Pucharowa środa: Nie takie potęgi straszne. Lech Poznań w sezonie 2010/11

Giganci w grupie

W ostatni piątek sierpnia 2010 roku odbyło się losowanie fazy grupowej Ligi Europy. Powiedzieć, że nie było ono szczęśliwe dla Lecha to nic nie powiedzieć. Lechici znaleźli się w grupie A razem z Juventusem, Manchesterem City oraz austriackim Salzburgiem.

Stara Dama odbudowywała swoją potęgę po karnej degradacji do Serie B w 2006 r. Na koniec sezonu 2009/10 Turyńczycy zajęli dopiero siódme miejsce w lidze, ostatnie premiowane awansem do pucharów.

Nieco starsi kibice doskonale pamiętali słynne starcie Juve z Widzewem Łódź w drugiej rundzie Pucharu UEFA sezonu 1980/81. U siebie Widzewiacy wygrali 3:1, w rewanżu w takim samym stosunku wygrał Juventus, ale w rzutach karnych lepszy był polski zespół.

Drużyny spotkały się ponownie 2,5 roku później – w półfinale Pucharu Europy w 1983 roku, kiedy to Łodzianie zdołali wywalczyć remis na swoim boisku, lecz porażka w Turynie zamknęła im drzwi do finału.

Ponadto Juventus miał za sobą także mecze w europejskich pucharach z Górnikiem Zabrze i Lechią Gdańsk – z czterech dwumeczów trzykrotnie wyszedł zwycięsko.

Manchester City dwa lata wcześniej trafił w ręce szejków ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dzięki czemu olbrzymie pieniądze płynęły do klubu bardzo szerokim strumieniem. Nowi właściciele nie kryli swoich wielkich ambicji związanych z podbojem Premier League oraz Europy, dzięki czemu kibice z niebieskiej części Manchesteru mogli podziwiać takich graczy jak Kolo Toure, Emmanuel Adebayor czy Carlos Tevez.

Najsłynniejszym meczem The Citizens z polskim klubem pozostaje oczywiście finał Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku, kiedy naprzeciwko City stanął Górnik Zabrze. Piłkarze z Anglii wygrali spotkanie 2:1. Był to jedyny jak dotąd finał europejskiego pucharu osiągnięty przez polską drużynę klubową.

Jeszcze w latach 70. XX wieku Manchester City mierzył się z polskimi drużynami – rok po wspomnianym finale Górnik miał okazję do rewanżu, lecz uległ Manchesterowi w ćwierćfinale PZP, a w 1977 r. lepsi od City okazali się piłkarze Widzewa, którzy dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe wyeliminowali The Citizens z Pucharu UEFA.

Wszyscy doskonale pamiętaliśmy dwumecz Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski z Manchesterem City w II rundzie Pucharu UEFA w 2003 roku. Wicemistrzowie Polski po dość niespodziewanym wyeliminowaniu berlińskiej Herthy w I rundzie trafili na rywala z Anglii. Dzięki remisowi 1:1 w Manchesterze oraz bezbramkowemu remisowi w Grodzisku to Groclin wywalczył awans do kolejnej fazy turnieju. Bohaterem Grodziszczan został Sebastian Mila – jego fenomenalny gol z rzutu wolnego zdecydował o korzystnym dla Groclinu bilansie bramek wyjazdowych.

Żadna polska drużyna nie rywalizowała przedtem z zespołem z Salzburga – ani z Austrią Salzburg, ani z utworzonym na jej miejsce w 2005r. Red Bullem Salzburg.

Rudnevs Show w Turynie

W pierwszej kolejce fazy grupowej Kolejorz pojechał do Turynu. Choć polski zespół był skazywany na pożarcie, to jednak trenera Jacka Zielińskiego nie opuszczał dobry humor.

– Do Turynu udajemy się bez kompleksów. Nie mamy nic do stracenia i uważam, że to jest nasza szansa.Chcąc myśleć o korzystnym wyniku, musimy być skoncentrowani przez pełne 90 minut. Na pewno się tam nie zamurujemy, bo w ten sposób nie osiągniemy sukcesu. Będziemy w Turynie dążyć do zdobycia bramki i nie mam nic przeciwko, aby padło w tym meczu sporo goli – powiedział szkoleniowiec na konferencji prasowej przed wylotem do Włoch.

Już po kwadransie gry okazało się, że słowa trenera nie były jedynie przechwałkami. Sławomir Peszko wdał się w pojedynek z Felipe Melo i chwilę później Brazylijczyk faulował polskiego skrzydłowego w polu karnym, a sędzia bez wahania wskazał na 11. metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Artjoms Rudnevs.

Po 30 minutach meczu Lech prowadził już 2:0. Dwa strzały Lechitów obronił Austriak Manninger, ale trzy uderzeniu numer trzy musiał skapitulować. Rudnevs mógł cieszyć się z drugiej bramki.

Mistrzowie Polski mogli zejść na przerwę z doskonałym wynikiem, jednak w końcówce pierwszej połowy stracili koncentrację przy rzucie wolnym Juventusu, a Giorgio Chiellini wykorzystał nieporozumienie pomiędzy Arboledą i Kotorowskim i strzelił gola kontaktowego.

Pięć minut po zmianie stron Juventus doprowadził do wyrównania. Defensywa Lecha nie radziła sobie ze stałymi fragmentami gry gospodarzy. Juventus strzelił pierwszego gola po rzucie wolnym, a drugiego – po rzucie rożnym. Ponownie na listę strzelców wpisał się Chiellini.

Kilkanaście minut później gospodarze wyszli na prowadzenie. Fenomenalnym uderzeniem z dystansu popisał się Alessandro Del Piero. Legenda Starej Damy była jedną z najjaśniejszych postaci na boisku. Po tym trafieniu wszystko wskazywało na to, że zgodnie z planem trzy punkty zostaną w Turynie.

Lech walczył do końca i przede wszystkim miał koncertowo grającego Rudnevsa. Już w doliczonym czasie gry napastnik pochodzący z kraju położonego nad Dźwiną oddał piękny i bardzo mocny strzał zza pola karnego. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Mistrzowie Polski wydarli bardzo cenny remis w samej końcówce meczu.

Był to punkt jak najbardziej zasłużony i co chyba najważniejsze – zdobyty po bardzo dobrej grze, która nie ograniczała się do zamurowania dostępu do własnej bramki i wyprowadzania kontrataków od czasu do czasu.

Trener Zieliński nie krył radości z wyniku, ale chyba trochę też żałował, że nie udało się wygrać tego meczu. – Mieliśmy mecz ułożony. Prowadząc 2:0 nie można sobie pozwolić na to, żeby wychodzić na 2:3. Fakt, że Juventus to klasowy zespół, ale jak się dostaje bramkę w 45. minucie i 50. minucie, to ciężko jest się podnieść. Chłopcy zareagowali jednak pozytywnie, choć przez jakiś czas gra nam nie szła. W końcówce rzeczywiście pokazaliśmy charakter i umiejętności. Trzeba się cieszyć z punktu zdobytego w Turynie. Gdyby przed meczem ktoś dawał nam ten punkt, to bralibyśmy go w ciemno. Przebieg gry i meczu był niesamowity – powiedział po meczu.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…