Kapitalni mistrzowie, czyli piłkarze wygrywający Puchar Europy i mistrzostwo świata w roli kapitana

T rofea o różnym znaczeniu zdobywali lepsi i gorsi piłkarze. Niektórzy z nich byli bohaterami finałów, inni płakali po zmarnowanych okazjach lub w ogóle nie podnosili się z ławki. Zawsze jednak niezależnie od rangi wydarzenia kulminacyjnym jego momentem jest podniesienie trofeum przez kapitana drużyny. Wielu było już podnoszących zwycięskie puchary za wygranie mistrzostw świata czy Ligi Mistrzów. Jednak niewielu zdobywało te dwa skalpy w roli kapitana. Dokładnie zaledwie czterech w historii.

Cesarz Beckenbauer

To zestawienie otwiera legenda niemieckiej, ale i światowej piłki – Franz Beckenauer. Cesarz znajduje się na czele tej listy nie tylko z uwagi na chronologię zdarzeń. Oczywiście należy podkreślić, że był to pierwszy zawodnik w historii, który w roli kapitana podniósł Puchar Europy oraz puchar za wygranie mistrzostwa świata. Jednak Beckenbauer nie tylko dokonał tego jako pierwszy. Wieloletni kapitan Bayernu i reprezentacji Niemiec unosił najważniejsze klubowe trofeum w Europie trzykrotnie z rzędu, przy dwóch był wciąż aktualnym mistrzem świata. Co więcej, jest jedynym kapitanem, który zdobył mistrzostwo świata, by następnie wygrać Puchar Europy w odstępie jednego sezonu.

Cesarz z Pucharem Świata

Beckenbauer pierwsze trofeum zdobył z Bayernem Monachium 17.05.1974 roku. Ekipa ze stolicy Bawarii pokonała wówczas Atletico Madryt 4:0. Na pierwszy rzut oka wygląda to na łatwe zwycięstwo, ale trzeba dodać, że był to rewanż za spotkanie rozegrane dwa dni wcześniej. W pierwszym spotkaniu padł bowiem remis 1:1 i po tym, jak dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, zdecydowano się na rozegranie rewanżu, w którym znacznie lepsi okazali się Bawarczycy.

Po tym triumfie Beckenbauer zamienił czerwoną koszulkę Bayernu na białą reprezentacji Niemiec i udał się na zgrupowanie kadry. Daleka podróż szczęśliwie go ominęła, ponieważ mistrzostwa w 1974 roku odbywały się w Niemczech. Podopieczni Helmuta Schoena wygrali wszystkie mecze na tej imprezie, w tym legendarny już mecz na wodzie z Polską oraz finał z Holendrami uznawanymi wówczas za jedną z najlepszych drużyn świata. Tym samym Beckenbauer w ciągu trzech miesięcy dokonał tego, co nie udało się nikomu wcześniej ani później.

Cesarz nie zamierzał oddawać tronu. W kolejnych sezonach z Bayernem, jako kapitan wygrywał Puchar Europy dwukrotnie w 1975 oraz w 1976 roku. Pokonując kolejno Leeds 2:0 oraz Saint Etienne 1:0. Dokładając do tego jeszcze złotą piłkę w 1976, którą w roku mundialu w RFN sprzed nosa zgarnął mu pokonany w finale tego turnieju Johan Cruijff.

Kapitan „Nosiwoda” – Didier Deschamps

Na kolejnego śmiałka, który rzuci wyzwanie Beckenbauerowi, przyszło czekać niemal 20 lat. Aż w 1993 roku w Marsylii pojawił się pewien – wtedy jeszcze smarkacz. Ten młokos mimo braków piłkarskich oraz tych w doświadczeniu miał wielki charakter. Didier Deschamps, bo o nim mowa doprowadził Olimpique Marsylia do zwycięstwa w nowo powstałej Lidze Mistrzów. A było to zwycięstwo nie byle jakie. Drużyna z Francji pokonała w finale wielki Milan z van Bastenem, Maldinim czy Rijkardem w składzie. A Deschamps dotąd pozostaje najmłodszym kapitanem, jaki sięgnął po to trofeum.

Deschamps podnosząc Puchar Mistrzów miał zaledwie 24 lata. Młody kapitan nigdy nie był wybitnym piłkarzem, a sam Eric Cantona drwił, że Didier nadaje się co najwyżej do noszenia wody. Ten jednak od młodzieńczych lat imponował inteligencją i charyzmą. Pewnego razu, gdy wraz z Marcelem Desaillym przebywali w ośrodku treningowym Nantes. Do sztabu szkoleniowego dotarła tragiczna wiadomość o tym, że brat Desillego zginął w wypadku samochodowym. Żaden z trenerów nie chciał przekazać tej informacji młodemu Marcelowi. Wtedy do akcji wszedł Deschamps i powiedział, że on to zrobi, bo obaj zawodnicy są sobie bliscy. Desailly wspominał po latach: „Mi zabrakłoby sił. Gdyby to Didier stracił brata, nie miałbym odwagi przekazać mu tej informacji. Zwyczajnie bym nie podołał”. Obaj mieli wówczas zaledwie 16 lat.

Młody Deschamps z Pucharem Europy

Na mistrzostwo świata w roli kapitana Deschamps czekał do 1998 roku. Podczas tych kilku lat zdążył zrobić karierę w Juventusie i stać się znaczącym ogniwem drużyny narodowej. I choć w reprezentacji Francji grali wtedy tacy piłkarze jak Zidane, Henry, Bahrtez czy Laurant Blanc to Deschamps był kapitanem. W kadrze podobnie jak w Marsylii 6 lat wcześniej przyszło mu podnieść najważniejsze dla zespołu trofeum. Złoty puchar za mistrzostwo świata uniósł w górę podobnie jak Beckenbauer we własnym kraju.

Boski Iker

Stadion w Johannesburgu 11 lipca 2010 roku. Cała Hiszpania świętuje zdobycie złotego runa – jak dziennikarze z Półwyspu Iberyjskiego nazwali wówczas mistrzostwo świata. Pierwsze i dotychczas jedyne dla Hiszpanów. Afrykański finał miał dwóch bohaterów – Andresa Iniestę oraz Ikera Casillasa. Ten pierwszy zdobył zwycięskiego gola przeciwko Holandii w 116. minucie finału. Drugi zaś obronił w fenomenalny sposób sytuację sam na sam, w której znalazł się z Arjenem Robbenem. Niejako w nagrodę przyszło mu wznieść puchar za mistrzostwo świata jako pierwszemu Hiszpanowi w historii.

Cała mundialowa przygoda Hiszpanów, w tym również Casillasa rozpoczęła się od katastrofalnej wpadki ze Szwajcarią. W pierwszym meczu przeciwko piłkarze La Roja nie sprostali Helwetom i schodzili z boiska pokonani w stosunku 0:1. Jak się później okazało było to jedyne spotkanie przegrane przez tę reprezentację na całym turnieju. W dalszej kampanii drużyna pod wodzą Vincente del Bosque straciła już tylko jednego gola w meczu z Chile. Ogromna była w tym zasługa Casillasa, który był wówczas nie tylko najlepszym bramkarzem turnieju, ale również jednym z najlepszych na świecie.

Iker z najważniejszym trofeum w życiu

Na puchar Ligi Mistrzów przyszło Ikerowi czekać do 2014 roku. Oczywiście ktoś powie: „przecież jak to zdobywał go już dwukrotnie?”. Owszem Casillas miał okazję wygrywać to trofeum w 2000 oraz w 2002 roku. Sęk w tym, że w tych rozgrywkach nie pełnił funkcji kapitana. Ponadto w 2002 roku zaczął mecz finałowy na ławce, zmieniając w 68. minucie Cesara Sancheza, który odniósł kontuzję barku. W obu tych finałach Iker był bardzo młodym ledwie zaczynającym swoją przygodę z piłką bramkarzem, miał wtedy kolejno 19 oraz 21 lat. Inaczej było w 2014 roku.

Finał w roku mundialu w Brazylii był szczególny dla Hiszpana oraz całego Realu z dwóch względów. Po pierwsze drużyna z Madrytu od wielu lat próbowała zdobyć rekordowy 10 Puchar Mistrzów. Po drugie w finale w Lizbonie los skojarzył dwie drużyny ze stolicy królestwa. Atletico i Real stanęły naprzeciwko siebie, by udowodnić nie tylko, kto jest lepszy w Madrycie, ale i w całej Europie. Iker natomiast miał już okazję świętować jako kapitan pierwsze mistrzostwo świata dla Hiszpanów i teraz chciał jako kapitan zaprowadzić Real do upragnionej La Decimy. Udało się. Real pokonał po dogrywce swojego rywala zza między 4:1 i mógł świętować upragniony tytuł. Sam Casillas wszedł do grona kapitanów, którzy sięgali po Puchar Mistrzów oraz Puchar Świata.

Philipp Lahm – cichy bohater

Przez lata przed Beckenbauerem nikt nie potrafił dokonać tego, co on, aby znaleźć się w tym zestawieniu. Po nim przyszło czekać na Deschampsa prawie 20 lat. Następnie kolejnych kilkanaście na triumf Casillasa. Tymczasem w 2014 roku wraz z kapitanem Realu do tego grona wtargnął Philipp Lahm.

Historia dwóch pucharów Lahma jest bliźniaczo podobna do tej Beckenbauera. Philipp podobnie jak Franz najpierw zdobył Puchar Mistrzów z kapitańską opaską w koszulce Bayernu. Następnie poprowadził kadrę Niemiec do zwycięstwa w mistrzostwach świata. Jedyne co różni obu panów to czas, jaki dzielił te dwa trofea. Beckenbauer na zebranie w gablocie tych dwóch pucharów potrzebował zaledwie trzech miesięcy, Lahmowi zajęło to rok.

Pierwszy puchar zdobył w 2013 roku, pokonując w finale Ligi Mistrzów Borussię Dortmund. Tak oczywiście tę Borussię z Polakami w składzie. Droga do tego tytułu wiodła jednak przez dwa wcześniejsze finały przegrane przez Bayern Lahma. Jeden w 2010 roku ze słynnym Interem prowadzonym przez Jose Mourinho. Drugi, chyba jeszcze bardziej bolesny w 2012 roku. W tym bowiem meczu kończącym zmagania w Lidze Mistrzów Bayern uległ po karnych drużynie Chelsea i to na własnym stadionie. Obrazu tragedii dopełnia fakt, że gol dla drużyny z Londynu zapewniający dogrywkę, padł w 88. minucie. Niemniej po dwóch mocnych nokautach Bayern z Lahmem na czele doczekał się upragnionego trofeum we wspomnianym 2013 roku.

Kolejny wielki dzień triumfu niemieckiego kapitana nastał w 2014 roku na legendarnej Maracanie. Tam bowiem Philipp Lahm podniósł puchar za mistrzostwo świata po wygranym 1:0 spotkaniu z Argentyną. Niemcy wówczas byli zdecydowanie najlepszą drużyną globu, pokonując wcześniej między innymi Francję czy Brazylię w pięknym stylu. Philipp Lahm dzięki temu zwycięstwo stał się ostatnim członkiem tego zestawienia.

MACIEJ BEDNARCZYK

#wspieramretro
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl