Pucharowa środa: Nie takie potęgi straszne. Lech Poznań w sezonie 2010/11

Triumf na nowym stadionie

Drugi mecz grupowy z RB Salzburg miał być zarazem pierwszym spotkaniem Lecha rozegranym na zmodernizowanym stadionie przy Bułgarskiej. Nowy obiekt zwiększył swoją pojemność do ponad 40 tysięcy miejsc, a dziesięć dni przed meczem otwarcie stadionu uświetnił koncert Stinga.

Po losowaniu wydawało się, że mecze Lecha Poznań z mistrzami Austrii będą bezpośrednią walką o trzecie miejsce w grupie. Salzburg przegrał swój pierwszy mecz z Manchesterem City, a Lech po remisie w Turynie stał się faworytem meczu. W Poznaniu spodziewano się rekordowej widowni, ponieważ średnia cena biletu na mecz wynosiła 50 złotych.

Trener Zieliński podkreślał konieczność zdobycia w tym meczu trzech punktów, ponieważ każda zdobycz punktowa przybliżyłaby zespół do wyjścia z tej bardzo trudnej grupy. Szkoleniowiec dodał, że mecz z Juventusem jest już historią i piłkarze muszą skupić się na tym, co przed nimi.

Kibice obejrzeli bramki dopiero w drugiej połowie. Tuż po zmianie stron Lech miał rzut rożny. Precyzyjne dośrodkowanie Stilicia wykorzystał Manuel Arboleda. Kolumbijczyk oddał dobry strzał głową i wyprowadził Lecha na prowadzenie. Na dziesięć minut przed końcem drugiego gola strzelił Sławomir Peszko i Lech wygrał swoje pierwszy mecz w Lidze Europy.

Wobec triumfu Lecha i remisu Manchesteru City z Juventusem, po dwóch kolejkach sytuacja w grupie wyglądała następująco: Lech i Manchester miały po cztery punkty, Juventus zgromadził dwa oczka, a RB Salzburg zamykał stawkę z zerowym dorobkiem. W następnych dwóch kolejkach Lechici mieli zagrać dwa mecze z City, a Stara Dama liczyła na odniesienie pierwszych zwycięstw w dwumeczu z Red Bullem Salzburg.

Powitalny triumf Hiszpana

Po remisie w Turynie i zwycięstwie w Poznaniu przyszedł czas na pierwszą porażkę w Lidze Europy. W trzeciej kolejce Lech pojechał do Manchesteru i tam przegrał z City 1:3.

Tamten październikowy wieczór należał do Emmanuela Adebayora. Obrońcy Lecha kompletnie nie radzili sobie z napastnikiem urodzonym w Togo, który do przerwy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Po przerwie Lechici złapali kontakt z angielską drużyną. Sławomir Peszko wbiegł z piłką w pole karne i po pojedynku z jednym z obrońców padł na murawę, jednak o rzucie karnym nie było mowy. Piłka spadła pod nogi Marcina Kikuta, jego strzał został zablokowany, a futbolówka szczęśliwie trafiła do Joela Tshibamby, który pokonał Joe Harta. Jak miało się z czasem okazać, to był jedyny gol Kongijczyka w barwach Lecha.

To był jeden z nielicznych pozytywnych akcentów mistrzów Polski w tamtym spotkaniu. Na niespełna dwadzieścia minut przed końcowym gwizdkiem Adebayor skompletował hat-tricka.

W tym dziegciu znalazła się jednak i łyżka miodu. Juventus zremisował swój mecz z RB Salzburg, co oznaczało, że Kolejorz pozostał na drugim miejscu w grupie pomimo porażki. Na półmetku rywalizacji prowadził Manchester z siedmioma zgromadzonymi punktami. Lech tracił do The Citizens trzy punkty, a jednocześnie miał oczko przewagi nad Starą Damą. Tabelę zamykali mistrzowie Austrii.

Poznaniaków dopadła przypadłość często spotykana wśród polskich drużyn – brak umiejętności gry na kilku frontach. O ile w pucharach Kolejorz radził sobie przyzwoicie, o tyle w lidze notował kolejne mecze bez zwycięstwa.

Po spotkaniu w Turynie Lech zanotował cztery ligowe porażki z rzędu, przegrywając kolejno z Legią, Bełchatowem, Zagłębiem Lubin oraz Górnikiem Zabrze. Przełamanie nadeszło dopiero w ostatni weekend października – poznańska lokomotywa rozjechała u siebie Wisłę Kraków, wygrywając 4:1.

Niestety dla Jacka Zielińskiego ta seria porażek zakończyła się zbyt późno. Sternicy klubu ze stolicy Wielkopolski podjęli decyzję, że współpracę należy zakończyć. 3 listopada 2010 r., na dzień przed meczem z Manchesterem City w Poznaniu stanowisko pierwszego trenera objął Hiszpan Jose Maria Bakero. Jako zawodnik przez osiem lat występował w FC Barcelonie, wygrywając z nią m.in. Puchar Europy w 1992 roku. Przed przyjściem do Poznania był trenerem Polonii Warszawa.

Zespół zrobił wszystko, aby debiut szkoleniowca wypadł okazale, choć sam Bakero z oczywistych przyczyn nie zdołał postawić swojego stempla na grze drużyny. Lech zagrał znakomite spotkanie i wygrał u siebie z Manchesterem City.

W pierwszej połowie lepiej wyglądali goście, którzy stworzyli sobie kilka dobrych okazji do zdobycia bramki. Po 45 minutach gry było jednak 1:0 dla Lecha. Na kwadrans przed przerwą piłka wybita z pola karnego przez graczy z Manchesteru spadła pod nogi Dimitrije Injaca. Serb ustawiony na 25. metrze bez zastanowienia oddał strzał na bramkę i ku uciesze 42 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Kilka minut po zmianie stron goście wyrównali – dośrodkowanie z rzutu rożnego na bramkę zamienił Adebayor, wyraźnie mający sposób na obronę poznańskiego Lecha. Togijczyk mógł zaliczyć również asystę przy golu Davida Silvy – szczęśliwie dla piłkarzy Bakero piłka zatrzymała się na poprzeczce.

Końcówka spotkania należała do gospodarzy. W 86. minucie Lech miał rzut wolny. Sergiej Kriwiec wrzucił piłkę w pole karne. Anga Boyata próbował ją wybić, ale zrobił to w taki sposób, że nastrzelił Manuela Arboledę. Futbolówka odbiła się od głowy byłego obrońcy Zagłębia Lubin i wpadła do bramki, obok kompletnie zaskoczonego Shaya Givena.

W doliczonym czasie gry podanie od Kriwca otrzymał Mateusz Możdżeń. 19-letni wówczas piłkarz strzelił prawdopodobnie najładniejszego gola w karierze – mocnym uderzeniem z 25 metrów nie dał szans irlandzkiemu bramkarzowi Manchesteru City.

Debiut hiszpańskiego szkoleniowca wypadł najlepiej jak mógł, choć sam Bakero przyznał po spotkaniu, że jego zasługi nie było w tym sukcesie żadnej, a gratulacje należą się nie jemu, a Jackowi Zielińskiemu.

Drugą dobrą wiadomością dla Lecha był drugi już remis Juventusu z Salzburgiem, a czwarty w całych rozgrywkach. Szanse Kolejorza na wyjście z tej trudnej grupy stawały się coraz większe. Po czwartej kolejce mistrzowie Polski mieli na koncie tyle samo punktów co Manchester City, lecz ze względu na lepszy bilans bramkowy to Lech znalazł się na czele stawki.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…