Polska na mistrzostwach świata w 1974 roku

Ostatnio ze zgrozą odkryliśmy w naszej redakcji, że pomimo tego, iż przez ostatnie lata ukazały się na łamach Retro Futbol setki artykułów, to brakuje wśród nich kilku tekstów, poświęconych tematom, których zwyczajnie tutaj zabraknąć nie może. Jednym z nich jest tak kluczowe dla rodzimego futbolu wydarzenie jak udział polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w 1974 roku. Drodzy czytelnicy, nadrabiamy zaległości. Zabieram was w podróż do RFN. Przeżyjmy to jeszcze raz!

Wpadka w Cardiff i wygrana z Anglią

W 1972 roku kadra pod wodzą Kazimierza Górskiego wywalczyła w Monachium złote medale olimpijskie. Kolejnym krokiem naszej drużyny narodowej, na który liczyli kibice, był awans na pierwszy od 36 lat światowy czempionat. By tego dokonać, nasi zawodnicy musieli przejść sito eliminacyjne, a los nie miał zamiaru ich oszczędzać.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Podopieczni Górskiego trafili do trzyzespołowej grupy wraz z Anglikami i Walią. Awans uzyskiwał jedynie zwycięzca tej rywalizacji. Murowanym faworytem zdawali się być Synowie Albionu. W naszym kraju liczono na dobrą formę mistrzów olimpijskich i łut szczęścia.

Kampania eliminacyjna zaczęła się jednak dla naszego zespołu od falstartu. Polacy w pierwszym meczu ulegli w Cardiff Walijczykom 2:0. Od początku zakładano, że jeśli nasza drużyna marzy o awansie na mundial, to na popularnych The Dragons musi wywalczyć komplet punktów. Wiele osób wieszczyło już po pierwszym meczu, że wpadka zespołu Górskiego w stolicy Walii jest równoznaczna z zaprzepaszczeniem szans na awans.

Polacy szybko się pozbierali i w drugim meczu eliminacyjnym wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. W Chorzowie odprawili z kwitkiem faworyzowanych Anglików 2:0. Do dziś trwają spekulacje, kto strzelił w tym meczu pierwszego gola dla biało-czerwonych. Czy ostro bijący piłkę z rzutu wolnego Gadocha, czy dokładający w tej sytuacji nogę Jan Banaś?

Takich wątpliwości za to nie ma przy ocenie drugiego trafienia. Włodzimierz Lubański zaatakował Bobby’ego Moore’a, odebrał mu piłkę i pognał na bramkę Shiltona, po czym podwyższył nasze prowadzenie. Zdecydowana szarża Lubańskiego była podobno wypadkową wskazówek, udzielanych zawodnikowi Górnika Zabrze przez Jacka Gmocha.

Szef banku informacji miał uczulać napastnika na fakt, że praktycznie wszystkie akcje Anglików rozpoczynają się od doświadczonego obrońcy. Gmoch chciał, by Lubański wykorzystał swoją przewagę pod względem zwrotności i szybkości, którymi górował nad Moorem. Tak też uczynił. Niestety as Górnika zakończył ten mecz bardzo pechowo, a mianowicie z kontuzją więzadła krzyżowego, której nabawił się po brutalnym faulu Roya McFarlanda. Ta natomiast wykluczyła go z gry na dwa lata.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…