wielu skazało nas na pożarcie. Przed rewanżem też znajdę argumenty na to, by chłopaki wyszli na boisko i walczyli bez lęku. Gdybym miał dwóch takich obrońców jakich ma Barcelona, to myślę, że byśmy tego meczu nie przegrali

Franciszek Smuda po spotkaniu z Barceloną
Grzegorz Pater napsuł sporo krwi obronie Barcelony

Przed rewanżem na Camp Nou Wiślacy byli w bojowych nastrojach. Zapowiadali, że nie ulękną się słynnych przeciwników i bez kompleksów powalczą o sprawienie niespodzianki. Niestety zapał go walki uleciał wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra. Barcelona zupełnie zdominowała Białą Gwiazdę i wygrała mecz 1:0 po golu Luisa Enrique. Jedynym asem w talii Smudy był bramkarz Artur Sarnat, który rozegrał znakomite spotkanie i uchronił swój zespół przed wyższym wymiarem kary. Podopiecznym Franza pozostała walka w Pucharze UEFA.

W nim los skojarzył  Wisłę z ulubionym klubem Roberta Makłowicza (urodzonego zresztą w Krakowie), czyli Hajdukiem Split. Jego barwy reprezentowali m.in. Stipe Pletikosa i Darijo Srna, którzy wkrótce będą ważnymi zawodnikami Szachtara Donieck i reprezentacji Chorwacji. Wszystkie mecze I rundy Pucharu UEFA rozegrano tydzień później niż zaplanowano. Pierwotnie miały się odbyć 13 września 2001r., jednakże dwa dni wcześniej doszło do zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych. W geście solidarności z bliskimi ofiar UEFA zdecydowała o zmianie terminarza.

W pierwszym meczu w Splicie do przerwy było 1:0 dla gospodarzy. Kiedy wydawało się, że Wiślacy przetrwali początkowy napór graczy Hajduka, trzej obrońcy mistrzów Polski dali się ograć jednemu zawodnikowi najlepszej drużyny w Chorwacji i piłkarze z Dalmacji objęli prowadzenie.

Kilka minut po przerwie Ryszard Czerwiec posłał doskonałe prostopadłe podanie do Macieja Żurawskiego, który uderzeniem z pierwszej piłki doprowadził do wyrównania. Im bliżej było do końca spotkania, tym bardziej zaostrzała się gra i na kwadrans przed końcem Wisła straciła dwóch zawodników – czerwoną kartką został ukarany Kosowski, a z powodu urazu Moskal nie był w stanie kontynuować gry. Druga część koszmaru Wisły rozegrała się na trzy minuty przed końcem regulaminowych 90 minut. Darijo Srna popisał się doskonałym uderzeniem z rzutu wolnego i wydawało się, że to Hajduk będzie w lepszej sytuacji przed rewanżem i chyba ta pewność zgubiła gospodarzy w końcówce, bo pozwolili strzelić sobie gola wyrównującego w ostatniej akcji meczu – jego autorem był Olgierd Moskalewicz. Wiślacy wywieźli znad Adriatyku cenny remis 2:2.

Przed meczem rewanżowym Franciszek Smuda zapowiadał, że będzie to spotkanie z gatunku „oko za oko, ząb za ząb”. Hajduk jednak nie potrafił zaskoczyć Wisły, a ta zagrała o klasę lepiej niż w Splicie. Skromną wygraną 1:0 zapewnił Tomasz Frankowski.

Osoby odpowiedzialne za wyciąganie kulek z nazwami drużyn podczas ceremonii losowania w szwajcarskim Nyonie miały szczególnie złą rękę do Wisły. Mistrzom Polski przyszło zmierzyć się z kolejnym europejskim potentatem. Po wyprawie na Półwysep Iberyjski przyszła kolej na wyjazd na Półwysep Apeniński, bo Wiślacy trafili na Inter Mediolan.

Nerazurri byli drużyną, która świetnie radziła sobie w drugiej lidze europejskiej. Wygrali te rozgrywki w 1991, 1994 i 1998 roku, a w 1997 przegrali w finale. Nikt nie miał wątpliwości, że szanse Wisły są niewielkie, choć przed pierwszym spotkaniem Franciszek Smuda mówił, że remis uzna za sukces oraz liczy na strzelenie gola na wyjeździe.

Inter potraktował ten mecz niezbyt poważnie. Włosi zdecydowali, że zamiast na San Siro spotkanie odbędzie się na mniejszym obiekcie w Trieście. Ponadto trener Hector Raul Cuper posłał w bój rezerwowy skład. Nerazurri wygrali tamten mecz 2:0. Dwa gole strzelił reprezentant Sierra Leone Mohammed Kallon, choć pierwszy z nich nie powinien być uznany, bo napastnik był na kilkumetrowym spalonym. Największe problemy obronie Wisły sprawiał jednak inny piłkarz, 19-letni Brazylijczyk Adriano.

Polskie media zgodnie podkreślały trudne położenie krakowskiego zespołu, ale jednocześnie przypominały, że rok wcześniej Wiślacy wyszli z jeszcze większych opresji, eliminując Real Saragossa po odrobieniu trzybramkowej straty.

Rewanżowe spotkanie z Interem w Krakowie rozpoczęło się o godz. 13:00. Wszystko przez brak sztucznego oświetlenia na stadionie przy Reymonta 22. Początek obecnego stulecia nie był czasem, w którym mogliśmy pochwalić się rozwiniętą infrastrukturą sportową – do tego stopnia, że piłkarze Interu byli zdziwieni, że boisko przy Reymonta nie jest boiskiem treningowym. Mecz zaczął się doskonale dla Wisły, bo już w pierwszych minutach Maciej Żurawski wykorzystał wyborne podanie od Frankowskiego i odrobił połowę strat z Triestu. Piłkarze Smudy prezentowali się bardzo dobrze i tylko brak szczęścia i skuteczności sprawiły, że w kolejnej rundzie zameldował się Inter. Najlepszą sytuację do wyrównania stanu rywalizacji miał Szymkowiak, jednak po jego rzucie wolnym piłka ostemplowała słupek.

Zwycięstwo 1:0 miało słodko-gorzki smak. Był to koniec przygody Wisły w Europie, a jednocześnie jakiś dowód na to, że można powalczyć o coś więcej w przyszłości.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…